fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaBiznesPrzychodzi taki moment, w którym wiesz, że musi się udać

Przychodzi taki moment, w którym wiesz, że musi się udać [WYWIAD]

O recepcie na sukces, trudnym życiu przedsiębiorców w naszym kraju, pasji do wina i mitach dotyczących tworzyw sztucznych rozmawiamy z Martą Półtorak, jedną z najbardziej znanych kobiet w polskim biznesie.

To już 33 lata, odkąd założyliście Państwo firmę MARMA Polskie Folie. Nie byłoby szansy na prowadzenie w Polsce na początku lat 90. działalności gospodarczej na taką skalę, gdyby nie ustawa Wilczka, której 35-lecie niedawno obchodziliśmy. Zastanawiam się, kiedy łatwiej było prowadzić biznes: w latach 90., gdy wykuwał się polski kapitalizm, czy dziś, kiedy możliwości technologiczne i logistyczne są dużo większe?

Dobrze, że pan wspomina o ustawie Wilczka, bo rzeczywiście był to jeden z najważniejszych wówczas aktów prawnych, który po wielu, wielu latach, kiedy prywatny biznes w zasadzie nie funkcjonował, pozwolił na działania gospodarcze Polakom niezwiązanym z nomenklaturą polityczną i Skarbem Państwa.

Od tego czasu trochę się oczywiście zmieniło. Bywały różne momenty traktowania przedsiębiorców przez otoczenie okołobiznesowe. Ale do wielu europejskich krajów, w których państwowe urzędy podchodzą do przedsiębiorcy jak do partnera, wciąż nam niestety daleko. Powiedzmy to sobie szczerze: gospodarka w każdym państwie powinna być najważniejsza. To dzięki niej biorą się pieniądze na funkcjonowanie państwa, na działalność społeczną i każdą inną. Nie jest więc żadną tajemnicą, że im bardziej przejrzyste i czytelne przepisy, tym lepiej dla wszystkich – zarówno dla przedsiębiorców, jak i osób kontrolujących prowadzenie działalności z ramienia państwa. Odnoszę wrażenie, że pod tym względem od czasu ustawy Wilczka niestety było już tylko gorzej. A najgorsze jest to, kiedy przedsiębiorcę traktuje się jak potencjalnego przestępcę. To podejście karygodne, ale niestety nieobce nam, ludziom biznesu. Przecież to jest mentalność żywcem wyjęta z czasów słusznie minionych, kiedy osoba prowadząca działalność gospodarczą była nazywana badylarzem albo spekulantem. Pewnie nie tylko mnie, ale i każdemu przedsiębiorcy chodzi o to, byśmy funkcjonowali w otoczeniu, gdzie jest stabilne i przewidywalne prawo.

Tym bardziej, że w gospodarce nie da się przecież działać z dnia na dzień, prawda?

Zdecydowanie tak. Wszelkie działania inwestycyjne podejmowane są z perspektywą co najmniej kilku lat. A im większa inwestycja, tym przewidywalność musi być większa. Nieruchomości amortyzowane są przez 50 lat. Trudno jest założyć, że wybudujemy halę przemysłową, która będzie funkcjonować przez rok, a potem zobaczymy, co będzie, bo władza zmienia przepisy. Dlatego państwo powinno gwarantować jasne i stabilne prawo oraz podchodzić do przedsiębiorców z pełnym zaufaniem.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zdarza się i będzie się zdarzać łamanie tego prawa również wśród przedsiębiorców. Ale przecież nikomu nie przychodzi do głowy, by – jeśli ktoś złamie jakiś przepis ruchu drogowego – pozamykać w areszcie wszystkich kierowców. Egzekwujmy i wymagajmy, ale najpierw stwórzmy takie warunki, które pozwolą przedsiębiorcom działać absolutnie przejrzyście, czyli zgodnie z przepisami prawa.

Nie tak dawno usłyszałem od jednego z polskich przedsiębiorców, że wciąż pokutuje u nas peerelowskie myślenie, według którego przedsiębiorców postrzega się albo jak wilki, które trzeba odstrzelić, albo jak krowy, które należy wydoić. Coś w tym jest?

