fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonCzerwony terrorysta Lenin

Czerwony terrorysta Lenin

Stalin był mordercą, ale Lenin to chciał dobrze – brzmi popularna, ale całkowicie fałszywa teza rozpowszechniana przez socjalistów, socjaldemokratów i innej maści lewaków. Nic bardziej mylnego. Terror i rzezie w czasach tuż po rewolucji październikowej miały niewyobrażalną skalę i formę. Pisze o tym ze szczegółami Siergiej Pietrowicz Mielgunow w swojej przerażającej książce „Czerwony terror w Rosji 1918–1923”.

Prof. Mielgunow to wybitny historyk, publicysta i polityk, socjalista o poglądach antybolszewickich. Urodził się w 1897 r. w Moskwie. Pochodził ze szlacheckiej, zubożałej rodziny. Przeżył pokazowy proces, a następnie siłą został wydalony z kraju. Na emigracji szczegółowo zanalizował kolejne etapy rosyjskiej rewolucji i wojny domowej. Zmarł w 1956 r. we Francji. W Rosji został skazany na zapomnienie. Dopiero pod koniec lat 90. jego nazwisko zaczęło pojawiać się w życiu publicznym. Zrehabilitowano go w 1992 r. Ze wszystkich jego książek pozycja „Czerwony terror” zyskała największy rozgłos międzynarodowy.

Autor opisuje w niej nie tylko pojedyncze morderstwa, ale i systemowe rzezie dokonywane przez WCzeKę, czyli działającą bez ograniczeń prawnych, skrajnie brutalną i bezwzględną Wszechrosyjską Komisję Nadzwyczajną do Walki z Kontrrewolucją, Spekulacją i Nadużyciami Władzy. Nazwa była też parafrazowana słowami „Wszelakiemu Człowieczeństwu Kaput”. Bolszewicy wprowadzili karę śmierci „jako ogólną karę, której w cywilizowanym państwie nie stosuje się w takich przypadkach”. Czekiści, od których hitlerowcy mogliby co najwyżej się uczyć, rozstrzeliwali ludzi w piwnicach, na podwórkach i w lasach, obciążonych kamieniami wrzucano do rzek i morza. Było to dla nich tak powszednie, że robili to bez zbędnych formalności. Komisja Denikina doliczyła się 1,7 mln ofiar bolszewików tylko w latach 1918–1919.

Dla ludzi o mocnych nerwach

Cała książka Mielgunowa to obrazy niewyobrażalnego bestialstwa i osobom o słabych nerwach radzę nie czytać dalej tej recenzji. Związane ofiary wrzucano do rozpalonych pieców hutniczych. Na jednym ze statków związanych aresztantów kładziono na pokładzie, a potem „obcinali im uszy, nos, usta, przyrodzenie, a niekiedy i ręce, i w takim stanie wyrzucali do wody”. Niejednokrotnie zrywano ofiarom pasy skóry z pleców, skalpowano, zdejmowano z dłoni „rękawiczki”. Żywych ludzi zakopywano w grobach. Rozebrane ofiary wpuszczano do sadu i organizowano na nich polowania. W jednym z więzień „śledczy wsuwał w usta lufy dwóch naganów, muszkami zaczepiał o zęby i wyrywał je wraz z dziąsłem”. W innym przypadku pokryta słomą podłoga miejsca przesłuchania nasączona była krwią zabitych skazańców, ściany podziurawione, „przy dziurkach plamy krwi, przylepione kawałki mózgów i kości czaszki z włosami”. Inne opisy zbrodni są jeszcze bardziej brutalne i makabryczne.

