Fot. Pixabay

Trzaskowski zdaje się nie pamiętać, że prezydenta w Polsce wybiera się na 5 lat, zatem kandydatów można, a nawet trzeba pytać o sprawy, które z dzisiejszej perspektywy wydają się mało aktualne. Temat euro wraca co jakiś czas w krajowej debacie publicznej i najpewniej w kolejnych latach pojawi się jeszcze nieraz. A że to sprawa istotna par excellance, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Dziwi zatem postawa prezydenta Warszawy, który zdaje się to i podobne pytania zbywać wzruszeniem ramion albo zwykłymi unikami. To o tyle ciekawe, że jeszcze wcale nie tak dawno, bo ledwie niecałe dwa lata temu, ówczesny szef Platformy Obywatelskiej zapowiadał na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej w Finlandii: „Dla Platformy Obywatelskiej dołączenie Polski do strefy euro jest ważnym celem. Po tym, jak odsuniemy od władzy populistów, zaoferujemy polskim obywatelom plan dołączenia do obszaru wspólnej waluty”. Te słowa chyba nie zostały odwołane przez obecnego lidera tego ugrupowania Borysa Budkę.

W Helsinkach deklaracja Schetyny padła na podatny grunt, tego właśnie od Polski oczekuje unijna elita, porzucenia złotego i zastąpienia go wspólnym europejskim pieniądzem. Dlaczego? Bo znaczna część polskiego eksportu to tak naprawdę eksport z Polski, innymi słowy wywóz towarów, które w naszym kraju są jedynie montowane. O ileż wygodniej byłoby zagranicznym firmom działać, gdyby u nas obowiązywało euro, a nie PLN. One mają zobowiązania w euro, za euro sprzedają też swoje produkty. Złoty stanowi w ich modelach biznesowych element ryzyka, którego chętnie by się pozbyły. Tymczasem dla Polski własna waluta to tarcza, która chroni w sytuacjach kryzysowych. Dzięki temu, że mamy własny pieniądz i suwerenną politykę pieniężną, nasz bank centralny może reagować na bieżącą sytuację ekonomiczną w Polsce. To niezwykle ważne narzędzie polityki gospodarczej, także obecnie rola NBP w walce z kryzysem była ogromna.

To głowa państwa wskazuje kandydata na szefa banku centralnego (jest powoływany za zgodą Sejmu) oraz 1/3 składu Rady Polityki Pieniężnej, instytucji odpowiadającej za politykę pieniężną właśnie. Tymczasem Rafał Trzaskowski w tak ważnej sprawie jak zachowanie złotego nie ma wiele do powiedzenia, chowa się za podwójną gardą, jakby ten problem nie był w ogóle istotny. W rzeczywistości jest on bardzo ważny i deklaracja kandydata na prezydenta powinna być w tej materii jasna.