fbpx
środa, 10 lipca, 2024
Strona głównaFelietonRozważania nad odpowiedzią wymijającą

Rozważania nad odpowiedzią wymijającą

Wielce Czcigodny poseł Mularczyk wyliczył wartość reparacji na kwotę ponad 6 bilionów złotych. Ileż można by za to wypić i zakąsić! Toteż nic dziwnego, że program „dążenia” do uzyskania reparacji rozbudza wyobraźnię znacznej części opinii publicznej – pisze w najnowszym felietonie Stanisław Michalkiewicz.

Nieubłaganie zbliża się termin wyborów parlamentarnych, w następstwie których w naszym społeczeństwie mogą zajść daleko idące zmiany. Albo mogą też nie zajść. Wszystko zależy od rezultatu: jeśli wybory wygra obóz „dobrej zmiany”, to żadne daleko idące zmiany się nie pojawią, ale gdyby wygrał obóz zdrady i zaprzaństwa – ooo, wtedy w naszym życiu społecznym dokonałoby się coś na kształt rewolucji. To znaczy – nie tyle może „w naszym”, to znaczy – w życiu zwykłych obywateli – bo tu akurat zmieniłoby się niewiele albo zgoła nic. Natomiast w szeroko pojmowanych środowiskach politycznych zmiany byłyby nie tylko spektakularne, ale niezwykle głębokie.

Oto jedni dygnitarze straciliby swoje stanowiska, ale za to inni zaczęliby je obejmować. W związku z tym u tych pierwszych coraz rzadziej odzywałyby się telefony, a ich żony musiałyby skasować prenumeratę wytwornych magazynów dla pań z wyższych sfer. Naturalne przyjaciółki coraz częściej zapadałyby na migreny albo nawet przestałyby pojawiać się na umówionych spotkaniach, a co gorsza – niektóre, bardziej ambitne, mogłyby napisać demaskatorskie książki, jak to były molestowane i w ogóle. Przyjaciele nagle rzuciliby się w wir czasochłonnych zajęć do tego stopnia, że nie mieliby nawet czasu na odebranie telefonu. Za to u tych drugich – rewolucja! Telefony dzwoniłyby od świtu do nocy, w związku z tym trzeba byłoby do ich odbierania zatrudnić jakąś asystentkę albo nawet dwie. Żony dygnitarzy zaprenumerowałyby luksusowe magazyny dla pań z wyższych sfer i zaczęły „bywać”. Naturalne przyjaciółki, których pojawiłaby się cała chmara, same by się nadstawiały do molestowania, oczekując w zamian rozmaitych rekompensat, najlepiej w postaci brylantów, które – jak wiadomo – są najlepszym przyjacielem każdej kobiety. Przyjaciele z dawnych lat, to znaczy – z podstawówki, albo i z wojska – zaczęliby takich dygnitarzy nawiedzać z propozycjami udziałów w hurtowniach spirytusu – o ile oczywiście udałoby się załatwić im koncesję – i tak dalej. Bardzo możliwe, że w takiej sytuacji kierownictwo obozu zdrady i zaprzaństwa musiałoby się nieźle nagimnastykować, żeby sprostać tym wszystkim potrzebom, tym bardziej że ustępujący obóz „dobrej zmiany” z pewnością zadbałby o takie gwarancje prawne dla synekur własnych pretorian, żeby nie mogła im zaszkodzić nawet zmiana wyborczego werdyktu.

Tak już u nas bywało. Kiedy u progu rządów AWS-UW charyzmatyczny premier Jerzy Buzek przeprowadził wiekopomne reformy, m.in. reformę ochrony zdrowia, to polegała ona na tym, że powołane zostały „kasy chorych” w liczbie 16 terenowych i siedemnastej – mudurowej. Było tam synekur – ile dusza zapragnie – a nauczona doświadczeniem ekipy SLD-PSL, która w poprzednim okresie „zawłaszczyła państwo”, to znaczy – obłożyła stworzone w sektorze publicznym synekury takimi gwarancjami prawnymi, którym nie mogła zaszkodzić nawet zmiana rządu – ekipa premiera Buzka zrobiła to samo. W rezultacie, kiedy w roku 2001 rządy ponownie objęła koalicja SLD-PSL, premier Leszek Miller nie miał innego wyjścia, jak zreformować wiekopomną reformę charyzmatycznego premiera Buzka w ten sposób, że zlikwidował kasy chorych, a na ich miejsce powołał Narodowy Fundusz Ochrony Zdrowia, z zupełnie nowymi oddziałami i synekurami, które obsadziły właściwe osoby. Oczywiście wszystko to dla naszego dobra.