Powszechne były inscenizacje rozstrzelania, by wymusić zeznania. Podczas przesłuchań sadystyczni czekiści znęcali się nad ofiarami: nacinano skórę nożami czy brzytwą, żelaznymi kleszczami gnieciono palce u rąk i nóg, wtykano szpilki pod paznokcie, nagie osoby polewano lodowatą wodą lub wrzątkiem, wyrywano kombinerkami paznokcie, robiono lewatywy z drobno tłuczonego szkła, wkładano nóż na około centymetr w ciało i obracano go w ranie, bito do utraty przytomności po 18 godzin na dobę, łamano kończyny, rozbijano czaszki, przypalano ogniem, wyrywano języki, głowy gnieciono na placek grubości jednego centymetra, na czole wypalano pięcioramienną gwiazdę, na dłonie czy kark lano rozgrzany lak, a gdy ostygł, zrywano go razem ze skórą, gnieciono i wciskano oczy i genitalia, piłowano kości, nadziewano na pal, krzyżowano, kamienowano, rozrywano na pół kołami wyciągarek, opuszczano do kotła z wrzątkiem, żywcem wyciągano żyły, wyrywano włosy i kości policzkowe, kobiety zbiorowo gwałcono.

Czy niektórzy z tych czekistów byli nauczycielami banderowców mordujących polskich rolników na Wołyniu dwie dekady później? Nie oszczędzano nastolatków ani nawet dzieci. „W obecności dzieci rozstrzeliwali ich rodziców i na odwrót, na oczach rodziców rozstrzeliwali dzieci” – czytamy. W obozach koncentracyjnych pod Moskwą w latach 1921–1922 trzymano i głodzono chłopów, w tym ich dzieci w wieku od miesiąca do 16 lat. Za udział w rebeliach czy przejściu przez żołnierza do „białych” aresztowano całe ich rodziny, trzymano w więzieniach jako zakładników, a potem rozstrzeliwano. Znęcano się nad więźniami psychicznie także w ten sposób, że wychodząc z celi, nikt nie wiedział, czy zostanie uwolniony czy też rozstrzelany.

Mit poparcia

To mit, że chłopi popierali władzę bolszewików. Chłopi, dla których rzekomo budowano ten robotniczo-chłopski raj, buntowali się przeciwko despotycznemu reżimowi bolszewików, przeciwko odbieraniu im chleba i w związku z kontrybucjami oraz nadmiernymi podatkami. Majątki chłopskie nie tylko były grabione, ale palono całe wsie wraz z płodami rolnymi. Pozostawionych chłopskich trupów pod karą śmierci nie można było chować, gdyż miały służyć jako ostrzeżenie dla innych. Masowo zsyłano ludzi do obozów. Cała władza w obozach koncentracyjnych składała się z przestępców odsiadujących wyroki w danym obozie. Najczęściej byli to czekiści skazani za kradzieże, wymuszenia, tortury itp. I ci bez żadnej kontroli znęcali się tam nad więzionymi. W takich warunkach kobiety oddawały się za kromkę chleba.

Czekiści mordowali nie tylko z jakiegoś powodu i w wyniku śledztwa. Wystarczającym powodem kary śmierci mogło być… jedzenie mięsa. Niejaki Mizikin powiedział: „Po co komu osądzać? (pochodzenie, edukacja, zatrudnienie itd.). Pójdę do takiego do kuchni, zajrzę do garnka: jeśli jest tam mięso – to wróg narodu! I pod ścianę z takim!”. Rozstrzeliwano ludzi, nie wiedząc nawet czemu i kogo. Niejaki komisarz Goldin stwierdził: „Aby rozstrzelać, nie musimy mieć dowodów ani zeznań, ani podejrzeń. Uważamy za konieczne, to rozstrzelamy i oto cała filozofia”. Wielu ludzi stracono błędnie. Pojawiła się nawet kategoria „oszyboczniki” (pomyleni-pomyłka). Dyktator bolszewicki Włodzimierz Ilicz Lenin osobiście wyraził zgodę na rozstrzelanie w Piotrogrodzie studentów, braci Ganglez, za to tylko, że mieli naszyte pagony. Autor przypomniał też myśl bolszewickiego wodza: „niech zginie 90 procent narodu rosyjskiego. Wystarczy nam jak 10 procent dożyje do światowej rewolucji”.