Niestety tak. I przypuszczam, że potrzebujemy co najmniej jednego pokolenia, by zmienić taki wizerunek przedsiębiorcy, którego wciąż większość, łącznie z państwowymi urzędnikami, postrzega jak drapieżnego oszusta, który czyha tylko na okazję, by nieuczciwie się dorobić. Zdaję sobie sprawę, że tacy w środowisku pewnie też są, ale proszę mi wierzyć – są to niechlubne wyjątki. Zresztą nadużycia zdarzają się wszędzie. Natomiast zdecydowana większość polskich przedsiębiorców to ludzie działający w sposób przemyślany, uczciwy i profesjonalny, szanujący siebie nawzajem i otoczenie, w którym działają. To osoby, które pracują non stop, które są obciążane wieloma daninami, zanim jeszcze osiągną jakikolwiek dochód. To osoby, które są odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale za wszystkich swoich pracowników. A jeśli ktoś postrzega polskich przedsiębiorców jako grupę uprzywilejowaną, która korzysta z jakichś profitów, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by sam założył działalność gospodarczą i przekonał się, jak smakuje ten chleb.

Wrócimy za chwilę do czasów współczesnych i tego, jak zmienić to postrzeganie przedsiębiorców, ale chciałbym jeszcze cofnąć się do lat 90. i początków MARMY. Pomysł na biznes w branży tworzyw sztucznych zrodził się u Państwa spontanicznie?

Mój mąż nigdy nie wyobrażał sobie pracy na czyjś rachunek. Powtarzał, że będzie realizował własne marzenia, a nie marzenia kogoś innego. Dla mnie było więc czymś naturalnym, że do biznesu, jeszcze jako młodzi ludzie, wejdziemy razem i podzielimy się w nim obowiązkami. Oczywiście nie mieliśmy wówczas żadnego doświadczenia, bo gdzie mieliśmy je nabyć? Ale powiem szczerze, że gdybym wówczas miała wiedzę i doświadczenie związane z trudami prowadzenia biznesu w Polsce, jakie mam dziś, to wydaje mi się, że nie zdecydowałaby się na ten krok. Dużo większą pokusą byłoby pójść do pracy do kogoś na etat na osiem godzin, od poniedziałku do piątku, niż całe życie poświęcić na prowadzenie działalności gospodarczej.

A dlaczego akurat tworzywa sztuczne? Mój wujek był rzemieślnikiem, który zajmował się wtryskami i tworzywami sztucznymi. I w naturalny sposób nas to zainspirowało. Panował wówczas rynek producenta. Brakowało praktycznie wszystkiego. Co prawda produkowanie nie było wtedy rzeczą prostą, szczególnie jeśli chodzi o prywatny biznes. Należało w pierwszej kolejności zmierzyć się z problemami zaopatrzeniowymi, co w tamtych czasach było prawdziwym wyzwaniem. Chodzi o zakup maszyn, surowców, pozyskanie finansowania itd. Ale jak już się to udało, to sama sprzedaż nie stanowiła żadnego problemu. Wszystko sprzedawało się na pniu. Tym bardziej że bardzo łatwo konkurowało się nam z podmiotami państwowymi, które charakteryzowały się całkowitym brakiem poszanowania klienta i traktowały go jak takiego niechcianego petenta. Wystarczyło więc tylko i wyłącznie w sposób ludzki i profesjonalny podejść do odbiorcy swoich produktów, potraktować go jako partnera biznesowego, by zyskać istotną przewagę rynkową.

Z czasem, kiedy już rynek zareagował pozytywnie na zmiany i pojawiła się konkurencja, należało zmienić optykę działania. Rynek z producenckiego stał się bowiem rynkiem klienta.

Trudno wyobrazić sobie dzisiejszy świat bez tworzyw sztucznych, niemniej tak sobie myślę, że wybraliście Państwo działalność w branży, która od pewnego czasu znalazła się na cenzurowanym z powodu tzw. polityki klimatycznej. Czy w ciągu tych trzydziestu kilku lat odczuliście z tego powodu jakąś presję, czy wręcz nagonkę?

Nie. Być może dlatego, że od początku naszej działalności staramy się prowadzić biznes w sposób zrównoważony, czyli szanując ludzi, z którymi współpracujemy i środowisko, w którym funkcjonujemy. Pamiętam, że kiedy w naszych zakładach produkcyjnych zainwestowaliśmy w bardzo nowoczesne filtry, wiele osób z branży sugerowało, byśmy popukali się w głowę, mówiąc, że nigdy ta inwestycja nam się nie zwróci. Podchodziliśmy wówczas do tego nieco inaczej. Na pewno nie zarabialiśmy wtedy tyle, ile konkurencja, ale też nie o sam zarobek chodziło. Wyszliśmy z założenia, że troskę o środowisko nie powinno się przeliczać na pieniądze.

