Władimir Putin i Xi Jinping wyrazili swoje niezadowolenie w związku z wirtualnym szczytem na rzecz demokracji, na który Joe Biden zaprosił 110 krajów, w tym Tajwan i Ukrainę, pomijając Chiny i Rosję.

Fot. PAP/EPA

Jak podaje amerykańskie konserwatywne pismo „The National Interest”, rządy obu zlekceważonych mocarstw swoje rozżalenie miały wyrazić poprzez ambasadorów – rosyjskiego Anatolija Antonowa i chińskiego Gangu Qin.

Spotkanie zorganizowane przez prezydenta Joe Bidena jest postrzegana przez Moskwę i Pekin przede wszystkim jako przejaw „zuchwałości” Waszyngtonu, który zdaniem obu stolic uzurpuje sobie prawo do decydowania o tym, „które kraje są demokratyczne, a które nie kwalifikują się do takiego statusu” i jest przejawem mentalności z czasów zimnej wojny.

Co więcej, jak podaje hiszpański dziennik „La Vanguardia”, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Chińskiej Republiki Ludowej Zhao Lijian miał ostrzec, że „wsparcie rządu Stanów Zjednoczonych wobec Tajwanu może zostać odebrane jako igranie z ogniem, które dla USA może zakończyć się poparzeniem”.

Departament Stanu opublikował w środę listę krajów zaproszonych na szczyt. A włączenie do nich Tajwanu spowodowało natychmiastową i wściekłą, ale przewidywalną reakcję Pekinu. Dla Xi Jinpinga zaproszenie Tajwanu pokazało, że „tak zwana demokracja jest tylko pretekstem i narzędziem do realizacji celów geopolitycznych, represjonowania innych krajów, dzielenia świata, służenia własnym interesom i utrzymania hegemonii na świecie”.

Co ciekawe, administracja Bidena wykluczyła z zaplanowanego na 9 i 10 grudzień szczytu także Turcję, mimo że jest wieloletnim członkiem NATO. Na spotkanie nie zostały też zaproszone Węgry, Kuba, Wenezuela, Nikaragua, Boliwia, Salwador, Gwatemala i Honduras.

Do grona zaproszonych należy także Polska, co może świadczyć o tym, że wbrew lamentom brukselskich elit, Joe Biden postrzega nasz kraj jako strategicznego partnera.