Umęczyły już bowiem tę ziemię siły postępu domagające się sprawiedliwości społecznej. Jak to bywa ze wzniosłymi hasłami, ostatecznie kończyło się na zabieraniu innym zegarków prosto z przegubów rąk, niekiedy zimnych. Oczywiście teraz przyjęto demokratyczne metody. W praktyce oznacza to, że zegarków nie należy zabierać, a tylko je „redystrybuować” i nie z pomocą sił zbrojnych, lecz ustaw podatkowych – pisze w kolejnym swoim felietonie Michał Góra.

Fot. PAP/Leszek Szymañski

Zainteresowanie mediów wywołał ostatnio wpis aktywistki i publicystki Mai Staśko, która na Twitterze napisała: „Robert Lewandowski odebrał nagrodę od prezydenta w zegarku o wartości mieszkania. 2021, pandemia, ludzie tracą prace, nie mają na czynsze, kobiety mieszkają ze swoimi oprawcami, czekając latami na mieszkania socjalne. Zegarek. O. Wartości. Mieszkania”.

Z Panią Staśko wypada zgodzić się w kilku kwestiach. Po pierwsze, zupełnie straciły na znaczeniu takie wartości jak skromność i asceza. Wprawdzie jako swego rodzaju image, taki styl bycia promuje papież Franciszek, jednakże świeccy jego przesłanie zrozumieli chyba w wygodny sposób. Przykładem niech będzie dostępny na platformie Netflix film pod tytułem Minimalizm: Dokument o rzeczach ważnych. Minimaliści używają tam komputerów przenośnych słynnej marki z – eksponowanym zresztą w niektórych scenach – logiem przypominającym jabłko. Rozumiecie Państwo, minimaliści, którzy nie wstydzą się posiadania konsumpcjonistycznego artefaktu. Minimalizm nie musi od razu oznaczać ascezy, ale to trochę tak, jakby w znanej legendzie wylewano na św. Aleksego nie pomyje, lecz wodę z dodatkiem olejków do kąpieli Diora.

Po drugie, zgodziłbym się może z Panią aktywistką, że otaczająca nas rzeczywistość wymaga zachowania pewnego umiaru. Skoro ciągle słyszymy o śmierci jednych, a inni pracują w pocie czoła, żeby mitygować skutki kryzysu, to raczej nie wypada w tym czasie organizować gal i potańcówek. Rzecz w tym, że w takich warunkach równie dobrze za niestosowny mógłby zostać uznany sam fakt grania w piłkę nożną. A może właśnie tego ludziom potrzeba? Skoro niektórzy ekonomiści wieszczą, że po kolejnym lockdownie zacznie nam brakować chleba, to niech będą chociaż igrzyska. W Wielkiej Brytanii wiązało się to zresztą z kolejnym absurdem. Wznowiono bowiem rozgrywki piłkarskie, ale zawodnikom zabroniono okazywania radości. Chyba tylko po to, aby następnie móc wyrażać zgorszenie, gdy okazało się, że napompowani adrenaliną piłkarze oczywiście nie przestrzegali wspomnianej reguły już po strzeleniu gola.

W jednym na pewno się z Mają Staśko nie zgodzę, a mianowicie z naiwnym pojmowaniem sprawiedliwości. Fryderyk August von Hayek pisał w swoim dziele Zgubna pycha rozumu. O błędach socjalizmu, że współcześnie każdy rzeczownik musi być „zatruty” przymiotnikiem „społeczny”. Nie wystarczy więc powiedzieć, że w trakcie pandemii zaleca się „dystansowanie”, na przykład tym nieszczęsnym piłkarzom, lecz musi to być właśnie „dystansowanie społeczne”. Nie ma już sprawiedliwości, jest tylko „sprawiedliwość społeczna”. Co ciekawe, autorem tego ostatniego sformułowania nie jest żaden socjalista, lecz włoski jezuita Luigi Taparelli d’Azeglio, którego teoria – o czym Thomas Patrick Burke w 2014 r. wspomniał na łamach The Intercollegiate Review  – „stanowi obronę społecznych nierówności” i „jest konserwatywna”. Ot, kolejny chichot historii.

W końcu cała ta „afera zegarkowa” wywołała we mnie bardzo złe skojarzenia. Umęczyły już bowiem tę ziemię siły postępu domagające się sprawiedliwości społecznej. Jak to bywa ze wzniosłymi hasłami, ostatecznie kończyło się na zabieraniu innym zegarków prosto z przegubów rąk, niekiedy zimnych. Oczywiście teraz przyjęto demokratyczne metody. W praktyce oznacza to, że zegarków nie należy zabierać, a tylko je „redystrybuować” i nie z pomocą sił zbrojnych, lecz ustaw podatkowych. Trudno zresztą o lepsze wyjaśnienie różnicy pomiędzy totalitarnym socjalizmem a socjaldemokracją.