Istnieją przykłady, kiedy legislacja unijna wspiera działania ograniczające konkurencję i to w obszarze, gdzie nasze firmy, z naszego regionu, mają przewagę nad firmami z zachodniej Europy – mówi nam wiceminister rozwoju i technologii Marek Niedużak.

fot. PAP/Mateusz Marek

Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowało już drugą edycję „Czarnej Księgi barier na jednolitym rynku wewnętrznym UE”. Skąd pomysł na taki dokument?

Wspólny rynek – swoboda przepływu towarów, kapitału, osób i usług to jeden z fundamentów Unii Europejskiej. W praktyce jednak nie zawsze funkcjonuje on zgodnie z pierwotnym założeniem. Polskie firmy, w różnych krajach unijnych, spotykają się z barierami utrudniającymi im swobodne funkcjonowanie. Pierwszą księgę przygotowaliśmy na początku ubiegłego roku, w czerwcu jej drugą edycję. Dokumenty te powstały, gdyż otrzymywaliśmy wiele sygnałów odnośnie barier napotykanych przez przedsiębiorców. Spowodowane one były kwestiami ustawowymi, sposobem stosowania prawa w danym kraju, ale czasem były to problemy czysto techniczne.

Dla Polski ważny jest dostęp do rynków innych państw członkowskich, a wspólny rynek jest jedną z największych wartości Wspólnoty i w tej sprawie stoimy na straży traktatów unijnych. Pamiętamy, że w historii naszego kraju wyzwaniem były właśnie rynki zbytu, Polska „dusiła się”, nie mogąc nawiązać relacji handlowych, np. zaraz po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Dlatego wyjątkowo bolesne jest, gdy ta wielka wartość unijna jest w różnych miejscach podważana.

Jedną rzeczą jest stwierdzenie pewnego faktu, że mamy problem z dostępem do wolnego rynku, że polskie firmy napotykają na różne bariery. Drugą natomiast jest to, co możemy z tym zrobić. Rozumiem, że jakieś informacje z państwa strony poszły do Komisji Europejskiej. A czy interweniujecie państwo bezpośrednio w krajach, w których ten problem jest największy?

Tak. Działamy dwutorowo – na forum unijnym, jak i bilateralnie wobec krajów, w których istnieje ryzyko takich naruszeń. Przesłaliśmy naszą księgę do KE, która stoi na straży traktatów, a więc i jednolitego rynku. Podjęliśmy w tej sprawie dialog, a na poziomie unijnym są narzędzia pozwalające wychwytywać bariery i im zapobiegać. Natomiast my sami mamy też możliwość podniesienia danego zagadnienia na szczeblu ministerialnym, czy nieformalną ścieżką między administracjami. Mamy konkretne przykłady skuteczności tych narzędzi.

Były już dwie edycje Czarnej Księgi. Czy dostrzegają państwo jakąś poprawę pomiędzy obecną edycją a poprzednią? Czy może jeszcze za wcześnie, by o tym mówić?

Niestety muszę odpowiedzieć: i tak, i nie. Niektóre kwestie udaje się pozytywnie rozwiązać, ale jesteśmy na początku tej drogi, więc pracy i barier do pokonania jest jeszcze dużo. Po pierwsze, trudno jest uzyskać po drugiej stronie przyznanie się do błędu – nikt nie lubi tego robić. Po drugie, nasze firmy dopiero wchodzą na wyższy poziom pewnej świadomości i większej śmiałości upominania się o swoje. Teraz działamy bardziej asertywnie i musimy w coraz bardziej zdecydowany sposób lobbować o swoje interesy. Pamiętajmy – stoimy na straży traktatów.

Największe kraje są silnie reprezentowane w instytucjach europejskich, dużo silniej niż Polska. Czy w tym kontekście dostrzega pan zagrożenia, że będą z polskiej strony płynęły sygnały o problemach, ale KE nie będzie podejmowała w tej kwestii działań?

