fbpx
niedziela, 21 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonPolityka religijna

Polityka religijna

O czym powinien był felieton w Wielkim Tygodniu? Czy o niegodziwej mamonie, czy raczej o sferach od niej odległych? Z pozoru trzeba by preferować raczej te drugie tematy – ale kiedy zastanowimy się nieco głębiej, to niepodobna nie dojść do wniosku, że tematem świątecznego felietonu powinna być… polityka.

Przecież właśnie Wielki Tydzień jest wprost zdominowany przez zagadnienia polityczne. Zacznijmy od sprawy podstawowej, to znaczy od Mesjasza. Jak wiadomo, Królestwo Judy poddało się Rzymowi, licząc na ochronę przed hellenistycznymi władcami Egiptu i Syrii, którzy znaleźli się tam po rozpadzie imperium Aleksandra Wielkiego. Rzym – owszem – ochrony udzielił, doprowadzając do podporządkowania sobie Syrii i Egiptu, który był „prywatną” prowincją Cezara – ale okupacja rzymska była przez Żydów odczuwana jako jeszcze gorsza od tamtej poprzedniej. W tej sytuacji pojawiła się tęsknota za przywódcą, który uwolni Żydów od rzymskiej okupacji. Świadomość potęgi Rzymu podpowiadała, że nie może to być byle kto, tylko Mąż Opatrznościowy, namaszczony przez samego Stwórcę Wszechświata, czyli – Mesjasz.

Toteż trudno się dziwić, że gdy Jezus zaczął głosić rychłe nadejście Królestwa Niebieskiego, to wielu słuchaczy, a może nawet większość, traktowała to jako rodzaj obietnicy politycznej, wyobrażając sobie Królestwo Niebieskie jako rodzaj monarchii podobnej do tej z czasów panowania Dawida, albo jeszcze lepiej – Salomona – bo ten okres był rodzajem „wieku złotego” w historii żydowskiej. Niebiańskie parantele Jezusa były tylko dodatkowym argumentem przemawiającym za takim rozumieniem Jego misji.

Toteż triumfalny wjazd do Jerozolimy, kiedy to „pueri hebreorum”, czyli chłopcy żydowscy biegnąc obok Jezusa jadącego na ośle, wnosili okrzyki „Hosanna Synowi Dawidowemu!”, a inni rzucali na drogę swoje płaszcze, był ilustracją, że oto marzenie zaczyna się spełniać. Inaczej trudno byłoby wytłumaczyć ten entuzjazm, jaki ogarnął mieszkańców miasta, z których większość Jezusa chyba przedtem w ogóle nie znała. Tak też myśleli uczniowie, a Judasz, który chyba jako pierwszy doszedł do przekonania, że Jezus wcale nie zamierza podrywać Żydów do walki z rzymską okupacją, postanowił położyć kres tej – jak to sobie wyobrażał – mistyfikacji i zaoferował arcykapłanom swoje konfidenckie usługi.

Jakkolwiek by to w kontekście osoby Judasza nie zabrzmiało, można przypisać mu motywy nie tyle może patriotyczne, ile charakterystyczne dla Żydów w tamtej epoce, podobnie zresztą, jak i dla Żydów współczesnych, motywy szowinistyczne – bo tak chyba należałoby określić pogląd, według którego Stwórca Wszechświata powinien czuć się zobowiązany do zapewnienia Żydom dominującego stanowiska w świecie, a nie jakiegoś podrzędnego.

Nie możemy jednak zapominać, że jedną z właściwości Mesjasza było to, że z natury rzeczy nie mógł on ponieść porażki. Mesjasz przegrany to była sprzeczność sama w sobie i dlatego św. Paweł, który mentalność żydowską znał od podszewki, pisząc list do Koryntian, wyjaśnia, że Jezus jest dla Żydów „zgorszeniem”, a dla pogan, czyli nie-Żydów – „głupstwem”. „Zgorszeniem” dlatego, że idąc za Judaszem, uznali Go za oszusta, który tylko markował intencję politycznego wyzwolenia Królestwa Judy. „Głupstwem” – bo „poganie”, czyli nie-Żydzi, nie tylko nie podzielali żydowskich uroszczeń do dominacji w świecie, ale przede wszystkim uznawali je za pozbawiony wszelkich podstaw idiotyzm. Dlatego właśnie, gdy okazało się, że ten „syn Dawidowy” został, jak gdyby nigdy-nic, najzwyczajniej w świecie aresztowany, niedawni entuzjaści w tej samej chwili zapłonęli do Niego nienawiścią, również z irytacji na samych siebie, że dali się tak łatwo ponieść entuzjazmowi.

Czyż nie dlatego Poncjusz Piłat, a więc „poganin”, nie mógł w ogóle zrozumieć, o co tym całym Żydom, którymi zdaje się, pogardzał, w ogóle chodzi, jakiego rodzaju oskarżenia przeciwko Jezusowi wysuwają? Zwróćmy uwagę, że jedyne oskarżenie, które w ogóle mógł on zrozumieć, to posądzenie Jezusa o ambicje polityczne – że uważa się on za „króla żydowskiego”. Ale tego, że ktoś się za kogoś takiego uważa, Piłat nie uznawał za żadne przestępstwo, a co najwyżej – za osobliwość, która go nawet zainteresowała – bo pewnie dlatego tak wypytywał Jezusa w tej sprawie. I dopiero kiedy mu zagrożono donosem do Tyberiusza, który w tym okresie zrobił się już strasznie podejrzliwy, uznał, że gra nie jest warta świeczki i kazał Jezusa ukrzyżować.

