Pandemia koronawirusa i wojna na Ukrainie pokazały, jak bardzo niestabilne są dziś łańcuchy dostaw żywności oraz jak silnie czynniki zewnętrzne oddziałują na eksport – w tym eksport rolno-spożywczy.

geralt/Pixabay

Od czasu opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, coraz częściej mówi się o Wspólnocie jako o bycie niestabilnym. Kolejne kamyczki do ogródka dorzuca powiększające się grono ekonomistów wskazujących na fatalne skutki obecnego poziomu inflacji w Unii Europejskiej. Czy w tym kontekście wciąż traktować powinniśmy Unię jako absolutnie pewny kierunek zbytu produktów rolnych?

Eksport potrzebuje nowych kierunków

Warto wsłuchać się w głos tych, którzy bezpośrednio odczuwają skalę obecnych trudności – rolników. Wskazują oni na konieczność poszukiwania nowych kierunków dla krajowego rolniczego handlu zagranicznego, tym bardziej, że w obecnym kryzysie przed państwami nadwyżkowymi rysuje się dawno niewidziana szansa. Resortowi rolnictwa oddać należy, że rokrocznie dodaje do eksportowej układanki nowe kraje, ale rynek wciąż potrzebuje „dużego ruchu”, który stanowiłby realną przeciwwagę czy uzupełnienie dla już zagospodarowanych kierunków.

Rolą departamentu rynków rolnych w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi jest poszukiwanie nowych rynków zbytu dla polskich towarów. Dywersyfikacja kierunków eksportu polskiego rolnictwa jest dziś jednym z najpoważniejszych wyzwań, które stoją przed resortem. W tym kontekście kluczowe wydają się kierunki azjatyckie i rynki północnej części Afryki. Już dziś jesteśmy na nich obecni, ale wciąż niewystarczająco. Szczególnie w Państwie Środka.

Chiny, czyli warunek sine qua non

Aż 12 procent wartości importowanych przez Polskę towarów zagospodarowują dziś Chiny. Nasz eksport do Państwa Środka wynosi jednak zaledwie 1 procent ogółu wysyłek znad Wisły. Dysproporcja jest rażąca, tymczasem Chiny pozostają największym rynkiem konsumenckim świata o niemal nieograniczonej chłonności.

Chiny, obok innych państw Azji i północnej Afryki, pozostają dziś najważniejszym obszarem do zagospodarowania przez polskich rolników. Niestety trudności wynikające z epidemii grypy ptaków oraz afrykańskiego pomoru świń utrudniają sprzedaż do Chin produktów drobiarskich i wieprzowych, jednak rynek wciąż pozostaje otwarty dla innych polskich towarów. Także dwie wskazane epidemie można wyeliminować poprzez dofinansowanie traktowanej dotąd po macoszemu Inspekcji Weterynaryjnej. Sektory drobiarski i produkcji trzody chlewnej od lat czekają na ten ruch, który z całą pewnością pozwoliłby im na powrót na utracone obecnie – z powodu licznych obostrzeń wynikających z przepisów dotyczących zdrowia zwierząt – intratne rynki.

Już dziś niektóre z branż pokazują, że do Chin sprzedawać warto. Tylko w roku 2020 eksport polskiego mleka i jego przetworów do Państwa Środka zwiększył się o 70 proc. Nasze produkty mleczarskie wygrywają w Chinach swoją jakością i – pozostającą z nią we właściwej korelacji – ceną. Dlatego eksport tej kategorii produktów stanowi dziś około 39 procent ogółu polskiego eksportu do Chin. Polskie produkty bez trudu mogłyby zająć miejsce tych, które dziś napływają do Azji z krajów Europy Zachodniej. Nawet wyższej jakości artykuły z Polski wciąż mogą okazać się bardziej opłacalne dla odbiorców z regionu.

Ważną – w kontekście przyszłości eksportu do Chin – grupą wydają się także produkty mączne oraz pasze pochodzenia mlecznego. Na ożywienie wciąż liczą także producenci słodyczy i jabłek.

Chiny to nie wszystko

Nie możemy zapominać, że na zagospodarowanie wciąż czekają też rynki, których sytuacja nie została ustabilizowana po okresie pandemii oraz kierunki, które odcięte zostały od regularnych dostaw przez wojnę na Ukrainie.

W ostatnich miesiącach coraz wyraźniej zarysowują się nowe kierunki, które już niedługo mogą stać się stałymi odbiorcami polskich produktów. Szersze otwarcie na polskie towary nie ominie uzależnionych od importu państw północnej części Afryki oraz Dalekiego Wschodu, co podkreślał w ostatnich licznych wystąpieniach wicepremier i minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk. I dobrze. Praktyka pokazuje bowiem, że działania krajowych przedsiębiorców dążących do dywersyfikacji relacji biznesowych na rynkach krajów trzecich, w kontekście utrzymującego się popytu na polskie produkty na rynku międzynarodowym, są receptą na ustawiczne podnoszenie wskaźników wartości eksportu artykułów rolno-spożywczych.

Poprzedni artykułDoradca Zełenskiego: Po wojnie Ukraina obejmie radykalny, wolnorynkowy kurs
Następny artykułChińczycy protestują przeciwko polityce „zero COVID”