Ale w biznesie chodzi przecież o to, by wszystko się spinało i żeby ostatecznie wyjść na plus, prawda?

Zgadza się, dlatego tym bardziej ludzie, którzy takie inwestycje ponoszą, nie powinni być w żaden sposób napiętnowani, ale doceniani. Natomiast wracając do kwestii związanych z szeroko rozumianą ekologią, wydaje mi się, że problem z tworzywami sztucznymi leży gdzie indziej. Otóż cały czas ulegamy pewnym stereotypom, których ofiarą pada m.in. ta branża. Często te tworzywa kojarzone są z ogromnym zagrożeniem dla środowiska, co jest absolutnie nieuzasadnione. Tu kłania się brak odpowiedniej edukacji w społeczeństwie. Ogromną zaletą tworzyw sztucznych jest pełny recykling. Można im dać drugie, trzecie czy czwarte życie. Branża przetwórstwa tworzyw sztucznych nie jest branżą energochłonną. Pod względem wytwarzania śladu węglowego na tle innych branż związanych z opakowaniami wypadamy zdecydowanie na plus. To oczywiście bardzo dobrze, bo tak jak pan wspomniał – trudno sobie wyobrazić dzisiejszy świat bez tworzyw sztucznych. Powiem więcej: ogromną szkodę wyrządzilibyśmy sobie i planecie, gdybyśmy z tych tworzyw całkowicie zrezygnowali i zaczęli używać tylko i wyłącznie naturalnych zasobów, które przecież się wyczerpują. Niektórzy uważają, że największą wadą tworzyw sztucznych jest czas rozkładu. A ja powiem, że przy odpowiednim podejściu te kilkaset lat rozkładu to ich ogromna zaleta. Oczywistym jest, że takie tworzywa nie powinny zalegać na dnie oceanu, gdzieś na pustyni w Afryce czy pod glebą w innych częściach świata. Ale przecież proszę pamiętać, że wykorzystuje się je chociażby do elementów konstrukcyjnych. Weźmy mosty kompozytowe z tworzyw sztucznych, które mają bardzo długą żywotność, bo nie korodują. Albo branżę odzieżową, którą od pewnego czasu trudno sobie w ogóle wyobrazić bez tworzyw sztucznych. To jest to drugie, trzecie czy czwarte życie tych produktów. Dziś sweterek, jutro po odpowiednim recyklingu – ławka w parku.

Co jest kluczem do tego, by w tak nieprzyjaznym przedsiębiorcom państwie, jakim jest Polska, mimo wszystko osiągnąć sukces? Pani się to udało.

Po pierwsze, ułańska fantazja młodych ludzi, którzy nie wiedzieli, z czym tak naprawdę przyjdzie im się mierzyć. Wiatr wolności gospodarczej, który powiał dzięki ustawie Wilczka, dał pewną możliwość. Myśmy wówczas trochę się tym zachłysnęli. To był ten pierwszy krok. Drugim było postawienie wszystkiego na jedną kartę. Jeśli masz wzięty kredyt, zastawiony dom, to przychodzi moment, w którym nie masz innego wyjścia. I to był największy bodziec, który w niesamowity sposób mobilizuje człowieka do olbrzymiej odpowiedzialności. Masz wówczas świadomość, że nie może się nie udać, bo odpowiadasz nie tylko za siebie i swoją rodzinę, ale również za ludzi, których zatrudniasz i którzy ci zaufali. W naszym przypadku było to najpierw kilka osób, potem kilkadziesiąt, ponad sto, a teraz już ponad tysiąc. Ci wszyscy ludzie mają rodziny na utrzymaniu i muszą dostać wypłaty na czas. Proszę mi wierzyć – to myślenie wyzwala w człowieku takie pokłady energii i siły, że jest gotów pracować niemal 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu, poświęcając cały swój wolny czas. Powiedzmy to sobie szczerze, zawsze jest to również ze szkodą dla najbliższej rodziny. Na szczęście u nas było tak, że razem pracowaliśmy w biznesie, razem go tworzyliśmy i dzieci też w takiej atmosferze wyrastały. Wszyscy mieliśmy do siebie pełne zaufanie i wszyscy w pełni się wspieraliśmy. W innym przypadku po prostu by się nie dało tak funkcjonować.

