fbpx
piątek, 17 maja, 2024
Strona głównaFelietonSri Lanka nie tylko tuk tukiem

Sri Lanka nie tylko tuk tukiem

Podczas targów książki w Łodzi, na których odbyła się prapremiera mojej najnowszej książki „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”, jedna z czytelniczek napomknęła, że planuje wyjazd na Sri Lankę. Odpowiedziałem, że właśnie cały styczeń przebywałem w tym kraju i co nieco wiem o wyspie. Kobieta spytała mnie, czy da się tam przeżyć za 20 dolarów. Spytałem, czy ma na myśli jeden dzień, ale po jej minie wywnioskowałem, że chyba myślała o znacznie dłuższym okresie czasu. Stwierdziłem, że jeden dzień jedna osoba może jakoś przeżyć za tę kwotę, ale na pewno nie cała rodzina przez miesiąc.

Ludzie niejednokrotnie mają mylne pojęcie o świecie. Wydaje im się, że w jakimś kraju jest bardzo tanio lub drogo, albo niebezpiecznie, albo że cały czas jest piękna pogoda czy ludzie są przyjaźni albo bogaci. Różnie to bywa. Tymczasem Sri Lanka właśnie stała się w ostatnim czasie coraz częstszym miejscem podróży Polaków. Zachęceni pięknymi zdjęciami rodaków kolejni ludzie planują dłuższe czy krótsze wakacyjne i nie tylko wakacyjne wyjazdy na Cejlon. Ale z tych zdjęć nie wszystko da się wyczytać. Na miejscu nieraz może się okazać, że rzeczywistość wygląda, jeśli nie całkowicie, to co najmniej trochę inaczej niż oczekiwania.

Smrodzące pociągi

Jak to jest z transportem? Będąc dwa lata temu w Serbii, wykupiliśmy przejazd Szargańską Ósemką, zabytkową kolejką wąskotorową przez góry. Miały być cudowne widoki. I rzeczywiście były. Jednym problemem okazał się dym z lokomotywy spalinowej, który wdzierał się bezpośrednio do wagonów. Momentami trudno było oddychać.

Pociąg w Birmie relacji Mandalaj-Pagan. Fot. Tomasz Cukiernik

Ale i tak nie było źle (bo znacznie krócej) w porównaniu z przejazdem normalnym pociągiem w Birmie. W 2011 r. skład do Paganu ruszył o godz. 21 ze stacji w Mandalaj. Dla obcokrajowców była dostępna tylko upper class (był jeszcze wagon ordinary class, ale tak był zapchany, że nie mieściły się już nawet karaluchy), gdzie siedzenia były częściowo rozkładane. Niestety pierwszy wagon był doczepiony bezpośrednio za lokomotywą spalinową. W efekcie cały dym z komina trafiał prosto do środka naszego wagonu. I tak przez osiem godzin. W tym czasie przejechaliśmy około 170 km.

Tymczasem jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych na Sri Lance, o czym podróżnicy rozpisują się na grupach dyskusyjnych w portalach społecznościowych, jest przejazd kolejką przez góry w środkowej części wyspy. Turyści wrzucają w Internet zdjęcia z tego pociągu. Można podziwiać góry i plantacje herbaty. Nie ma problemów z fotografowaniem, bo w czasie przejazdu w wagonach otwarte są okna i drzwi. Każdy więc chce mieć zdjęcie, jak jedzie z jedną nogą na zewnątrz wagonu. Jednak mając w pamięci doświadczenia z Birmy i Serbii, zdecydowaliśmy, że trzeba jednak odpuścić sobie tę podobno jedną z większych atrakcji turystycznych na Sri Lance. Zrezygnowaliśmy z tego.

Pociąg jadący w okolicach Kolombo. Fot. Tomasz Cukiernik

Podczas pobytu na Cejlonie na innych trasach kilka razy korzystaliśmy jednak z usług lankijskich kolei. Dwa razy pociąg był tak koszmarnie zatłoczony, że nie było miejsca, by ruszyć powieką, a między pasażerami i bagażami jeszcze się przeciskał handlarz przekąskami. Za klimatyzację miały robić wiatraki, które przymocowane były do sufitu wagonu, ale nie działały. Na szczęście okna pozbawione były szyb. Ten skład również był ciągniony przez lokomotywę spalinową, ale ponieważ pociąg liczył ponad dwadzieścia wagonów, dym do nas już nie docierał. Co ciekawe, innym razem pociąg był tak pusty, że w całych wagonach podróżowało po dwóch-trzech pasażerów. Na dodatek przez otwarte drzwi wagonu można było podziwiać brzeg i piaszczyste plaże Oceanu Indyjskiego. A pięknych plaż pod palmami na Cejlonie nie brakuje. No i cena jest bardzo atrakcyjna. Za kilkunastokilometrowy przejazd zapłaciliśmy w przeliczeniu… 24 grosze.

Czasochłonny transport

Ale pociągi nie są jedyną opcją transportową na Cejlonie. Można jeździć autobusami brytyjskiej marki Leyland pamiętającymi czasy kolonialne czy bardzo podobne indyjskiej marki Tata. Przejazd takim autobusem również kosztuje dosłownie grosze. Są także dostępne nowsze i droższe autokary z klimatyzacją. Inną opcją są taksówki, które są zdecydowanie tańsze niż w Polsce. Przejazd 100 km kosztuje około 150 zł, a 200 km – około 250 zł. Najczęściej jeżdżą dwa rodzaje samochodów osobowych: hybrydowe klimatyzowane toyoty prius lub hondy hybryd, albo kanciaste suzuki minivan czy też wagon.

Fot. Tomasz Cukiernik

Niestety przejazdy na wyspie są bardzo uciążliwe i długotrwałe. Odległość 200 km, którą w Polsce autostradą pokonamy w mniej niż dwie godziny, tam zajmie pięć-sześć godzin. Dlaczego? Z kilku powodów. Po pierwsze, tak jak u nas za komuny miasta nie mają obwodnic, więc konieczny jest przejazd przez centrum. Po drugie, prawie nie ma autostrad. Za te, które są, pobierane są opłaty. Po trzecie, Cejlon jest dość gęsto zaludnioną wyspą. Na terenie porównywanym z trzema polskimi województwami (jedna piąta powierzchni Polski) żyje ponad 20 milionów ludzi. Skutek jest taki, że nie licząc parków narodowych, niemal nie ma terenów niezamieszkałych. Jadąc z miasta do miasta, po drodze cały czas ciągną się kolejne wioski, cały czas jest teren zabudowany. W rezultacie jedzie się bardzo powoli, na dodatek ciągle jakiś pojazd (najczęściej wypuszczający wielkie kłęby dymu autobus lub tuk tuk) albo pieszy wymusza pierwszeństwo. Trzeba jeszcze bardziej zwalniać, hamować, przepuszczać.

Tuk tukiem czy spacerem

Natomiast krótkie trasy obsługują przede wszystkim wspomniane tuk tuki, czyli kolorowe trójkołowe pojazdy bez drzwi. Kierowcy tych samochodzików czasami jeżdżą tak, jakby uczestniczyli w rajdach z innymi uczestnikami ruchu.

Fot. Tomasz Cukiernik

A usługi te są bardzo tanie. Za 5 zł można przejechać na drugi koniec miasteczka. Zresztą tuk tuki mają znacznie więcej zalet. Można porozmawiać z kierowcą. Zdecydowana większość z nich jest bardzo przyjaźnie nastawiona wobec obcokrajowców i pomocna. Można usłyszeć niejedną historię, na przykład o tsunami z 2004 r., które bardzo dotknęło wybrzeże Cejlonu, zabijając 50 tysięcy ludzi czy o wojnie domowej. W tym drugim przypadku kierowcą naszego tuk tuka był żołnierz przebywający na urlopie i w ten sposób dorabiał, by utrzymać sześcioosobową rodzinę. Na moje pytanie, czy walczył z Tamilami, odpowiedział z naciskiem:

– Nie! Walczyłem z Tygrysami Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu. Nie walczyliśmy z cywilami.

Brak chodników w miasteczku Ella. Fot. Tomasz Cukiernik

Lubimy dużo spacerować i w wielu krajach w ten sposób zwiedzamy okolicę. Tak było na Kubie, w Malezji, a częściowo nawet w trudnym dla spacerowiczów terenie, jakim jest Dubaj. Ale na Sri Lance poza największymi miastami bardzo ciężko się spaceruje z kilku powodów. Przede wszystkim w małych miejscowościach i na wsiach nie ma chodników. Trzeba iść drogą w dużym ruchu, więc łatwo można być potrąconym przez jakieś auto. Po drugie, smrodzące pojazdy powodują duży dyskomfort. Idąc poboczem, przypuszczam, że w kilka minut można wciągnąć do płuc dawkę ołowiu czy innych szkodliwych substancji, jaką w Polsce wdycha się przez rok albo i dłużej.

Fot. Tomasz Cukiernik

Po trzecie, wielkim problemem Sri Lanki są bezdomne, wychudzone, ale spokojne z reguły psy oraz znacznie niebezpieczniejsze agresywne małpy, które są dosłownie wszędzie. Całymi watahami chodzą po ulicach, dachach, drzewach, płotach czy kablach energetycznych.

Nie chodzi nawet o to, że mogą ugryźć, ale o to, że zarówno pasy, jak i małpy mogą mieć wściekliznę, której na wyspie nie eliminuje się systemowo. Takie zatem są zalety tuk tuka w stosunku do spaceru. Zdecydowanie polecam wyjazd na Sri Lankę. Jest taniej niż w Polsce, choć nie jest bardzo tanio. To piękny kraj z miłymi ludźmi i wieloma gatunkami egzotycznych zwierząt na wyciągnięcie ręki, jednak rzeczywistość nie wszystkim przypadnie do gustu.

Tomasz Cukiernik

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Tomasz Cukiernik
Tomasz Cukiernik
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i wydawca, a z zamiłowania – podróżnik. Ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego oraz studia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Jest autorem książek: Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka (2004) – II wydanie pt. Wolnorynkowa koncepcja państwa (2020), Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa (2005), Socjalizm według Unii (2017), Witajcie w cyrku (2019), Na antypodach wolności (2020), Michalkiewicz. Biografia (2021) oraz współautorem biografii Korwin. Ojciec polskich wolnościowców (2023) i 15 tomów podróżniczej serii Przez Świat. Aktualnie na stałe współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Forum Polskiej Gospodarki” (i z serwisem FPG24.PL) oraz tygodnikiem „Do Rzeczy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Unia Europejska jako niemieckie imperium w Europie

Dr Magdalena Ziętek-Wielomska stawia w swojej książce tezę, że unijne regulacje są po to, żeby niemieckie koncerny uzyskały przewagę konkurencyjną nad firmami z innych krajów członkowskich Unii Europejskiej.
6 MIN CZYTANIA

Rocznica członkostwa w Unii

1 maja mija 20 lat, odkąd Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Niestety w polskiej przestrzeni publicznej krąży wiele mitów i półprawd na ten temat. Dlatego właśnie napisałem i wydałem książkę „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”.
4 MIN CZYTANIA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA