fbpx
czwartek, 18 lipca, 2024

Przesłuchanie

Po moim ostatnim felietonie dotyczącym Pana Stanisława i opisywanych przez niego wątpliwości, zatelefonował do mnie jego przyjaciel. Pan Franciszek, bo tak mu na imię, poinformował mnie o niecodziennym i raczej nieprzyjemnym zdarzeniu, jakie go spotkało.

Zdenerwowany i nieco przestraszony Pan Franciszek wyjaśniał, że pewnego dnia do drzwi jego mieszkania zapukał listonosz. Naszego bohatera to wcale nie zdziwiło, bo znał listonosza dobrze, skoro co miesiąc otrzymywał emeryturę w gotówce. Po oderwaniu oka od wizjera otworzył drzwi, ale od razu zauważył coś dziwnego w zachowaniu przybysza. Pracownik poczty nie przywitał się nawet, a tylko mechanicznie wręczył Panu Franciszkowi pokwitowanie i wskazał palcem miejsce na podpis. Pan Franciszek dostrzegł, że sama przesyłka, ale też druk pokwitowania, mają urzędową formę i zapytał: „A cóż to? Coś z ZUS-u?”. Listonosz wyraźnie poirytowany odburknął, że on nic nie wie i to nie jego sprawa. Gdy tylko otrzymał wymagany podpis, rzucił: „Do widzenia Panu!” i oddalił się, zanim odbiorca zdążył go o cokolwiek dopytać.

Pan Franciszek z kolei zamknął drzwi i udał się do kuchni. Przysiadł przy małym stoliku, wziął łyka stygnącej już herbaty i starannie otworzył kopertę. Po przejrzeniu znajdującego się w środku dokumentu serce zabiło mu szybciej i poczuł nagłą suchość w gardle. To było lakoniczne wezwanie na miejscowy komisariat. Nikt nie lubi być wzywany przez policję, ale Pan Franciszek sam się szybko uspokoił. Zdał sobie bowiem sprawę, że mogło mieć miejsce kolejne włamanie do piwnicy i funkcjonariusze po prostu chcą go przesłuchać jako jednego z lokatorów.

W wyznaczonym dniu, w środę o godz. 9:00 rano, Pan Franciszek stawił się na komisariacie. Okazało się, że interesującą go sprawę będzie prowadził młody aspirant Borowiak. Mężczyzna ten był zupełnie przeciętny. Nie wyglądał ani na wątłego, ani szczególnie silnego. Nie miał twarzy ani inteligentnej, ani jakoś szczególnie głupiej. Wypowiadał się też w sposób prosty i urzędowy, a zaczął od słów:

– Panie Franciszku, Pan nie wie, dlaczego Pana wezwaliśmy?

– Tak, ale to z pewnością kolejne włamanie do piwnicy, prawda?

– Oh nie, tym razem sprawa jest bardziej poważna. I obawiam się, ale proszę się nie niepokoić, że dotyczy bezpośrednio Pana osoby.

– Mnie?! – podniósł głos zdziwiony Pan Franciszek.

– Tak, tak, Pana. Ale jak mówiłem, nie ma powodów do niepokoju. Zadam Panu zaledwie kilka pytań.

– Dobrze… w końcu niczego złego nie zrobiłem, to i co może mi grozić?

– Wiem, że to pytanie może wydawać się Panu nieco osobliwe, ale… czy Pan wypowiada się czasem w Internecie?

– No wie Pan… Tak. Nie jakoś szczególnie często, ale zdarza mi się coś napisać w komentarzu czy zostawić jakąś opinię. Przecież wszyscy tak robią!

Aspirant przytomnie zauważył, że „nie wszyscy…”, szybkim ruchem wyjął z akt zadrukowaną kartkę i podał ją Panu Franciszkowi. Ten zorientował się, że to rzeczywiście jest jego wpis pod artykułem, którego tytuł głosił: „Naukowcy zmienili zdanie na temat wieku Ziemi”. Na okazanym mu wydruku wyróżniono jego komentarz: „A tam naukowcy. Kto by się nimi przejmował! Kogo normalnego obchodzi, ile Ziemia ma lat, jak tutaj inflacja szaleje!”.

– Rzeczywiście, to mój wpis. Ale czy takich rzeczy, sam Pan rozumie, poniekąd z przymrużeniem oka, pisać nie można?

– Ależ Panie Franciszku! Nauka to jest poważna sprawa, z niej sobie żartów robić nie wolno!

– Mimo wszystko, czy to jest jakieś przestępstwo?

– Wie Pan, Panie Franciszku. Myśmy trochę zmienili model postępowania. Już nie ma jako takich przestępstw, a przynajmniej takiej konstrukcji, do jakiej się Pan przyzwyczaił. My po prostu uważnie słuchamy tego, co mówią ministrowie i różne instytutu naukowe, a kiedy jakieś zachowanie uznamy za szkodliwe dla społeczeństwa, to reagujemy.

– Ależ co Pan mówi!? To się kłóci ze wszystkim, czego mnie uczono w szkole. Gdzie wolność słowa, domniemanie niewinności. Gdzie zasada, że nie ma przestępstwa bez ustawy?

– Oh! Panie Franciszku! Pan jest już emerytem, nie rozumie Pan najwyraźniej potrzeb nowoczesnego społeczeństwa. My musimy działać szybko, na bieżąco aplikować najnowsze odkrycia nauki. Nie ma czasu na jałowe dyskusje, parlamentarną hucpę, opór i ludzką ignorancję albo reakcyjne pamflety! Czy nie pamięta Pan, gdzie Polaków zaprowadziło sarmackie rozpasanie i liberum veto?!