MARMA Polskie Folie to tylko jeden z biznesów, które dziś Pani prowadzi. Działalność gospodarcza z powodzeniem rozrosła się w ciągu trzech ostatnich dekad. Jedną z gałęzi tej działalności są winnice, o które nie mogę nie zapytać. Tym bardziej że Piwnice Półtorak już święcą triumfy na rynku – Wasze produkty są chwalone i nagradzane. Skąd pomysł na produkcję wina?

Są dwie genezy powstania Piwnicy. Jedną jest nasza działalność w segmencie opakowań spożywczych i przemysłowych, w sektorze budowlanym (membrany wysokoparoprzepuszczalne, folie do izolacji itp.) oraz w sektorze rolno-ogrodniczym. I działając w każdym z tych segmentów, zawsze wychodzimy z założenia, że zanim komuś sprzedamy produkt, trzeba go najpierw przetestować. Najlepiej na sobie. A druga geneza jest taka, że mój mąż odkąd pamiętam mówił, że marzy o wolnej przestrzeni, która byłaby pewnego rodzaju odskocznią od pracy. Zawsze powtarzał, że w głębi duszy jest rolnikiem. Postanowiliśmy więc zakupić ziemię i jakoś poszło. Najpierw była uprawa borówki amerykańskiej, potem róży stulistnej, a z czasem doszliśmy do wniosku, że świetną sprawą będzie uprawa winorośli. I tak zrodził się pomysł, by spróbować stworzyć winnicę. A ponieważ tak się składa, że jak już się za coś zabieramy, to zajmujemy się tym w stu procentach na poważnie, więc z małego areału powstała całkiem spora winnica, w której zatrudniamy jednego z najlepszych enologów w kraju i gdzie stworzyliśmy warunki do pracy młodym ludziom, którzy pasjonują się produkcją wina. Dla nas zresztą to też wciąż jest pasja. To wspaniałe, że z takiej właśnie pasji może zrodzić się coś, co doceniają konsumenci i eksperci. To miłe, że wina, które tak naprawdę produkujemy z miłości, zdobywają uznanie i prestiżowe nagrody. A mogę się pochwalić, że konkurujemy już nie tylko na rynku polskim, ale też na tak dojrzałych winnych rynkach jak francuski, włoski czy hiszpański. To najlepiej świadczy o jakości naszych produktów.

Przychodzą do głowy pomysły na kolejne biznesy?

Szczerze mówiąc, nie chciałabym, żeby przychodziły, bo doba ma tylko 24 godziny, a tydzień tylko siedem dni. Mam to olbrzymie szczęście, że każda działalność, jaką prowadzę, jest dla mnie wielką pasją. Czy to MARMA Polskie Folie, czy centrum kulturalno-handlowe Millennium Hall, czy produkcja wina i cała działalność związana z Gospodarstwem Rolno-Ogrodniczym w Wirtyłowie. Proszę mi wierzyć, to wszystko pochłania naprawdę mnóstwo czasu. Na kolejne biznesy mogłoby tego czasu po prostu zabraknąć.

Czyli śmiało można uznać, że Marta Półtorak jest osobą spełnioną zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym?

Zdecydowanie tak. Czuję się osobą absolutnie spełnioną. Cieszę się, że razem z mężem w tym, co robimy mamy całkowite wsparcie dzieci. Obie córki prowadzą już swoje biznesy, syn jest jeszcze na studiach. Mam więc nadzieję, że znajdziemy sukcesorów i będziemy mogli obserwować, jak nasze poszczególne biznesy dalej się rozwijają.

 

Marta PÓŁTORAK – prezes firmy MARMA Polskie Folie Sp. z o.o. istniejącej od 1991 r. Nie ma w Europie drugiej takiej firmy w branży tworzyw sztucznych, która ma tak szeroki wachlarz produktów w ofercie. Grupa MARMA Polskie Folie obejmuje 5 zakładów produkcyjnych i zatrudnia ponad 1000 osób. Wraz z Politechniką Rzeszowską wdrożyła wynalazek: folie poliolefinowe o sterowanej oksybiodegradowalności.
Marta Półtorak jest także Prezesem Zarządu Develop Investment Sp. z o.o., właściciela centrum kulturalno-handlowego Millenium Hall, największego wielofunkcyjnego kompleksu stolicy Podkarpacia. W Wirtyłowie założyła Gospodarstwo Rolno-Ogrodnicze, które zajmuje się m.in. produkcją wina pod marką Piwnice Półtorak.
Od wielu lat jest znanym mecenasem, współorganizatorem i pomysłodawcą licznych działań prospołecznych, charytatywnych, kulturalnych i sportowych, nie tylko na Podkarpaciu. Laureatka nagrody Polskiej Rady Biznesu w kategorii „Sukces”. W 2018 r. została honorowym obywatelem Miasta Rzeszowa.

