O dramatycznych dla polskich przedsiębiorców skutkach walki z pandemią oraz o pułapkach Polskiego Ładu – mówi nam Krzysztof Oppenheim z Kancelarii Doradztwa Finansowego.

krzysztof oppenheim - zdjęcie
Krzysztof Oppenheim/Kancelaria Doradztwa Finansowego

Jak Pan ocenia działania polskiego rządu wobec ogłoszonej pandemii przed jej tzw. czwartą falą oraz obecnie? Odbijają się one zarówno na osobach prywatnych, jak i przedsiębiorcach – często niestety niekorzystnie.

Trudno nie oceniać działań rządu nie odwołując się do samego początku tzw. pandemii. My, przedsiębiorcy, jesteśmy już blisko dwa lata w znaczący sposób szykanowani przez te działania symulujące walkę z tzw. pandemią. Niestety – patrząc na to „na zimno”, z punktu widzenia przedsiębiorców należy powiedzieć, że w tym szaleństwie nie ma metody. Skoro już wiadomo, że restrykcje nie działają na ograniczenie transmisji wirusa (co ostatnio przyznał publicznie sam pan minister Niedzielski), to po co je ciągnąć i jeszcze zaostrzać?

Przedsiębiorcy obawiają się kolejnych restrykcji i lockdownów, które ewidentnie wszystkim szkodzą: i biznesowi, i społeczeństwu. Teraz wprowadzono kolejny raz ograniczenia na okres 1-17 grudnia. Nie ma co ukrywać – dla branży hotelarsko-gastronomicznej jest to masakra, bo branża ta nie może niczego zaplanować na okres okołoświąteczny oraz noworoczny. Czyli ten krótki sezon, kiedy mogliby odbić sobie trochę strat z ostatnich dwóch lat.

Ale przecież mamy słabsze restrykcje niż wiele krajów zachodnioeuropejskich, co zresztą jest powodem do stawiania rządowi zarzutów, bardzo silnie artykułowanych przez opozycję, że naraża się ludzi i gospodarkę polską na szwank…

Możemy to uznać za plus, o ile odnosimy się do tego, że inni mają jeszcze gorzej. Nie oznacza to, że mamy patrzeć „przez palce” na działania naszych władz. To, że na punkcie sanitaryzmu covidowego zwariowali Austriacy, Niemcy czy też Francuzi i Włosi nie oznacza, że mamy się cieszyć z działań rządu Mateusza Morawieckiego. Oceniajmy nasze władze pod kątem zasadności, a przede wszystkim skuteczności walki z pandemią, czyli m.in. wprowadzanych restrykcji i obostrzeń. Słaby to argument, że przecież w innych krajach stosuje się znacznie ostrzejszą formę, podchodzącą pod sanitarny terror. Faktem jest to, że czego się dotknie ten rząd mocniej w ramach tzw. walki z pandemią, tam wszędzie widzimy zgliszcza. Dotyczy to nie tylko niepoliczalnych szkód wyrządzonych przedsiębiorcom, ale także demolki służby zdrowia, no i gigantycznej inflacji, której realne skutki odczujemy w kolejnych latach.
Blisko dwa lata zupełnie przypadkowych działań: absurdalnych restrykcji, ograniczeń lub zakazów działalności, lockdownów. Ogromne, jeszcze nie policzone do końca straty.

Nie przesadza Pan?

Nie przesadzam. Stworzyliśmy sobie taki „układ kowidocentryczny”, gdzie Kopernik został odłożony do lamusa, bo świat kręci się niemal całkowicie wokół COVID-19. Z mojego grona chorobę tę przeszło kilkadziesiąt osób i nikt się tym specjalnie nie przejął. Jeżeli w Polsce mamy tzw. nadmiarowe zgony, to tylko dlatego, że służba zdrowia jest zupełnie położona na łopatki i w wielu przypadkach zaniechano leczenia. To są fakty, znane – niestety – z doświadczeń bardzo wielu ludzi. Trudno nawet wyliczyć kwotę pieniędzy publicznych, jaka została włożona w „akcję covid” w ciągu ostatnich dwóch lat. Została, a my nie mamy z tego nic lub prawie nic. Dalej jesteśmy w punkcie wyjścia, mimo tak potężnych nakładów i strat. Jedyną metodą walki z C-19 są szczepionki, które okazały się mało skuteczne, a na dodatek powodują wiele dotkliwych skutków ubocznych, nie wyłączając śmierci. Największą paranoją w obecnej sytuacji jest to, że całą winą za nieskuteczność szczepionek obciąża się tych, którzy z różnych powodów tychże preparatów nie przyjęli.

