Kilka lat temu sojusz Rosji z Chinami wydawał się czymś abstrakcyjnym. Dziś koalicja interesów między tymi mocarstwami staje się faktem, stanowiąc poważne wyzwanie militarno-gospodarcze zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej – pisze hiszpański dziennik „La Vanguardia”.

Fot. PAP/EPA

To, co jeszcze przed atakiem Rosji na Ukrainę wydawało się niemożliwe, dziś staje się faktem. Chiny i Rosja są na drodze do konsolidacji największego sojuszu wojskowo-gospodarczego na świecie. Chociaż brak jest formalnego dokumentu dotyczącego ich partnerstwa, to podejmowane przez rządy obu krajów działania nie pozostawiają złudzeń. Przed rosyjską aneksją Krymu w 2014 roku stosunki na linii Moskwa–Pekin były dość chłodne. Chiny nie ufały agresywności i zmienności Kremla, troszcząc się o swoje rynki w Europie i USA. Rosja ze swojej strony też nie ufała Chinom z uwagi na ich rozmiar oraz zależność od zachodnich rynków i banków.

Obecnie wydaje się, że niechęć to została przezwyciężona. Prezydent Władimir Putin weźmie udział w otwarciu Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, które amerykański prezydent Joe Biden zdecydował się zbojkotować. Putin i jego chiński odpowiednik Xi Jinping tworzą zjednoczony front przeciwko sojuszowi demokracji pod wodzą Bidena. Presja Waszyngtonu, znacznie bardziej niż z Brukseli, sprzyja rozbudowie relacji między Moskwą a Pekinem. Mimo to obie stolice utrzymują swoje różnice. Na przykład Pekin nie uznał aneksji Krymu, a Moskwa nie popiera otwarcie Tajwanu. W konfliktach, takich jak ten na Ukrainie czy na Morzu Południowochińskim, Putin i Xi wolą się nie odzywać.

Na przyspieszenie procesu budowania sojuszu rosyjsko-chińskiego w głównej mierze wpłynęły sankcje gospodarcze nałożone na Rosję po aneksji Krymu w 2014 roku.

Od tego czasu znaczenie Europy w rosyjskiej gospodarce i finansach systematycznie spadało na rzecz Chin. Ten transfer interesów bezpośrednio wpływa na gospodarkę i bezpieczeństwo Europy. Obecnie nawet dostawy rosyjskiego gazu, tak bardzo potrzebnego unijnemu przemysłowi i gospodarstwom domowym, są coraz bardziej zależne od tego, co mówi Pekin.

Od 21 grudnia 2021 roku trwa rewers przepływu gazu przez rurociąg jamalski. Do tej pory surowiec kierowany był ze wschodu na zachód. Obecnie płynie w  odwrotnym kierunku, co wpływa na wzrost cen gazu w całej Europie.

I chociaż Gazprom zapewnia, że wkrótce wznowi dostawy gazu do Europy, eksperci nie mają złudzeń. Złoża, z których obecnie korzysta Europa, Rosja zamierza przekierować do Chin. W 2014 roku Rosja i Chiny podpisały wartą ponad 400 mld dolarów umową handlową na budowę gazociągu Siła Syberii, którego pierwszy odcinek ma uzyskać pełną przepustowość już w 2025 roku. Wtedy to Rosja będzie w stanie dostarczyć Chinom nawet do 38 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Oznacza to, że za trzy lata Chiny staną się głównym konsumentem rosyjskiego gazu, wyprzedzając tym samym Niemcy.

W planach jest także uruchomienie drugiego gazociągu Siła Syberii 2, czyli drugiego mega projektu Gazpromu, dzięki któremu możliwym będzie transport do Chin przez Mongolię nawet do 50 mld metrów sześciennych gazu rocznie.

Te dwie infrastruktury będą warunkować cenę gazu w Europie. Chiński popyt na gaz jest nie do powstrzymania. Prowadzona przez chińskie władze wielka kampania na rzecz ochrony środowiska zwana polityką błękitnego nieba, oznacza przejście z paliw kopalnych na energię odnawialną, a to wymaga importu dużych ilości gazu.