 

Rozmawiał Krzysztof BUDKA

 

Krzysztof Budka
Krzysztof Budka
Redaktor naczelny magazynu „Forum Polskiej Gospodarki" oraz serwisu FPG24.PL. Absolwent Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Dziennikarz z ponad 20-letnim stażem. Pracę w tym zawodzie rozpoczął podczas studiów pod koniec lat 90. jako reporter w telewizji Puls przy programie „Raport Specjalny". Pisał do działu politycznego w dzienniku „Życie", a następnie na ponad dekadę związał się z „Przeglądem Sportowym", gdzie był m.in. wydawcą, szefem działu Piłka Nożna oraz kierownikiem magazynu „Tygodnik Przeglądu Sportowego: Tempo". Współtworzył serwis internetowy FUTBOLFEJS.PL., a także prowadził audycję Liberator w Radiu Dla Ciebie. Zwycięzca Wielkiego Testu Piłkarskiego Biało-Czerwoni w TVP1 w 2012 roku.

INNE Z TEJ KATEGORII

„Drapieżne koty” z Polski sprawdziły się na polu walki. Ukraińcy zwiększają zamówienia

Polskie wozy bojowe Oncilla, wyprodukowane przez firmę Mista ze Stalowej Woli, doskonale sprawdziły się na polu walki. Na froncie walczy już setka transporterów. Ukraińska armia zamówiła kolejną partię „drapieżnych kotów”.
2 MIN CZYTANIA

Polski drób niedługo znajdzie się na azjatyckich stołach

– Produkujemy rocznie trzy miliony ton mięsa drobiowego. To najwięcej w UE – zaznacza Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izba Gospodarcza (KRD-IG). Według niego, wysoka jakość rodzimego drobiu predestynuje go do sprzedaży nawet na tak wymagających rynkach jak Japonia czy Hongkong.
4 MIN CZYTANIA

Rosnące koszty działalności największym problemem mikroprzedsiębiorstw i małych firm

Ogólnie rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej otwierają ranking obecnych obaw mikroprzedsiębiorstw i małych firm. Nieznacznie mniej wskazań dotyczy problemu nierzetelnych kontrahentów
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Dwa filary kompleksowej polityki mieszkaniowej [WYWIAD]

Skuteczna polityka mieszkaniowa powinna łączyć w sobie dwa bardzo ważne elementy: uczciwy i atrakcyjny kredyt hipoteczny oraz projekt budowy mieszkań na wynajem. W jaki sposób? Wyjaśniają to nasi eksperci – Krzysztof Czerkas i Krzysztof Oppenheim.
11 MIN CZYTANIA

Sektor MŚP musi mówić jednym głosem

Trwa proces budowy dużego środowiska polskich przedsiębiorców z sektora MŚP – pełnych zrozumienia swojej ogromnej wartości, tożsamości i swoich praw. Środowiska, które już niedługo będzie mogło mówić jednym głosem, którego żadna władza nie będzie mogła zlekceważyć – mówi nam Adam Abramowicz. Rozmawiamy u progu końca jego sześcioletniej kadencji w roli rzecznika MŚP.
9 MIN CZYTANIA

Polskie prawo pracy trzeba napisać od nowa [WYWIAD]

Prawo karne dotyczy 1 proc. obywateli, prawo cywilne – 10 proc., natomiast prawo pracy i ubezpieczeń społecznych dotyczy nas wszystkich. Dlatego o tę gałąź prawa powinno się szczególnie dbać. A mamy przestarzały, nieczytelny i nieprzejrzysty Kodeks pracy – mówi nam mec. Waldemar Gujski, jeden z najlepszych i najbardziej doświadczonych prawników zajmujących się prawem pracy.
11 MIN CZYTANIA