Inna kwestia – jak w Pana opinii wpłynie na sektor MŚP Polski Ład? Czy możemy zaufać rządowi, że pomoże firmom i Polakom?

Polski Ład – jak wiadomo – wchodzi od stycznia przyszłego roku i od razu od kilku stron atakuje przedsiębiorców. Największą szansę na uratowanie się przed skutkami tegoż mają mikroprzedsiębiorcy – małym podmiotom jest łatwiej ukryć się przed tak szeroko zakrojonymi działaniami. Według opinii jednego z czołowych doradców podatkowych – Konrada Turzyńskiego, cytowanego przez „Rz”– na Polskim Ładzie nie stracą tylko ci, którzy nie osiągają dochodów. Nie da się przy tym ogarnąć tych zmian w okresie kilku tygodni, bowiem ustawa wprowadzająca Polski Ład liczy blisko 140 stron, a jej uzasadnienie – 260 stron! Przy tym należy pamiętać, że usługi doradztwa podatkowego są usługami drogimi i większości przedsiębiorców nie stać na nie. Dodatkowo cały biznes odczuje potężne obciążenie kosztami pracy i szybującą pod niebo inflacją. Według opinii doradcy podatkowego dra Rafała Bernata, z którym współpracuję od wielu lat, po zmianach w ramach Polskiego Ładu, gdy do przedsiębiorcy przyjdzie jakakolwiek kontrola, to nie będzie możliwości, by czegoś nie znalazła. Polski Ład zakłada bowiem bardzo dużo pułapek na przedsiębiorców. Na przygotowanie się do tych zmian pozostał już niecały miesiąc.

Trudno też, by podobał się jeszcze jeden element Polskiego Ładu, tj. włożenie klina pomiędzy przedsiębiorców a ich pracowników. Polski Ład zachęca tych drugich do tego, by donosili na pracodawców, że ci część pieniędzy wręczają im bez rachunku. Nie ma przecież na takie działanie dowodów i można sobie z łatwością wyobrazić sytuację, gdy pracownik-leser, czy też inny szkodnik, zostaje przez pracodawcę zwolniony, po czym na niego donosi. Na dodatek składając taki donos stosownym służbom, wcale nie musi mówić prawdy. Ale jak to dany urząd ma sprawdzić? Wracamy więc do średniowiecznego sądu nad czarownicami: będzie się prowadzić postępowania bez dowodów.

W jaki sposób firma może się przygotować do Polskiego Ładu?

Warto posiadać co najmniej dwóch doradców: podatkowego (przynajmniej doraźnie), który będzie mógł wskazać, jakie istnieją ryzyka dla firmy i gdzie najmocniej może zostać uderzona przez nowe przepisy oraz doradcę antywindykacyjnego. Tym bardziej, że ciągle „wiszą w powietrzu” kolejne restrykcje pandemiczne – tak jak o tym już rozmawialiśmy.

Istotną rzeczą jest też to, w jakiej formie teraz powinno być zorganizowane nasze przedsiębiorstwo, tj. czy to ma być jeden podmiot, czy kilka oraz czy zarejestrować go w Polsce, czy za granicą (czego akurat NIE jestem zwolennikiem, bo w wielu branżach jest to łatwo „namierzalne”). Ważne jest też, żeby firma – w miarę możliwości – posiadała tzw. lekką konstrukcję, czyli była jakby samym „opakowaniem”, firmą-wydmuszką, tj. nie posiadała żadnego majątku. Majątek przedsiębiorcy musi być zlokalizowany na zewnątrz podmiotu, który prowadzi działalność operacyjną. Zdecydowanie także zalecam rejestrację podmiotów gospodarczych w dużych ośrodkach miejskich, gdzie mamy zagwarantowaną niemal pełną anonimowość, głównie wobec takich urzędów jak US czy ZUS.

Wobec różnych zagrożeń firma musi podjąć elastyczne działania antywindykacyjne, by się przed nimi właściwie zabezpieczyć. Przypomnę najważniejsze hasło antywindykacji, które zawsze się sprawdza w sytuacji zagrożenia problemami finansowymi: najgorszym rozwiązaniem jest bierność!

Rozmawiał Robert Azembski

Poprzedni artykuł[RAPORT] Wpływ pandemii na branżę IT
Następny artykułLitwa dla Chin „przestaje istnieć”