To jest książka faktograficzna pisana sto lat temu. Do lat 90. była w Rosji zakazana, a w Polsce jest niemal całkowicie nieznana, mimo że była przetłumaczona i wydana w kilku językach zachodnioeuropejskich. Z tego wynika brak świadomości Polaków odnośnie tego, czym był czerwony terror i tego, jak zaczęły się rządy bolszewików. Ogrom zbrodni i bestialstwa opisanego w książce przechodzi wszelkie granice. Nie wszystkie okrucieństwa byłem w stanie tu przytoczyć. Pozycja zdecydowanie przeznaczona jest wyłącznie dla czytelników o stalowych nerwach. Podobno Tomasz Zawadzki, tłumacz, który zrobił przekład, miał koszmary przez pewien czas i budził się zlany potem. Wcale mu się nie dziwię. Książka jest naprawdę bardzo mocna. Można by powiedzieć, że totalnie przerażająca. Jedna ze straszniejszych, jakie czytałem w życiu. Wydawca słusznie napisał na okładce, że to „książka tylko dla ludzi o mocnych nerwach”.

A skąd autor wiedział o bolszewickich zbrodniach? Od nich samych! Oni się nimi chwalili! Dużo tych zbrodni i rozstrzeliwań prof. Siergiej Pietrowicz Mielgunow brał z ówczesnej prasy bolszewickiej. Reszta to ustalenia między innymi Komisji Denikina. Zresztą reprodukcje czarno-białych zdjęć, które znajdują się na końcu książki, pochodzą właśnie z raportów Komisji Denikina. Tymczasem w centrach rosyjskich i białoruskich miast nadal straszą pomniki Lenina…

Siergiej Pietrowicz Mielgunow, „Czerwony terror w Rosji 1918–1923”, Wydawnictwo Magna Polonia, Mysłowice 2024.

Tomasz Cukiernik

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Tomasz Cukiernik
Tomasz Cukiernik
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i wydawca, a z zamiłowania – podróżnik. Ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego oraz studia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Jest autorem książek: Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka (2004) – II wydanie pt. Wolnorynkowa koncepcja państwa (2020), Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa (2005), Socjalizm według Unii (2017), Witajcie w cyrku (2019), Na antypodach wolności (2020), Michalkiewicz. Biografia (2021) oraz współautorem biografii Korwin. Ojciec polskich wolnościowców (2023) i 15 tomów podróżniczej serii Przez Świat. Aktualnie na stałe współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Forum Polskiej Gospodarki” (i z serwisem FPG24.PL) oraz tygodnikiem „Do Rzeczy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA

Można rywalizować z populistami w polityce, ale najlepiej po prostu ograniczyć rolę państwa

Możemy już przeczytać tegoroczny Indeks Autorytarnego Populizmu. Jest to dobrze napisany, pełen informacji raport. Umiejętnie identyfikuje problem, jaki mamy. Ale tu potrzeba więcej. Przede wszystkim takiego działania, które naprawdę rozwiązuje problemy, jakie dostrzegają wyborcy populistycznych partii.
4 MIN CZYTANIA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA

Etapy rozwoju Unii

Niektórzy zarzucają mi, że bez powodu nienawidzę Unii Europejskiej. Albo uważają, że nawet jeśli mam jakiś powód, to nie mam racji, bo przecież Unia jest taka wspaniała i chce wyłącznie naszego dobrobytu. To kompletna nieprawda.
5 MIN CZYTANIA

Sri Lanka nie tylko tuk tukiem

Podczas targów książki w Łodzi, na których odbyła się prapremiera mojej najnowszej książki „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”, jedna z czytelniczek napomknęła, że planuje wyjazd na Sri Lankę. Odpowiedziałem, że właśnie cały styczeń przebywałem w tym kraju i co nieco wiem o wyspie. Kobieta spytała mnie, czy da się tam przeżyć za 20 dolarów. Spytałem, czy ma na myśli jeden dzień, ale po jej minie wywnioskowałem, że chyba myślała o znacznie dłuższym okresie czasu. Stwierdziłem, że jeden dzień jedna osoba może jakoś przeżyć za tę kwotę, ale na pewno nie cała rodzina przez miesiąc.
7 MIN CZYTANIA