O największej reformie podatkowej w ostatnim trzydziestoleciu i o tym, czy służy ona polskiej gospodarce, rozmawiamy z prof. Konradem Raczkowskim, ekonomistą i byłym wiceministrem finansów.

Prof. Konrad Raczkowski

Panie Profesorze, czy Polski Ład to projekt, który przechodzi choroby wieku dziecięcego (jak mówią rządzący) i za chwilę wszystko uda się doprowadzić do porządku, czy jednak przy jego projektowaniu popełnione zostały fundamentalne błędy i Polskiego Ładu po prostu naprawić się nie da?

Polski Ład stał się symbolem, niestety zasłużonym, skomplikowania prawa podatkowego tak, że bez dobrego doradcy podatkowego nie sposób dojść, co ustawodawca miał na myśli. Jeżeli w jednym artykule jest odesłanie do kilkunastu innych artykułów i wyjątków, to samo sprawdzenie, co tak naprawdę kryje się w tych zapisach danego artykułu, zajmuje godziny i wymaga dalszej interpretacji. A to dopiero jeden artykuł. Polski Ład został wprowadzony w formule, która ingeruje w tak wiele innych ustaw, w tak wiele rzeczy – zarówno tych nabytych, jak i tych, które decydują o prowadzeniu działalności gospodarczej – że skutecznej naprawy poprzez łatanie dziur dobrze wykonać nie można. Za chwilę z pewnością będziemy mieli kolejną nowelizację, która spróbuje załatać kolejne dziury, ale nie powinniśmy mieć wątpliwości, że kiedyś, w przyszłości, prawo podatkowe trzeba będzie napisać na nowo. Według lutowych badań CBOS 56 proc. Polaków ocenia Polski Ład negatywnie, z czego 34 proc. zdecydowanie negatywnie. Tych głosów nie należy lekceważyć.

Wspomniał Pan o dziurach. Gdybyśmy chcieli zdiagnozować trzy największe dziury Polskiego Ładu, to jakie by Pan wymienił?

Prezes Kaczyński wskazał na sabotaż, czy też brak dobrej woli przy tworzeniu Polskiego Ładu i z pewnością ma rację, skoro tak duża liczba osób związanych nie z partią rządzącą, ale z opozycją pracowała nad tymi rozwiązaniami. Polski Ład bardziej przypomina ser szwajcarski pułapek i rozbieżności, w dodatku systemowo powiązanych i jednocześnie wykluczających się wzajemnie w pewnych zakresach. Skutki Polskiego Ładu będą decydować o wygranych lub przegranych wyborach, a przy stałej presji inflacyjnej wyniki będą z pewnością inne niż dzisiejsze sondaże.

Myślę, że wskazałbym równorzędnie na pierwszym, drugim i trzecim miejscu jedną zasadniczą dziurę – Polski Ład systemowo jest koncepcją złą, jak słusznie zauważył po dymisji były minister finansów Tadeusz Kościński.

W czasie wychodzenia z kryzysu po pandemii nie funduje się gospodarstwom domowym i przedsiębiorcom takiej niepewności i permanentnej zmiany. Istotnie fundujemy gospodarce największą reformę podatkową od trzydziestu lat. I tu się zgodzę – to rzeczywiście największa podatkowa reforma od trzech dekad. Problem polega na tym, że jest to reforma, która niestety polskiej gospodarce nie służy. Ona wprost uderza w osoby pracujące. Jeżeli tym osobom odechce się pracować, jeśli w pewnym momencie uznają, że nie stać ich na opłacenie tak dużych obciążeń podatkowych, które radykalnie wzrosły dla tych najbardziej pracujących, na dorobku – to co wtedy?

Podcinamy gałąź, na której siedzimy, a ta gałąź podcinana jest już z drugiej strony galopującą inflacją, która przecież redukuje siłę nabywczą naszych pieniędzy. Nawet ceny gazu dla gospodarstw domowych, które miały wzrosnąć maksymalnie 58 proc., w wielu miejscach wzrosły ponad 100 proc., a klienci PGNiG piszą coraz więcej skarg nie mogąc dodzwonić się na infolinię.

W styczniu część organizacji reprezentujących przedsiębiorców postulowała, by rząd wycofał się z Polskiego Ładu albo przynajmniej wstrzymał się z jego wprowadzeniem jeszcze rok. Później do tego apelu dołączyli m.in. pracownicy ZUS-u i administracji skarbowej. Pana zdaniem to realny scenariusz, czy dzisiaj już nie ma dyskusji nad tym, że Polski Ład zostanie wycofany i po prostu brniemy w to, co jest i co najwyżej łatamy dziury?