Dzięki zapowiedzi tak silnego popytu Chinom, w przeciwieństwie do Unii Europejskiej, udało się wynegocjować stabilną cenę błękitnego paliwa, mimo że to Europa nadal pozostaje głównym klientem Rosji.

Rosja aspiruje także do bycia głównym dostawcą ropy naftowej dla Chin. Są miesiące, w których dostawa ropy naftowej z Rosji do Chin przewyższają dostawy z Arabii ​​Saudyjskiej, która jak dotąd była pierwszym dostawcą tego surowca dla Państwa Środka. Rosja posiada również ropociągi na Syberii Wschodniej, a wyprodukowane tam baryłki transportuje do Chin przez Kazachstan. W tym kontekście lepiej widać prawdziwy powód obecności w ostatnich dniach wojsk rosyjskich w byłej republice sowieckiej.

Pekin pomógł Moskwie przezwyciężyć sankcje gospodarcze i finansowe, jakie Zachód nałożył na Rosję po inwazji na Krym w 2014 roku. Dzięki tej pomocy, a także dobrej kondycji rosyjskiej gospodarki, Kreml odgrywa także bardzo ważną rolę w Afryce i na Bliskim Wschodzie, jednocześnie udzielając zasadniczego wsparcia dla autokracji takich jak Białoruś i Kazachstan. A wszystko po to by wzmocnić swoją pozycję na arenie międzynarodowej i poszerzyć swoją strefę wpływów.

I chociaż Europa przez najbliższe lata pozostanie głównym partnerem handlowym i finansowym Rosji, to przewaga ta systematycznie maleje. Spadają inwestycje i spada znaczenie firm europejskich w handlu zagranicznym Rosji. Chiny zajmują miejsce UE jako partnera gospodarczego Rosji.

Dla przykładu w 2013 roku wymiana handlowa między Rosją a Chinami stanowiła 10,5 proc. rosyjskiego handlu zagranicznego. W 2020 r. wynosząc już 18,3 proc. i od tego czasu systematycznie rośnie. W tym samym okresie wymiana handlowa między Rosją a Unią Europejską spadła z 49,4 proc. do 38,5 proc. Przed nałożeniem sankcji za aneksję Krymu Niemcy były głównym eksporterem maszyn przemysłowych do Rosji. Dziś są nim Chiny. Od 2014 roku jedynymi zagranicznymi firmami, które zdobyły kontrakty infrastrukturalne w Rosji, są firmy chińskie.

Podobnie Rosja jest krajem na świecie, który otrzymał najwięcej kredytów z Chin. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez University of William and Mary, w latach 2000–2017 pożyczki te wyniosły 151,8 miliarda dolarów. Kreml wykorzystał większość tych pieniędzy na złagodzenie zachodnich sankcji i utrzymanie przemysłu węglowodorowego. Łączne inwestycje zagraniczne w Rosji w 2020 roku wyniosły 1,4 mld dolarów. Wiele z nich jest pochodzenia chińskiego.

Co więcej, Rosja sprzedała Chinom najlepszą ze swoich broni, myśliwce Su-35 i system rakietowy S-400. Kreml pomaga także chińskiej armii ludowej budować systemy ostrzegania przed rakietami, dzięki czemu wzmocnieniu ulegnie pozycja Chin na  Morzu Południowochińskim, a także zdolność do inwazji na Tajwan.

Chiny i Rosja prowadziły w ostatnich latach wspólne ćwiczenia wojskowe, w tym na Morzu Śródziemnym, zakładając że obecność chińskich statków w pobliżu europejskich wybrzeży będzie się nadal zwiększać.

Mimo to Europa wciąż nie zabrała głosu w negocjacjach dotyczących bezpieczeństwa, jakie prowadzą Stany Zjednoczone z Chinami i Rosją.

Poprzedni artykułIle firm otrzymało wsparcie w związku z pandemią?
Następny artykułNIK wskazuje ryzyka związane z CPK