– Z całym szacunkiem, Panie aspirancie, ale ja jednak protestuję. Oprócz nauki są w życiu jeszcze inne wartości…

– Panie Franciszku! Że też ziemia się pod Panem nie zapadła! Co może być ważniejsze od nauki!?

– Są różne wartości etyczne, odmienne oceny ryzyka, jest poezja, literatura, teatr, jest w końcu filozofia, wolność i miłość…

– Panie Franciszku. Czy Pan jest poważny? Ja mówię Panu o naukowych odkryciach, a Pan coś o miłosnych wierszykach?!

– Ale kiedy ta nauka naprawdę się zmienia i żadnej absolutnej prawdy nie objawia! Czy nie mogę sobie nadal uważać, że Pluton jest planetą? Do 1930 r. Pluton nie był planetą, a nawet nie istniał, później do 2006 r. już był, a teraz znowu nie jest. Mnie się ten poprzedni pogląd zwyczajnie bardziej podobał i ja go sobie będę głosił, ile będę chciał! I w końcu, co jest niby naukowego w stosowaniu przymusu i w tym Pańskim całym tu przesłuchaniu policyjnym?

– Panie Franciszku, Pan nic nie rozumie. Jakby tak każdy mógł sobie sądzić i mówić co chce, to jakby miało społeczeństwo funkcjonować? Czy Pan nie rozumie, że to co Pan mówi jest zwyczajnie niebezpieczne?

– Jakim sposobem to ma być niebezpieczne, jeśli jedni będą sobie uważali Plutona nadal za planetę, a inni za jakiegoś karła? I czy naprawdę za poglądy anty-plutonistyczne mamy zaraz wszczynać śledztwa?

– Pan wyczerpuje moją cierpliwość i sobie drwi z poważnych spraw, Panie Franciszku.

– Dobrze, to jeśli nawet to moje zachowanie jest w jakiś sposób niewłaściwe, ale nie jest przestępstwem, to w takim razie nie grozi mi żadna kara, czyż nie?

– Kara w takim rozumieniu, do jakiego Pan się przyzwyczaił, rzeczywiście Panu nie grozi. Proszę się wszelako nie cieszyć, bo już telefonowałem do Pańskiego banku i na podstawie ich nowej polityki odpowiedzialności społecznej zobowiązali się wypowiedzieć Panu umowę o prowadzenie rachunku.

I rzeczywiście. Pan Franciszek szybko uruchomił swój telefon komórkowy, a w skrzynce odnalazł wiadomość. Z deklarowaną, najwyraźniej tylko formalnie, przykrością dyrektor oddziału zawiadamiał go, że w związku z wdrożoną nową polityką odpowiedzialności społecznej są zmuszeni wypowiedzieć klientowi umowę rachunku bankowego bez zachowania okresu wypowiedzenia.

– Ale jak to tak, przecież to bezprawie!?

– Nie, Panie Franciszku, wszystko jest w zgodzie z prawem. Taką Pan podpisał umowę, a instytucje unijne zobowiązały banki do większej uważności społecznej. Ba! Byliśmy zaskoczeni, że wdrożyli oni nowe zasady z większą jeszcze skrupulatnością, niż my od nich oczekiwaliśmy! Nawet zaproponowali dalej idące poprawki.

W tym miejscu Pan Franciszek poprosił mnie, abyśmy przerwali rozmowę. Wyjaśnił, że od czasu tamtego przesłuchania stał się bardziej zalękniony. Teraz usłyszał, że ktoś najwyraźniej kręci się pod drzwiami i chciał to sprawdzić.

Sprawa Pana Franciszka bardzo mnie jednak przejęła i na pewno będę do niej wracał. Przy okazji chciałem dodać Panu Franciszkowi otuchy i życzyć mu wszystkiego najlepszego. Przecież 3 lipca minęła ważna dla niego rocznica.

Michał Góra

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Michał Góra
Michał Góra
Zawodowo prawnik i urzędnik, ale hobbystycznie gitarzysta i felietonista. Zwolennik deregulacji, ale nie bezprawia. Relatywista i anarchista metodologiczny, ale propagator umiarkowanie konserwatywnej polityki społecznej.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Kiedy jeden minister powie tak, a drugi powie nie

Ucznia p. minister Barbary Nowackiej od studenta medycyny p. ministra Dariusza Wieczorka dzieli zaledwie kilka miesięcy, a więc wakacje pomiędzy egzaminem maturalnym a pierwszym semestrem studiów. Co z tego wynika nie tylko dla koalicji rządzącej?
3 MIN CZYTANIA

O pewności prawa i praworządności słów kilka

Ostatnio publicystyka krajowa koncentruje się na problemach jakości i pewności prawa. Wiąże się to z wszechobecnym w naszym kraju bałaganem, który wygląda tak, jakby Polacy posiadali własne państwo nie od ponad tysiąca lat, ze znanymi przerwami, ale od kilku miesięcy. I podobnie jak właściciel dopiero co kupionego samochodu, ale wykonanego w nowej technologii, kompletnie nie mają pojęcia, jak go obsługiwać.
4 MIN CZYTANIA

Czyżby obrońcy praworządności uważali, że pierwsza Rzeczniczka nie była prawdziwym RPO?

Przez kilka ostatnich lat gremia oficjalne, w tym ponadnarodowe, i media prowadzą ożywioną dyskusję na temat stanu praworządności w Polsce. Jest to trochę zabawne z dwóch powodów. O obu poniżej.
4 MIN CZYTANIA