Zagraniczne fundusze inwestycyjne oraz grupy kapitałowe wyszukują osłabione koronawirusowym zamrożeniem gospodarki atrakcyjne obiekty turystyczne w Polsce, szukając okazji do zakupu. Polscy właściciele, którym niewiele pomógł szczyt sezonu turystycznego, próbują przetrwać trudny czas korzystając z rządowych tarcz antykryzysowych. Część hoteli i ośrodków nadal walczy o przeżycie, a właściciele obiektów rozważają ich sprzedaż zagranicznym inwestorom.

Tarcze rządowe pomagają obiektom hotelowym przeżyć, ale nic ponadto. Jak na razie co najmniej pięć obiektów o najlepszych lokalizacjach zmieniło właściciela. Nowi nabywcy zapłacili od 15 do 75 mln zł za każdy z nich. Co ciekawe, płacono tzw. tokenami (których nie należy mylić z urządzeniami do generowania haseł dostępu do konta bankowego); są to instrumenty finansowe emitowane na szwajcarskim rynku kapitałowym – inwestorami są przeważnie Szwajcarzy. Okazji do zakupu, szczególnie w większych ośrodkach miejskich, szukają zarówno duże firmy, jak i prywatni inwestorzy z Zachodu. Płacą również gotówką oraz kryptowalutami. Na pewno nie spoczną, dopóki nie domkną swoich planów inwestycyjnych.

Z kolei inwestorzy z przeważającym udziałem kapitału holenderskiego i belgijskiego skoncentrowali się na 4- i 5-gwiazdkowych hotelach nie tylko w Warszawie, ale i w innych lokalizacjach. Polskim rynkiem hotelarskim zainteresowane są też zagraniczne fundusze inwestycyjne, szukające okazji do tanich zakupów.

Nie jest dobrze

Według Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego aż 87 proc. polskich ośrodków wypoczynkowych uważa tegoroczne wakacje za nieudane. 70 proc. z nich odnotowało przychody na poziomie niższym lub co najwyżej podobnym jak w analogicznym okresie roku ubiegłego, z tego 17 proc. hoteli zarobiło wyraźnie mniej niż zeszłego lata. Blisko połowa sygnalizuje, że przeżywa poważne trudności z utrzymaniem płynności finansowej.

Niecały miesiąc temu badająca rynek firma CBRE Reaserch sygnalizowała wyraźnie, że kluczowe rynki (w tym polski – przyp. aut.) są bardzo atrakcyjne zarówno dla prywatnych inwestorów, jak i sieci hotelowych: „Dostrzegamy zainteresowanie sieci i operatorów, których nie ma jeszcze w Polsce, w szczególności rynkiem warszawskim, ale także rynkami regionalnymi” – napisali analitycy CBRE w swoim raporcie „Rynek hotelowy w Polsce – I półrocze 2020”.

Dziurawa ochrona?

Tarcza 4.0 zapewnia dodatkową ochronę przed wrogimi przejęciami polskich spółek, które znalazły się gorszej sytuacji finansowej wywołanej epidemią COVID – ale tylko podmiotom kluczowym dla zachowania m.in. bezpieczeństwa oraz zdrowia publicznego. Rozwiązanie to, wzorowane jest na przepisach niemieckich, francuskich i włoskich, ale także pozaeuropejskich, stworzonych dla ochrony krajowych spółek w interesie publicznym. Reguły kontroli przejęć spółek obowiązują przez dwa lata. Transakcje nabycia znaczącej liczby udziałów (tj. co najmniej 20 proc.) muszą zostać zaakceptowane przez UOKiK. Ochrona ta dotyczy jednak – co należy jeszcze raz podkreślić – przedsiębiorstw z branż uznanych za strategiczne dla gospodarki, których przychód na terytorium RP przekroczył równowartość 10 mln euro w którymkolwiek z dwóch lat obrotowych poprzedzających chęć przejęcia. Za przedsiębiorstwa o znaczeniu strategicznym nie uważa się jednak firm prowadzących obiekty turystyczne. Ponadto, broniąc rynku, ustawodawca miał na myśli firmy azjatyckie, szczególnie z Chin, a nie teoretycznie przyjazne nam przedsiębiorstwa i inwestorów rodem z krajów UE. – Czy przejęcia za bezcen, ale przez podmioty z UE, byłyby dla nas akceptowalne? – pyta retorycznie ekonomista Marcin Mrowiec.

Branża jest zagrożona

Polski Fundusz Rozwoju ma możliwość inwestycyjnego, nie tylko płynnościowego, zaangażowania w krajowe podmioty w ramach tarczy finansowej. Może bronić naszych obiektów turystycznych przed przejęciami, które uzna za wrogie lub też wymuszone złą, na skutek pandemii, sytuacją właścicieli. Jest też Grupa Kapitałowa Polskiego Holdingu Hotelowego. Ta spółka Skarbu Państwa realizuje strategię wyznaczoną im przez właściciela, czyli Ministerstwo Aktywów Państwowych. Szuka też okazji do zakupu obiektów turystycznych, tak jak to w udany sposób robiła w zeszłym roku. Być może warto byłoby – w świetle grożącego nam oddania rynku – pomyśleć o jej wzmocnieniu ze środków publicznych, np. PFR-u?
Czy naprawdę musimy tracić kolejną branżę? Czy polskie hotele i ośrodki muszą trafiać do Szwajcarów i innych obcokrajowców? Czy nie mogą pozostać w polskich rękach?