Inaczej rzecz się ma z arcykapłanami. Oni doprowadzili do stracenia Jezusa jako oszusta – i być może rzeczywiście Go za takiego uważali. Dlatego poprosili Piłata o postawienie przy grobie straży – ot, na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał tę mistyfikację kontynuować. Kiedy jednak wdrożeni do dyscypliny rzymscy legioniści zameldowali im w Niedzielny Poranek, co się stało, mogli nabrać wątpliwości, czy przypadkiem się straszliwie nie pomylili. O tych wątpliwościach świadczy „narada”, jaką odbyli po wysłuchaniu meldunku żołnierzy. Najwyraźniej jednak podczas owej „narady” musieli te wątpliwości stłumić, prawdopodobnie z obawy o własną pozycję polityczną, społeczną i wreszcie – materialną. Dlatego „dali żołnierzom sporo pieniędzy” i kazali im rozpowszechniać pogłoskę o wykradzeniu zwłok Jezusa, zapewniając ich zarazem, że w razie czego pogadają z Piłatem i wybawią ich „z kłopotu”. A kłopot był niemały, bo za zaśnięcie na warcie żołnierzowi groziła śmierć przez zaćwiczenie batogami.

Wynika z tego, że od tego momentu aż do dnia dzisiejszego, cały „judaizm” jest ufundowany na przekręcie i to nawet bez względu na to, czy Jezus rzeczywiście był Mesjaszem, czy nie był. Dlatego musimy postawić pytanie o sens nawiązywania, czy podtrzymywania sławnego „dialogu”. Jeśli bowiem decydujemy się choćby na nawiązanie „dialogu”, to prosta uprzejmość wymaga traktowania opowieści partnera tak, jakby były wiarygodne. Oznacza to przyjęcie już na samym początku fałszywej podstawy „dialogu”, z której później już trudno się wycofać, bez ryzyka skompromitowania siebie samego – bo skoro na początku zgodziłeś się udawać, to dlaczego teraz się wycofujesz? Dlatego też wszelkie próby poszukiwania jakiegoś wyjścia z kryzysu przywództwa, w jakim znalazło się współczesne chrześcijaństwo, poprzez nawiązywanie „dialogu z judaizmem”, trzeba uznać za drogę prowadzącą donikąd i wyciągnąć wnioski ze spostrzeżenia Tadeusza Zielińskiego, który twierdził, że chrześcijaństwo zrobiło w starożytności taką konkietę właśnie dzięki jego dejudaizacji.

Stanisław Michalkiewicz

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie  

Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz
Jeden z najlepszych współczesnych polskich publicystów, przez wielu czytelników uznawany za „najostrzejsze pióro III RP”. Prawnik, nauczyciel akademicki, a swego czasu również polityk. Współzałożyciel i w latach 1997–1999 prezes Unii Polityki Realnej. Jego blog wygrał wyróżnienie Blog Bloggerów w konkursie Blog Roku 2008 organizowanym przez onet.pl. Autor kilkudziesięciu pozycji książkowych, niezwykle popularnego kanału na YT oraz kilku wywiadów-rzek. Współpracował z kilkudziesięcioma tytułami prasowymi, kilkoma rozgłośniami radiowymi i stacjami TV.

INNE Z TEJ KATEGORII

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA

Czasami i sceptycy mają rację

Wszystkie zjawiska, jakie obserwujemy w ramach gospodarki, są ze sobą połączone. Jak w jednym miejscu coś pchniemy, to w kilku innych wyleci. Problem z tym, że w przeciwieństwie do znanej metafory „naczyń połączonych”, w gospodarce skutki nie występują w tym samym czasie co przyczyna. I dlatego często nie ufamy niepopularnym prognozom.
5 MIN CZYTANIA

Markowanie polityki

Nie jest łatwo osiągnąć sukces, nie tylko w polityce, ale nawet w życiu. Bardzo często trzeba postępować niekonwencjonalnie, co w dawnych czasach nazywało się postępowaniem wbrew sumieniu. Dzisiaj już tak nie jest, bo dzisiaj, dzięki badaniom antropologicznym, już wiemy, że jak człowiek politykuje, to jego sumienie też politykuje, więc można mówić tylko o postępowaniu niekonwencjonalnym, a nie jakichś kompromisach z sumieniami.
5 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Markowanie polityki

Nie jest łatwo osiągnąć sukces, nie tylko w polityce, ale nawet w życiu. Bardzo często trzeba postępować niekonwencjonalnie, co w dawnych czasach nazywało się postępowaniem wbrew sumieniu. Dzisiaj już tak nie jest, bo dzisiaj, dzięki badaniom antropologicznym, już wiemy, że jak człowiek politykuje, to jego sumienie też politykuje, więc można mówić tylko o postępowaniu niekonwencjonalnym, a nie jakichś kompromisach z sumieniami.
5 MIN CZYTANIA

Piosenka jest dobra na wszystko

„Kto przeżyje, wolnym będzie, kto umiera – wolny już” – głosi kultowa piosenka Wojska Polskiego, czyli naszej niezwyciężonej armii, pod tyułem „Warszawianka”. To z pozoru bardzo optymistyczne przesłanie, bo niby wszyscy będą wolni, bez względu na to, czy przeżyją, czy nie, ale z drugiej strony pokazuje, że nie ma żadnej różnicy między tym, który przeżyje, a nieboszczykiem – co wcale nie musi być aż takie radosne.
5 MIN CZYTANIA

Bajka dla dorosłych

Już w najbliższą niedzielę cała Polska będzie – nie, nie będzie czytała dzieciom, bo te bajki o demokracji przeznaczone są dla dorosłych. Konkretnie chodzi o obsadzenie ponad 40 tys. stanowisk radnych, którzy w radach będą radzić, jakby tu przychylić obywatelom nieba.
5 MIN CZYTANIA