Pewne ryzyko może istnieje, ale Polska ma silne argumenty. Komisja Europejska, nie biorąc ich pod uwagę, stosowałaby podwójne standardy. Większym natomiast wyzwaniem jest kwestia obrony swoich interesów na forum unijnym. Przykładem pesymistycznym może być branża transportowa. Stanowi ona ok. 7-8 proc. naszego PKB. Znane są mi problemy, jakie napotyka ta branża, m.in. we Francji. W tym przypadku Komisja stanęła faktycznie po stronie państw, które zakłócają wspólny rynek i ograniczają swobodę świadczenia usług. Chodziło o takie ograniczenia, jak konieczność powrotu do bazy bez możliwości dokonania załadunku w drodze powrotnej.

Takie zapisy mają negatywne skutki np. dla emisji CO2 i to pokazuje, jak jedna agenda dotycząca polityki klimatycznej i Zielonego Ładu przegrywa z agendą, która nie do końca mieści się w swobodzie świadczenia usług w ramach traktatów. To jest przykład, kiedy legislacja unijna wsparła działania ograniczające konkurencję i to w obszarze, gdzie nasze firmy, z naszego regionu, mają przewagę nad firmami z zachodniej Europy. W sprawie pakietu mobilnego złożyliśmy stosowną skargę do TSUE. Zrobiły to także kraje, w które ten pakiet uderzał. Mam nadzieję, że to wygramy. Niestety, rozstrzygnięcia powinniśmy spodziewać się dopiero w przyszłym roku.

Wiemy, że największe europejskie gospodarki bardzo dużo inwestują w lobbing na poziomie unijnym. Są tam obecne międzynarodowe organizacje biznesowe zrzeszające lobbystów i firmy lobbingowe mające działać w interesie tych podmiotów. Jak ta sytuacja wygląda w kontekście Polski? Czy Ministerstwo Rozwoju podejmuje jakieś starania, by polski lobbing, polskie organizacje biznesowe, były obecne w Brukseli i mogły liczyć na wasze wsparcie merytoryczne i polityczne?

Bez wątpienia jest tak, że głos gospodarczy i przemysłowy różnych branż z krajów „starej Unii” jest znacznie bardziej słyszalny. Są różne tego przyczyny. Pierwszą jest to, że są one obecne w tym klubie od początku i znają reguły tej „gry”.

A czy nie jest tak, że my za dużą wagę przyłożyliśmy do funduszy unijnych, na tym się koncentrując, a zaniedbaliśmy to, po co wchodziliśmy do Unii, czyli dostęp do tego rynku wewnętrznego i teraz okazuje się, że mamy duży dystans do nadrobienia?

Jesteśmy jeszcze na etapie pojętnego, ale wciąż jeszcze – ucznia. Uczymy się, jak funkcjonują różne kwestie w Unii, co widać na wielu polach, m.in. w pomocy publicznej. Spójrzmy na Niemcy – tam jest obowiązkowy samorząd gospodarczy, każdy przedsiębiorca przynależy do dużej izby handlowej, przemysłowej. W ten sposób przedsiębiorcy mają – nie tylko na poziomie rządowym, ale i pozarządowym – ogromną, dobrze refundowaną organizację zrzeszającą wiele dużych, międzynarodowych firm, dla których działalność eksportowa i ekspansja zagraniczna są rzeczą oczywistą od dawna. Trudno tego oczekiwać w kraju takim jak Polska, gdzie mamy głównie małe i średnie przedsiębiorstwa. Dopiero od niedawna wspierany jest eksport na większą skalę, a firmy zaczynają zagraniczną ekspansję. Podejmujemy działania wspierające polski lobbing i widać zmiany na plus w ciągu ostatnich lat.

Wspomniał pan o tym, że świadomość firm jest coraz większa. Czy na poziomie Ministerstwa Rozwoju jest jakiś adres mailowy lub numer telefoniczny, gdzie można się skontaktować ws. pomocy dla przedsiębiorcy?

Jak najbardziej. Zachęcam do kontaktu: sekretariatdse@mrpit.gov.pl. Tu przyjmujemy zgłoszenia, a część skarg wcześniej złożonych znalazła się w „Czarnej Księdze Barier” w obu edycjach. Co ważne, wszystkie są anonimowe, co oznacza, że przedsiębiorcy nie muszą obawiać się tego, iż ich dane zostaną przytoczone w rozmowach, czy to z instytucjami unijnymi, czy na poziomie bilateralnych rozmów wewnątrz partnerów unijnych. Bardzo zależy nam na tym głosie, ponieważ dzięki niemu mamy argumenty i przykłady do dyskusji.