Zdaniem prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego inflacja w Polsce mogłaby szybko zmaleć, gdyby spadły światowe ceny surowców energetycznych.

Fot. PAP/Paweł Supernak.

Zdaniem Glapińskiego mogłoby się tak stać, gdyby znacząco wzrosły dostawy ropy z Iranu lub produkcję zwiększyłaby OPEC. Jednocześnie prezes NBP zaznaczył, że spadek koniunktury na świecie powoduje spadek popytu na surowce energetyczne w ogóle.

Prezes NBP odniósł się również do cen żywności, które jego zdaniem rosną przez podwyżki cen gazu, bo to właśnie gaz jest używany do produkcji nawozów azotowych.

– Ale też są silne elementy, które będą spychały inflację i te ceny światowe w dół. Tak więc możliwa jest też niespodzianka pozytywna. Łańcuchy dostaw się reperują lub zamieniają na inne – dzieją się różne rzeczy. Możliwe jest przecież szybkie zakończenie konfliktu na Ukrainie – miejmy nadzieję, z korzyścią dla Ukrainy, dla wolnej niepodległej Ukrainy. To są wszystko okoliczności, które mogą zepchnąć inflację w dół – powiedział Glapiński.

Jeśli chodzi o inflację w Polsce, to szef banku centralnego powiedział, że Rada Polityki Pieniężnej chciałaby, aby inflacja zeszła do poziomu celu w 2024 r.

– Inflacja stanowczo jest za wysoka i musimy ją zbić do poziomu przyzwoitego – podkreślił prezes. – My oczywiście musimy brać pod uwagę też te złe scenariusze. Czarny scenariusz byłby taki, że inflacja jest uporczywa, że maleje tempo wzrostu gospodarczego, a inflacja się uporczywie utrzymuje. My jesteśmy na to nastawieni i będziemy inflację dusić. Musimy zdusić inflację do takiego poziomu, żeby nie była bardzo dokuczliwa – podsumował Glapiński.

Przewidywania ekonomistów mówią, że w najbliższych miesiącach Polacy muszą się przygotować na dwucyfrową inflację.

Źródło: ISBnews

Poprzedni artykułBusinessEurope o sankcjach na Rosję
Następny artykułList do przewodniczącej Komisji Europejskiej o natychmiastowe odblokowanie Polsce środków z KPO