fbpx
niedziela, 21 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonPrzyjechała pani z Brukseli

Przyjechała pani z Brukseli

Przyjechała pani z Berlina, to znaczy z Brukseli, i przywiozła do bantustanu marchewkę. Niech się tubylcy cieszą, dzięki czemu nowi kompradorzy będą mieli z nimi spokój.

Nowi kompradorzy na to zasłużyli, bo już w podskokach wypełniają każde polecenie swoich panów. Poprzedni choć też wypełniali, to jednak oficjalnie się stawiali, więc marchewki nie było. Był kij. No ale udało się pogonić to rzekomo patriotyczne towarzystwo. A to, że nowi kompradorzy przejmują państwo niezgodnie z zasadami prawa, to już nie ma znaczenia dla brukselskich panów, którzy tak gardłowali przeciwko rzekomemu łamaniu praworządności przez poprzednich kompradorów.

Poniżyć państwa narodowe

– To nie Donald Tusk, tylko Ursula von der Leyen ogłosiła, że jest praworządność od 13 grudnia zeszłego roku, bo układ rządowy jest taki, jaki był postulowany – zauważa w rozmowie z „Gońcem” ekonomista dr Artur Bartoszewicz ze Szkoły Głównej Handlowej, dodając, że sytuacja jest absurdalna, bo najpierw panowie zezwolili Polsce na zadłużenie się, a potem powiedzą, czy mamy prawo używać tych pieniędzy i na co je wydawać. – Chodzi o mechanizm, dzięki któremu można poniżyć państwa narodowe i można doprowadzić do sytuacji, że teraz za srebrniki wszystko wyprzedamy. Oddamy wszystko: oddamy zasady, wartości, reguły, bo wszystko zostanie nam narzucone i będziemy totalnie pogłębiali skolonizowanie. Wszystkie reguły zostaną nam dookreślone.

Tak właśnie za pomocą kija i marchewki, czyli dawaniem i odbieraniem unijnych funduszy, łatwo można rządzić polską prowincją. Będziesz posłuszny, to będą dotacje i kredyty na niepotrzebne „inwestycje” i inne wydatki realizowane w imię absurdalnej ideologii klimatyzmu. Nie będziesz posłuszny, to nie dostaniesz dotacji i kredytów, przy których mogłaby się obłowić twoja polityczna szajka. A że to jest na niekorzyść tubylców? Nie ma to znaczenia ani dla panów z Brukseli, ani dla miejscowych kompradorów. Polakom nie jest potrzebne marnowanie pieniędzy na urojoną dekarbonizację, ani na cyfryzację, czyli budowanie coraz większej inwigilacji i zamordyzmu.

Zresztą tubylcy się cieszą, że skapnie im trochę z tej marchewki. Tym samym nawet przedsiębiorcy przyznają się, że nie potrafią działać na wolnym rynku.

– To bardzo dobra informacja dla Polski, gospodarki, przedsiębiorców. Te pieniądze są niezbędne do dalszego rozwoju kraju. Pozwolą przyspieszyć wzrost gospodarczy, zwiększyć inwestycje, stworzyć tysiące nowych miejsc pracy. Na te pieniądze czekali z niecierpliwością polscy przedsiębiorcy – bredzi o miliardach z tzw. Funduszu Odbudowy i Funduszu Spójności Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan. – Środki z UE umożliwią większe inwestycje w innowacje, politykę klimatyczną, energetykę, edukację, cyfryzację, zdrowie, a także w budowę nowych dróg.

A bez marchewki sobie nie poradzicie na rynku? Wolicie funkcjonować na unijnym garnuszku? Takimi jesteście ofiarami losu? Widać, że Witucki w ogóle nie rozumie, iż to jest marchewka. Że te pieniądze to wyłącznie narzędzie do tego, żeby również przedsiębiorcy byli posłuszni. I oni to łykają! Przestali to łykać rolnicy, którzy w niemal całej Unii Europejskiej zbuntowali się przeciwko Europejskiemu Zielonemu Ładowi. Nie chcą jego złagodzenia, chcą rezygnacji z tego szaleństwa. Jaka była odpowiedź panów z Brukseli? Marchewka na zasadzie: skoro marchewka nie działa, to może zadziałają dwie marchewki. Bo to jest skuteczna metoda. Pomyśleli, że dorzucą trochę grosza (bo ten mechanizm tak samo działa wobec struktur państwowych, jak i grup społecznych), lekko zmodyfikują Zielony Ład i rolnicy się uspokoją. Ale ci – w przeciwieństwie do przedstawicieli Konfederacji Lewiatan – rozumieją, że nie tędy droga, a im więcej marchewek, tym sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy, bo będzie jeszcze większe uzależnienie od panów z Brukseli, którzy będą mogli dowolnie nimi manipulować. Rolnicy chcą wolności i likwidacji regulacji w zamian za rezygnację z dotacji. Żądają takich warunków prowadzenia działalności rolnej, żeby bez nich mogli się utrzymywać, czyli chcą odczepienia się eurokratów od rolnictwa. Ale to wbrew całemu systemowi kija i marchewki. Na to Bruksela nie pójdzie, bo w ten sposób trzyma w garści szefów rządów poszczególnych bantustanów. Tak jak cały czas walczy z nieposłusznym premierem Orbanem. Ostatnio w efekcie szantażu Brukseli odnośnie zamrożenia dotacji unijnych, a także planów ataku na forinta i straszenia inwestorów, by unikali Węgier (kij) premier Orban ostatecznie zgodził się na pomoc finansową UE dla Ukrainy.