W polityce wszystko jest możliwe. Prezes Kaczyński, jako wytrawny gracz, który ma już pełną wiedzę na ten temat i pełny mandat do zmiany kursu, paradoksalnie zyskałby poparcie społeczne. Zresztą wariant zawieszenia na rok był na poważnie rozważany. Rząd wciąż ma możliwość, żeby się z tego wycofać. Najlepszą w tej chwili metodą – nie ma lepszej – byłoby zawieszenie Polskiego Ładu na rok, ponowne przygotowanie całości, napisanie kilku ustaw na nowo i wdrożenie od stycznia 2023 r. Przez ten rok wypracowanoby nowe rozwiązania, a ludzie zdążyliby się na wszystkie zmiany przygotować. Przygotowana byłaby też cała gospodarka.

Proszę pamiętać, że w lutym wciąż wiele osób nie wiedziało, jaką formę prowadzenia działalności gospodarczej wybrać, która będzie dla nich optymalna. A dlaczego nie wiedziało? Ponieważ duża część przedsiębiorców nie potrafiła – i pewnie nadal nie potrafi – przewidzieć skutków działań przyszłych zdarzeń. I w związku z tym wybór opodatkowania może wpłynąć na to, że rok zamkną albo zyskiem, albo niespodziewaną stratą. A dla każdego, kto boryka się z płynnością finansową, kiedy trzeba pokrywać bieżące zobowiązania, wizja dopłaty wielu tysięcy złotych na koniec roku podatkowego, których nie będzie miał ani w kasie domowej, ani w kasie firmy, na pewno nie jest prorozwojowa.

Powiedział Pan, że polski system podatkowy trzeba będzie napisać od nowa. Jak dla takiego kraju, jakim jest Polska – który zmaga się z inflacją i z wyjściem z kryzysu po pandemii – powinien wyglądać system podatkowy, który będzie przejrzysty, proprzedsiębiorczy i prorozwojowy?

Dla ekonomistów zorientowanych zarówno w międzynarodowym prawie podatkowym, jak i obrocie gospodarczym oraz polityce monetarnej, zbudowanie nowego systemu podatkowego nie powinno stanowić problemu. Warto takich ekonomistów ponownie sprowadzić do Ministerstwa Finansów czy innych instytucji, gdzie braki są szczególnie widoczne. Zawsze też warto zajrzeć do najwyżej ocenianych systemów podatkowych, a więc takich państw, jak Estonia, Nowa Zelandia, Łotwa, Litwa, Szwajcaria czy Luksemburg. Oczywiście nie chodzi o bezrefleksyjne przenoszenie danych rozwiązań, a ich dostosowanie do warunków polskich i docelowego, a nie obecnego miejsca Polski w globalnej gospodarce. Podatki per capita rosną na całym świecie, ale w ostatnich 20-tu latach najbardziej wzrosły w Polsce i Australii, pomimo iż Polska, obok Turcji i Meksyku, miała do niedawna najniższe dochody podatkowe na głowę mieszkańca.

Prosty system podatkowy to taki, który będzie po prostu zrozumiały. Proprzedsiębiorczy to taki, który umożliwi maksymalizację zysku z lepszego wykorzystania czynników produkcji, zarówno poprzez nowe inwestycje, jak i wzrost produktywności. Jeżeli spełnimy te dwa warunki, system podatkowy już będzie prorozwojowy i podniesie dobrobyt społeczny przyczyniając się do wzrostu gospodarczego. Skoro nasz system podatkowy nie jest jednak prosty i daleki od prorozwojowego charakteru, to oznacza, że w konkurencyjności podatkowej z przedostatniego miejsca w państwach OECD spadniemy na ostatnie, a destynacje bezpośrednich inwestycji zagranicznych mogą coraz szerszym łukiem omijać Polskę, jeżeli ryzyko podatkowe, wprost zintegrowane z ryzykiem gospodarczym, byłoby zbyt długo wpisane w DNA naszej gospodarki.

Co w takim razie, w obliczu Polskiego Ładu, powinni zrobić przedsiębiorcy – szczególnie ci, którzy mają małe i średnie firmy i których nie stać na doradców podatkowych? Czekać, przenosić biznes do innego kraju, zawieszać działalność?

Zastosować optymalizację gospodarczą, która zoptymalizuje przy okazji stronę podatkową. W tej sytuacji takie działanie nie podlega raportowaniu schematów podatkowych do szefa Krajowej Administracji Skarbowej, wynikającemu z Ordynacji Podatkowej, jak w przypadku czystej optymalizacji podatkowej. Trzeba jednak uważać na definicję kryterium głównej korzyści, dlatego warto skontaktować się z fachowcami w tych sprawach. Każda optymalizacja jest legalna i zachęcam do jej stosowania. Nie zamykajmy firm, płaćmy należne a nie zawyżone podatki i prowadźmy swoje biznesy.

Rozmawiał Krzysztof Budka

 

 

Poprzedni artykułPolitycy rzadko tracą na zmianach, które wprowadzają
Następny artykułWojna już odbija się na polskich przedsiębiorcach