Rośnie katalog problemów, z którymi borykają się przedsiębiorcy budowlani. Rok 2023 wcale nie zapowiada się lepiej niż 2022. Pewne nadzieje związane z dalszym rozwojem rynku mieszkaniowego, zwłaszcza w obszarze budowy mieszkań, wiązane są ze zmianami legislacyjnymi.

Wyrażany w różnych analizach pesymizm przedsiębiorców co do rozwoju ich firm w 2023 r. bardzo często dotyczy branży budowlanej i transportowej. Narastają problemy ze znalezieniem pracowników, zwłaszcza po systematycznym odpływie pracowników z Ukrainy. Rosną opóźnienia w płatnościach.

W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się małe i średniej wielkości firmy budowlane. To one w przeważającej części stanowią o obrazie rynku budowlanego. To tu są największe zatory płatnicze w branży, to właśnie mniejsi przedsiębiorcy najdotkliwiej odczuwają wysokie ceny materiałów budowlanych oraz wzrost kosztów działalności. Na drożyznę narzeka trzy czwarte przedsiębiorców zaś ostra konkurencja na rynku budowlanym skutkuje tym, że firmy – zwłaszcza małe – muszą mocno „schodzić” z marż, by móc otrzymywać zlecenia.

Trudności będą narastać

Wzrostowi kosztów działalności nie towarzyszy niestety wzrost przychodów. Zleceń jest wyraźnie mniej niż w zeszłym roku. Wygląda więc na to, że 2023 r. wcale nie będzie lepszy. Tym samym rośnie ryzyko bankructw, zwłaszcza mniejszych przedsiębiorców. Według danych Coface, od stycznia do września 2022 r. postępowania restrukturyzacyjne i upadłościowe wszczęło tyle samo przedsiębiorstw, co w katastrofalnych dla budownictwa latach 2012 i 2013 – wskazuje Polski Związek Pracodawców Budownictwa (PZPB). Według GUS, w okresie jedenastu miesięcy 2022 r. wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia budowy 277,4 tys. mieszkań, tj. o 9,9 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2021 r. Pogarszającą się sytuację potwierdzają też informacje płynące z BIG InfoMonitor: w IV kwartale 2022 r. odsetek firm budowlanych skarżących się na problemy z uzyskaniem płatności od kontrahentów wzrósł z 21 do 39 proc.

Według różnych przewidywań rynek budowlany w 2023 r. będzie przypominał recesję, która panowała w budowlance w bardzo kryzysowym roku 2012.

Dobrze już było?

Okres prawdziwego prosperity w branży budowlanej po tak zwanej pandemii potrwał najwyżej dwa miesiące, bo niemal od razu wybuchła wojna na Ukrainie. Według PZPB największą stagnację odczuje niestety mieszkaniówka stanowiąca jedną piątą całego rynku budowlanego w Polsce. Deweloperze hamują z budową nowych lokali, bo spada na nie popyt ze strony klientów, których nie stać na kupno domów i mieszkań za gotówkę. Efekty braku zdolności kredytowej Polaków już widać – tylko na rynku pierwotnym spadek sprzedaży sięga aż 38 proc.

Branża budowlana, a zwłaszcza deweloperska, spogląda na możliwość realizacji nowych rządowych programów mających wspierać budownictwo mieszkaniowe. Spore nadzieje pokładane są też w ustawowej rezygnacji – lub przynajmniej ograniczeniu – wpisanej w tzw. ustawę odległościową zasady 10H (10-krotność wysokości nowej elektrowni wiatrowej jako minimalna odległość od istniejących budynków mieszkalnych i form ochrony przyrody). Weszła ona w życie w 2016 r., a jej intencją było poprawienie komfortu życia mieszkańców w tych miejscowościach, gdzie lokalizowane były farmy wiatrowe. Stosowana bez żadnych wyjątków zasada 10H nie tylko zablokowała nowe inwestycje budowlane na obszarach wiejskich, ale także rozwój energetyki wiatrowej. Tu zmiany są jednak najbardziej realne, bo nowelizacja ustawy odległościowej jest jednym z kamieni milowych KPO.

Udział budownictwa w PKB szacuje się na ok. 7 proc., działa na nim ok. 400 tysięcy firm budowlanych, z czego 98 proc. to firmy zatrudniające poniżej dziewięciu osób.

Poprzedni artykułChiński eksport i nadwyżka w handlu rosną pomimo lockdownów i napięć
Następny artykułDziadek w Wehrmachcie, a babcia zgwałcona