AkcjaEwakuacjaZeu

Jako państwo nie istniejemy, skoro jakiś obcy twór spoza naszych granic niszczy nasze całe gałęzie przemysłu i reguluje nam życie w najdrobniejszym szczególe, a my nie możemy nawet pisnąć. Realizując unijne polityki, bez sprzeciwu pozbywamy się naszego bezpieczeństwa energetycznego i żywnościowego, czyli fundamentów niezależności. Bo tak jesteśmy uzależnieni od marchewki, że niektórym się wydaje, iż bez niej umrzemy z głodu. A gdzie się podziała polska racja stanu? Interes narodowy? Został sprzedany za pęczek marchewek! Wszystkie istotne dla nas decyzje zapadają w Brukseli, czyli w Berlinie. Sami kompradorzy do tego doprowadzi. A tubylcy się z tego cieszą i w wyborach zagłosowali na kompradorów, którzy proponowali jeszcze większe uzależnienie.

– Za 600 miliardów potrafimy sprzedać swoją przyszłość. (…) Poziom uzależnienia, który budujemy, spowoduje, że za pięć do dziesięciu lat będziemy całkowicie państwem niewolniczym – mówi dr Artur Bartoszewicz.

Śruba jest coraz bardziej dociskana. Spod niebieskiej flagi ze złotymi gwiazdkami wyłania się coraz bardziej widoczny zamordyzm i czerwono-brunatny totalitaryzm. Zdaniem dra Bartoszewicza całą Komisję Europejską, która narzuca nam coraz bardziej absurdalne prawa, należałoby pozamykać i izolować od normalnych ludzi, bo zagrażają bezpieczeństwu naszemu, naszych dzieci i wnuków. Rozwalają wszystko. To nie są ludzie, z którymi można negocjować. Dlatego trzeba uświadamiać społeczeństwo, w jakim cyrku żyjemy i że jedyną alternatywą jest opuszczenie tego bajzlu. Każdy świadomy Polak powinien wesprzeć rozkręcającą się właśnie kampanię społeczną AkcjaEwakuacjaZeu.

Tomasz Cukiernik

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Tomasz Cukiernik
Tomasz Cukiernik
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i wydawca, a z zamiłowania – podróżnik. Ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego oraz studia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Jest autorem książek: Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka (2004) – II wydanie pt. Wolnorynkowa koncepcja państwa (2020), Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa (2005), Socjalizm według Unii (2017), Witajcie w cyrku (2019), Na antypodach wolności (2020), Michalkiewicz. Biografia (2021) oraz współautorem biografii Korwin. Ojciec polskich wolnościowców (2023) i 15 tomów podróżniczej serii Przez Świat. Aktualnie na stałe współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Forum Polskiej Gospodarki” (i z serwisem FPG24.PL) oraz tygodnikiem „Do Rzeczy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA

Czasami i sceptycy mają rację

Wszystkie zjawiska, jakie obserwujemy w ramach gospodarki, są ze sobą połączone. Jak w jednym miejscu coś pchniemy, to w kilku innych wyleci. Problem z tym, że w przeciwieństwie do znanej metafory „naczyń połączonych”, w gospodarce skutki nie występują w tym samym czasie co przyczyna. I dlatego często nie ufamy niepopularnym prognozom.
5 MIN CZYTANIA

Markowanie polityki

Nie jest łatwo osiągnąć sukces, nie tylko w polityce, ale nawet w życiu. Bardzo często trzeba postępować niekonwencjonalnie, co w dawnych czasach nazywało się postępowaniem wbrew sumieniu. Dzisiaj już tak nie jest, bo dzisiaj, dzięki badaniom antropologicznym, już wiemy, że jak człowiek politykuje, to jego sumienie też politykuje, więc można mówić tylko o postępowaniu niekonwencjonalnym, a nie jakichś kompromisach z sumieniami.
5 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Etapy rozwoju Unii

Niektórzy zarzucają mi, że bez powodu nienawidzę Unii Europejskiej. Albo uważają, że nawet jeśli mam jakiś powód, to nie mam racji, bo przecież Unia jest taka wspaniała i chce wyłącznie naszego dobrobytu. To kompletna nieprawda.
5 MIN CZYTANIA

Sri Lanka nie tylko tuk tukiem

Podczas targów książki w Łodzi, na których odbyła się prapremiera mojej najnowszej książki „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”, jedna z czytelniczek napomknęła, że planuje wyjazd na Sri Lankę. Odpowiedziałem, że właśnie cały styczeń przebywałem w tym kraju i co nieco wiem o wyspie. Kobieta spytała mnie, czy da się tam przeżyć za 20 dolarów. Spytałem, czy ma na myśli jeden dzień, ale po jej minie wywnioskowałem, że chyba myślała o znacznie dłuższym okresie czasu. Stwierdziłem, że jeden dzień jedna osoba może jakoś przeżyć za tę kwotę, ale na pewno nie cała rodzina przez miesiąc.
7 MIN CZYTANIA

Ludzie nie chcą mieszkać w wiatrakowym lesie [WYWIAD]

Wiatraki oznaczają dewastację terenu w obrębie wielu kilometrów, zabijają ptaki, a ludziom nie dają normalnie żyć – mówi Tomasz Berliński, mieszkaniec pięknych przyrodniczo terenów gminy Górowo Iławeckie, gdzie ma powstać elektrownia wiatrowa.
8 MIN CZYTANIA