Wyjątkowo dużą popularnością cieszy się w ostatnim czasie wśród polskich przedsiębiorców niejaki Piotr Patkowski – jeden z wiceministrów finansów. Choć akurat słowo „cieszy” jest tu niezbyt odpowiednie, bo cieszyć się tak naprawdę nie ma z czego.

Otóż Patkowski w przypływie… – niech będzie, że szczerości – wyznał, że „wielkie zamykanie gospodarki jesienią może powrócić”. – Nie możemy w stu procentach wykluczyć drugiego lockdownu na takim samym poziomie jak wiosną – stwierdził w rozmowie z RMF FM.

To jedno zdanie w zasadzie wystarczyło, by podpalić internet. Jeśli ktoś do tej pory Patkowskiego nie kojarzył, no to teraz kojarzyć już musi. Nie tylko z fizjonomii, ale i z nie do końca przemyślanych wypowiedzi. Zresztą doszło do tego, że za swojego wice musiał tłumaczyć się Tadeusz Kościński, który wystąpił w roli strażaka i – jak tylko potrafił – próbował gasić pożar, uspokajając przy okazji nastroje wśród przedsiębiorców. W ostatni dzień sierpnia w Polsacie News minister finansów próbował przekonywać, że ogólnopolski lockdown nie jest przez rząd w ogóle brany pod uwagę. – Jeżeli szef resortu zdrowia powie, że lockdown jest potrzebny, to naszą rolą jest, by znaleźć na to pieniądze. Ale to musiałaby być ogólnopolska katastrofa – stwierdził Kościński.

Katastrofa to zdecydowanie najlepsze określenie tego, co by się stało, gdyby rząd jesienią po raz kolejny całkowicie zamroził gospodarkę. W zasadzie nikt nie ma złudzeń, że po czymś takim nie byłoby co zbierać. Zresztą bardzo rozsądnie, bez politycznego czy ideologicznego zacięcia, mówił o tym na portalu fpg24.pl Bartłomiej Pawlak, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, czyli instytucji, z której szerokim strumieniem popłynęło finansowe wsparcie w postaci tarczy do wielu polskich firm po wiosennym lockdownie. – Żadnego kraju już na coś takiego nie stać. To straty rzędu 5 proc. PKB podczas dwóch miesięcy. Powtórka więc nie jest możliwa, ale też nikt nie planuje kolejnego wyłączenia gospodarki i totalnej kwarantanny. Jesteśmy już znaczenie bardziej świadomi, czym jest COVID, oraz mamy przygotowaną służbę zdrowia, więc nie grozi nam powtórka z wiosny – zapewniał.

Podobnie uważa Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców. – Jesienią zazwyczaj różne wirusy, w tym wirus grypy, się aktywizują, więc niewykluczone, że znów zwiększy się liczba zarażonych. Jeśli natomiast z tego powodu mielibyśmy znów zamrozić gospodarkę na kilka miesięcy, to później nie będzie już do czego wracać. A przecież polska gospodarka w ostatnim czasie była naprawdę w bardzo dobrej kondycji. Ludzie czuli pieniądze w kieszeni, firmy dynamicznie się rozwijały, bezrobocie praktycznie spadło do zera. I co? I mielibyśmy to wszystko teraz zaprzepaścić?  Myślę, że Polacy absolutnie się na to nie zgodzą – mówił jakiś czas temu w rozmowie z niżej podpisanym na łamach magazynu „Forum Polskiej Gospodarki”. – Pandemia, niestety, zrzuciła nas ze ścieżki ciągłego wzrostu. Po bardzo dobrych ostatnich latach przedsiębiorcy w wielu branżach spodziewali się, że rok 2020 będzie rekordowy. Rzeczywistość okazała się brutalna i konieczne jest liczenie strat. Kolejny lockdown oznaczałby zapaść gospodarki, a co za tym idzie, zapaść systemu ochrony zdrowia. Większość firm go nie przetrwa – dodaje Abramowicz dzisiaj.

Nie zmienia to faktu, że wielu przedsiębiorców wciąż nie może być pewnym dnia ani godziny, bo resort zdrowia, już pod nowym kierownictwem, cały czas wprowadza „pełzający lockdown”. I tak naprawdę jedna decyzja może zdecydować o tym, że wszyscy pracownicy wylądują na kwarantannie, po której w zasadzie nie będzie już sensu wracać do pracy, bo tej kwarantanny firma nie przetrwa. To coś, co bardzo szybko i skutecznie jest w stanie dobić odradzającą się polską gospodarkę. Wtedy już żadna pomoc nie będzie w stanie przywrócić tych firm do życia. Zresztą każda tarcza, postojowe czy inne ulgi kiedyś się przecież muszą skończyć. Dlatego najwyższy już czas – o czym pisaliśmy już na naszym portalu – zrewidować myślenie o tej całej epidemii.