Sytuacja branży piwnej jest nie do pozazdroszczenia. Producenci borykają się ze znaczącymi spadkami sprzedaży, których nie były w stanie zmienić nawet kolejne fale upałów. Przełożyło się to na widoczne we wskaźnikach ekonomicznych problemy, z którymi sektor szybko musi sobie poradzić.

spooky_kid/Pixabay

W ostatnich latach wzrosło zadłużenie producentów piwa. Nawet w czasie tegorocznej „czerwcówki” i dni ją poprzedzających Polacy kupili łącznie o ponad 21 tysięcy hektolitrów piwa mniej niż przed rokiem – jest to spadek o 4 proc. rok do roku. Konsumentów do zwiększenia zakupów nie zachęciły nawet wysokie temperatury, które zazwyczaj stanowią motor napędowy sprzedaży złotego trunku.

Branża tonie w długach

Według różnych danych zadłużenie branży piwnej wzrosło z poziomu około 1,4 mln złotych w roku 2020 do przeszło 22 mln złotych w roku 2022. Eksperci za główną przyczynę tego stanu rzeczy zgodnie uznają nawarstwiające się problemy będące bezpośrednim następstwem pandemii koronawirusa.

Wówczas to zamknięty sektor HoReCa skutecznie ograniczył możliwości sprzedażowe na rynku piwa. Nie bez znaczenia pozostały także masowo odwoływane imprezy plenerowe i inne podobne wydarzenia. Dane przytaczane przez branżę jasno pokazują, że sam tylko rok 2021 przyniósł spadek wolumenu piwa o całe 4 proc.

Trudności w życiu społecznym pokrywają się z najbardziej dynamicznym wzrostem zadłużenia, który przypadł na okres od maja 2021 r. do maja 2022 r. – w tym czasie długi sektora wzrosły o 500 procent. Najsilniej kłopoty odczuli mali producenci piw rzemieślniczych, ale finalnie kryzys dosięgnął także największych koncernów na polskim rynku.

Sprzedaż piwa w dół

Jak pokazują badania w okresie wzrostu cen spowodowanego między innymi rekordową inflacją, znaczna część Polaków planuje ograniczyć wydatki na używki – w tym na piwo. O wiele rzadziej odwiedzamy dziś także restauracje i puby czy bywamy na koncertach.

Rok 2021 to także pierwszy od czterech lat spadek wartości rynku piwa. Na problemy sektora cierpią także sklepy, dla których alkohol jest istotnym elementem obrotu. Jak podają analitycy CRM dla sklepów o metrażu nieprzekraczającym 300 m2 piwo stanowi aż 12 proc. wartości obrotów. Kłopoty na rynku przekładają się również na problemy sklepów wielkopowierzchniowych, dla których piwo stanowi kolejno 3,5 proc. i 12 proc. wartości obrotu oraz liczby transakcji.

Koszty, koszty, koszty

Branża piwna cierpi także z powodu drastycznej podwyżki kosztów produkcji. Najważniejszym czynnikiem utrudniającym życie producentom jest naturalnie inflacja. Wyższe są ceny energii oraz koszty logistyki – zarówno transportu jak i magazynowania piwa. Droższe są opakowania i surowce, a i koszty pracy pozostają rekordowe.

Ostatnie dwa lata to także dwucyfrowy wzrost cen składników niezbędnych przy produkcji piwa. Droższe są zarówno podstawowe surowce, takie jak słód jęczmienny, ale i choćby aluminium niezbędne do puszkowania piw.

Problematyczna akcyza

Niemałym kłopotem, na który zresztą branża wielokrotnie zwracała już uwagę, jest też coraz wyższa akcyza na piwo. W ostatnich dwóch latach producenci – i finalnie konsumenci – mierzyć musieli się z dwoma 10-procentowymi podwyżkami tego podatku, co znacznie obniżyło rentowność biznesu.

Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego szacuje, że – zgodnie z tym, co proponuje Ministerstwo Finansów – już w 2027 roku akcyza na piwo wyniesie 12,04 zł na każdy stopień Plato. W praktyce oznaczać to będzie 54-procentową podwyżkę w siedmioletnim okresie. Nigdy jeszcze branża nie musiała mierzyć się z tak drastyczną podwyżką podatku akcyzowego. Wciąż zagadką pozostaje także wpływ zmian podatkowych na faktyczne spożycie piwa. Trudno jednak spodziewać się, by był to ruch dla sektora korzystny. Historyczne dane pokazują, że wzrost akcyzy na piwo w praktyce przekłada się na poprawę sytuacji finansowej producentów mocnych alkoholi, co stoi w sprzeczności z prozdrowotnym aspektem podwyżek nakładanych przez resort finansów.

Sektor wskazuje również, że nieprzemyślany był sam moment wprowadzenia podwyżki w szczytowym momencie pandemii koronawirusa – czyli w czasie, gdy wiele branż polskiej gospodarki walczyło o przetrwanie.

Poprzedni artykułNie jesteśmy na „ty”
Następny artykułDonaldu Tusku, niczego nie musisz!