To są rzeczy powszechnie znane i właśnie za to kochamy demokrację, że każdy ambicjoner nosi w swoim tornistrze marszałkowską buławę. Na przykład pani Elżbieta Witek, która „w cywilu” była kierowniczką szkoły podstawowej, teraz została Panią Kierowniczką Sejmu i niegrzecznych posłów stawia do kąta, a jak któryś bardziej przeskrobie, to każe mu klęczeć na grochu albo przyjść z rodzicami. Rzecz w tym, że o takich rzeczach jak hurtownie spirytusu i temu podobnych nie trzeba głośno mówić. O czym w takim razie mówić głośno?

To jest właśnie przedmiotem najżywszego zainteresowania Naszych Umiłowanych Przywódców – jakie by tu na najbliższe wybory wymyślić makagigi dla suwerenów, żeby rozhuśtać ich emocjonalnie, bo w stanie takiego rozhuśtania gotowi są na wszystko – nawet na oddanie swojego losu i losu swoich bliskich w ręce drapichrustów, którzy z etapu umizgów właśnie przechodzą do etapu surowości. Świadczy o tym ustawa „o ochronie ludności”, którą można streścić w trzech słowach: rząd może wszystko. Toteż rząd „dobrej zmiany” wymyślił na ten sezon polityczny makagigi w postaci programu „dążenia” do uzyskania od Niemiec reparacji wojennych. Wielce Czcigodny poseł Mularczyk wyliczył ich wartość na kwotę ponad 6 bilionów złotych. Ileż można by za to wypić i zakąsić! Toteż nic dziwnego, że program „dążenia” do uzyskania reparacji rozbudza wyobraźnię znacznej części opinii publicznej. Obóz zdrady i zaprzaństwa charakteryzuje się pomysłowością znacznie uboższą i szef Volksdeutsche Partei Donald Tusk zaoferował obywatelom nieograniczony dostęp do aborcji. Czarno to widzę, chyba że rozbudowałby tę ofertę, wzbogacając ją o koncesje na zakłady przemysłowe, w których abortowane białko przerabiano by na wegańskie smakołyki.

Ale i program „dążenia” do uzyskania reparacji miał początkowo plusy ujemne. Konkretnie chodziło o to, że podczas ostatnich 7 lat rząd „dobrej zmiany” o reparacjach tylko trzaskał dziobem, ale żadnych formalnych kroków wobec Republiki Federalnej Niemiec nie podejmował. Przeciwnie – minister spraw zagranicznych w rządzie Mateusza Morawieckiego, pan Jacek Czaputowicz, sypał piasek w szprychy rozpędzającego się parowozu dziejów, oświadczając na konferencji prasowej, że w stosunkach polsko-niemieckich problem reparacji wojennych „nie istnieje”. Złośliwcy nieubłaganym palcem wytykali to Naczelnikowi Państwa, a ten, w trosce o podtrzymanie wiarygodności programu dążenia, najwyraźniej zmłotował pana ministra Rau, który podobno przygotował stosowną notę i „zamierza” przekazać ją rządowi niemieckiemu.

Dotychczas partyjniackie potrzeby obozu „dobrej zmiany” prowadziły do dewastacji finansów publicznych i całkowitego ubezwłasnowolnienia Polski w zakresie polityki zagranicznej, ale teraz zaczynają prowadzić do ośmieszania państwa na arenie międzynarodowej. Jakiejż odpowiedzi może rząd premiera Morawieckiego spodziewać się od rządu niemieckiego? Myślę, że w najlepszym razie – odpowiedzi wymijającej w postaci pytania, od kiedy ma te objawy. I co mu na to odpowiedzieć?

Stanisław Michalkiewicz

Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz
Jeden z najlepszych współczesnych polskich publicystów, przez wielu czytelników uznawany za „najostrzejsze pióro III RP”. Prawnik, nauczyciel akademicki, a swego czasu również polityk. Współzałożyciel i w latach 1997–1999 prezes Unii Polityki Realnej. Jego blog wygrał wyróżnienie Blog Bloggerów w konkursie Blog Roku 2008 organizowanym przez onet.pl. Autor kilkudziesięciu pozycji książkowych, niezwykle popularnego kanału na YT oraz kilku wywiadów-rzek. Współpracował z kilkudziesięcioma tytułami prasowymi, kilkoma rozgłośniami radiowymi i stacjami TV.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Tak to Pan Bóg sprytnie wykorzystał prawo podaży i popytu

„Towarzyszu z Kanady, który zbożem palisz. To nieprawda, że mąki nikomu nie trzeba. Łopatą ziarna ty mnie od głodu ocalisz. Daj chleba!” – pisał dawno temu Antoni Słonimski w wierszu „Palenie zboża” . Chodziło o to, że zdarzyło się wtedy, iż gwoli podtrzymania cen na pszenicę, podobnie jak na kawę i bawełnę, w Kanadzie palono zboże, w Brazylii topiono w morzu kawę, a w południowych stanach Ameryki palono bawełnę.
5 MIN CZYTANIA

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA