Państwa, zwłaszcza te przewidujące, starają się zapewnić swoim gospodarkom stabilny dostęp do surowców, zwłaszcza takich, którymi same nie dysponują. W jaki sposób? – o tym w swoim najnowszym felietonie Stanisław Michalkiewicz.

Jednym z najważniejszych problemów gospodarczych jest dostęp do surowców. Bez surowców nawet najlepiej zorganizowany przemysł sobie nie poradzi. Surowce mogą wpływać na bieg historii – o czym wspomina w swoich pamiętnikach Albert Speer. Był on ministrem gospodarki Rzeszy, więc coś tam o gospodarce musiał wiedzieć. Pisze tedy, że II wojna światowa tak czy owak musiałaby zakończyć się jesienią 1945 roku, ponieważ właśnie wtedy Niemcom zabrakłoby rudy chromu, który był nieodzownym składnikiem produkcji w przemyśle zbrojeniowym. Toteż nic dziwnego, że państwa, zwłaszcza te przewidujące, starają się zapewnić swoim gospodarkom stabilny dostęp do surowców, zwłaszcza takich, którymi same nie dysponują.

Na tym tle często dochodzi do konfliktów. Stany Zjednoczone w roku 1855 armatami wymusiły na Japonii otwarcie się na handel międzynarodowy. Podobno Japończycy odczuli to jako wielkie upokorzenie, ale jako naród ambitny i karny, przekuli to upokorzenie w sukces.

Nawiasem mówiąc, Japończyków jako „karny” naród scharakteryzował Stanisław Lem w jednym z opowiadań zawartych w książce „Doskonała próżnia”. W pewnej fabryce związanej z Pentagonem produkowano specyfik mający rozładować eksplozję demograficzną w Trzecim Świecie. Działanie specyfiku polegało na zniesieniu wszystkich przyjemnych doznań, jakie towarzyszą aktowi seksualnemu. Był on wprawdzie możliwy, ale tylko jako rodzaj ciężkiej pracy. I stało się, że czy to wskutek sabotażu, czy wypadku, fabryka wyleciała w powietrze, a razem z nią magazyny i w ten sposób specyfik przedostał się do atmosfery i wód płynących. Ludzkość stanęła na krawędzi zagłady i tylko – jak pisze Lem – „wyjątkowo karny naród japoński zacisnąwszy zęby…” – i tak dalej.

Więc po tym wymuszonym otwarciu na handel międzynarodowy karny naród japoński wziął się do roboty i w ciągu 50 lat z zacofanego państwa Japonia, jako nowoczesne państwo przemysłowe, w 1905 roku pokonała jedno z europejskich mocarstw – Rosję. W I wojnie światowej Japonia wzięła udział po stronie aliantów, ale USA z niepokojem patrzyły na rozwój japońskiej gospodarki i doszły do wniosku, że trzeba zablokować Japonii dostęp do surowców strategicznych, by w ten sposób kontrolować jej gospodarkę. Japończycy  w tej sytuacji doszli z kolei do wniosku, że jeśli mają się rozwijać, to muszą sobie ten dostęp do surowców wyrąbać mieczem i żeby to było możliwe, podjęli próbę zniszczenia amerykańskiej floty Pacyfiku.

W tym przypadku chodziło o ropę naftową i rudy metali – ale nie zawsze ropa była surowcem strategicznym. Dopóki nie wynaleziono silnika spalinowego, rolę benzyny odgrywały konie. W XVI, XVII i XVIII wieku Polska była eksporterem koni i stąd między innymi brało się jej bogactwo – również z eksportu drewna i żywności. „Gdzie pojźrzę, wszędy rąbią: albo buk do huty, Albo sośnią na smołę, albo dąb na szkuty” – pisał Jan Kochanowski.

W Anglii, gdzie w związku z rozbudową floty tamtejsze lasy zostały mocno przetrzebione, zaczęto wydobywać węgiel na opał. Wymagało to jednak stosowania wydajnych pomp i dzięki temu właśnie w tym kraju dokonała się rewolucja przemysłowa, którą przyśpieszyło wynalezienie silnika parowego. Nastał wiek pary, wsparty później przez elektryczność, aż wreszcie silnik spalinowy sprawił, że obok metali i węgla surowcem strategicznym stała się ropa naftowa.

I tak jest do dzisiaj, chociaż pracuje się nad zastosowaniem wodoru jako paliwa. Jego zasoby są praktycznie nieograniczone, bo ich źródłem są oceany, a produktem spalania jest para wodna, co oznacza pełny recykling. Pracuje się też nad syntezą jądrową, a więc ujarzmieniem reakcji fuzji jąder atomów wodoru w jądro atomu helu, czemu towarzyszy wydzielenie się wielkiej ilości energii. Ta reakcja zachodzi w Słońcu i w bombie wodorowej, ale chodzi o to, by – po pierwsze – można ją było utrzymać pod kontrolą, a po drugie – by ilość uzyskanej w ten sposób użytecznej energii była większa niż ilość konieczna do wywołania reakcji.

Wodór i hel to pierwiastki, podobnie jak węgiel, wapń, żelazo i inne – zarejestrowane na tablicy Mendelejewa. Ropa naftowa jest węglowodorem, a więc związkiem chemicznym węgla i wodoru, podobnie jak ruda żelazna – związkiem żelaza i tlenu. No dobrze – ale skąd właściwie wzięły się na Ziemi te wszystkie pierwiastki? Z całą pewnością nie ze Słońca, bo Słońce składa się  z dwóch pierwiastków: wodoru i helu, a w ogóle podstawowym pierwiastkiem we Wszechświecie jest wodór. Skąd biorą się te pozostałe, cięższe od wodoru? W przypadku helu sprawa jest wiadoma – ale co z tymi wszystkimi innymi?

Akurat nadchodzi Nowy Rok, co skłania nas do refleksji nad upływem czasu. Rok to okres, w którym Ziemia wykonuje pełny obrót wokół Słońca. To jest rok ziemski, bo mamy jeszcze rok galaktyczny, to znaczy okres, w którym Układ Słoneczny wykonuje pełny obrót wokół galaktyki Drogi Mlecznej. Trwa on 250 mln lat ziemskich, więc jeśli ustalić wiek Układu Słonecznego według tej miary, to jest on stosunkowo młody – około 20 lat galaktycznych. W poprzednim wieku na Ziemi żyły dinozaury. W galaktyce Drogi Mlecznej są miliardy gwiazd, jedne większe, drugie mniejsze. One żyją własnym życiem, a ich los zależy od ich wielkości. Kiedy wypali się wodór, siła grawitacji nie jest już równoważona ciśnieniem wywołanym przez fuzję i gwiazda doznaje tzw. kolapsu grawitacyjnego, to znaczy jej materia gwałtownie zapada się ku środkowi. Powstają tak ogromne ciśnienia i temperatury, że jądra atomowe łączą się, tworząc nowe pierwiastki. Wreszcie w pewnym momencie gwiazda wybucha jako Supernowa, a wytworzone przy tym pierwiastki z ogromną siłą wyrzucane są w przestrzeń kosmiczną.  Wreszcie przechwytuje je grawitacja jakiejś planety, no i opadają na jej powierzchnię, w większości wchodząc między sobą w różne reakcje, w wyniku których powstają związki będące surowcami do dalszego przetwarzania. Nie wszystkie w takie reakcje wchodzą, bo np. złoto – nie – i dlatego jest ono produktem katastrofy jakiejś gwiazdy, który dotarł do nas w stanie czystym.

Jak się okazuje, we Wszechświecie nic się nie marnuje; katastrofa jednej gwiazdy umożliwia pojawienie się gdzie indziej nie tylko surowców, ale w ogóle życia organicznego, które nie byłoby możliwe bez takich pierwiastków, jak węgiel, wapń, czy żelazo, będących składnikami naszych ciał. No a bez życia te wszystkie związki chemiczne, które spoczywają w Ziemi, nie byłyby żadnymi surowcami.

Stanisław Michalkiewicz