Polska zajmuje trzecie miejsce w Unii Europejskiej pod względem wielkości pogłowia krów mlecznych – za Niemcami i Francją. UE-27 odpowiada z kolei za ponad 26 procent globalnej produkcji mleka. Czyni to z naszego kraju liczącego się dostawcę nie tyko na europejskim, ale także na światowym rynku.

Alexas_Fotos/Pixabay

Wszystko wskazuje na to, że w kolejnych latach unijna produkcja mleka będzie nieprzerwanie rosnąć. Należy poczytywać to za sukces, ponieważ sytuacja ma miejsce przy jednoczesnym spadku pogłowia krów mlecznych w krajach Wspólnoty. Oznacza to znaczne i regularne zwiększanie wydajności stad połączone z wciąż rozwijającym się poziomem technicyzacji gospodarstw. Sytuacja na tym rynku nie jest jednak tak różowa jak pokazują pobieżne statystyki. W ostatnich latach, ze szczególnym wskazaniem na ostatni rok, produkcja mleka to walka o każdy litr tego białego surowca.

Koszty wykańczają rolników

Hodowców bydła mlecznego dotykają te same problemy, z którymi borykać się muszą inni rolnicy. Wciąż rosnące ceny nawozów, które są niezbędne do produkcji paszy dla zwierząt, sprawiają, że koszty karmienia stada przyprawiają gospodarzy o ból głowy. Szalenie wysokie pozostają także ceny energii, gazu, usług weterynaryjnych oraz paliw, które – nawet mimo rządowych programów –tylko w niewielkim stopniu redukują wydatki będące przecież kosztami stałymi każdego gospodarstwa rolnego.

Rosnące ceny mleka tylko w niewielkim stopniu rekompensują rolnikom niespotykane dotąd wydatki. Efektem tej sytuacji jest (o czym niejednokrotnie wspominały największe europejskie organizacje zrzeszające rolników) rezygnacja gospodarzy z produkcji mleka. Część z nich rezygnuje z prowadzenia gospodarstwa, a inni „przerzucają się” na bardziej intratne gałęzie produkcji, głównie na produkcję roślinną, która – w obliczu Zielonego Ładu i ograniczeń w stosowaniu nawozów i środków ochrony roślin oraz wyłączaniu ćwierci areału pod produkcję ekologiczną – wydaje się jednak inwestycją krótkoterminową.

Dobre ceny, ale rachunek na minusie

Ceny mleka uzyskiwane przez europejskich dostawców w ubiegłym roku były niezwykle wysokie. Na nic jednak rolnikom zdała się ta hossa, ponieważ dynamika wzrostu cen kosztów poszczególnych komponentów niezbędnych do produkcji mleka zupełnie zabiła opłacalność produkcji. Mówiąc wprost – na mleku jest dziś naprawdę trudno zarobić. O ile najwięksi rynkowi gracze jakoś radzą sobie na rynku, o tyle mniejsi dostawcy od dłuższego czasu stoją pod ścianą, która ani drgnie.

W grudniu 2021 r. cena mleka w Polsce była najwyższa od roku 2016 i aż o przeszło 16 proc. bardziej korzystna niż w grudniu 2020 r. O ile w naszym kraju zwyżkę uznać należy za znaczną, o tyle w innych krajach mleko osiągało ceny absolutnie rekordowe. W Belgii w grudniu za mleko płacono o niemal 40 proc. więcej niż przed rokiem, na Litwie o 35,5 proc., a na Łotwie o 34,4 proc. I co? I nic. Nawet mimo tak wysokich cen producenci ledwo wiążą koniec z końcem.

Nie tylko na samym mleku dało się zarobić więcej. Znacznie wyższe w styczniu 2022 r. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego były ceny odtłuszczonego mleka w proszku (wzrost o 50,6 proc.), pełnego mleka w proszku (o 54,3 proc.), masła (o 66 proc.), serwatki w proszku (o 49,2 proc.). Wyższe – nawet o ponad 30 proc. były także ceny serów. I to jednak na nic. Podobne zwyżki na zachodzie Europy nie odwiodły rolników od ostentacyjnego wylewania mleka, którego sprzedać po prostu się nie opłacało.

Mleczna mapa świata pustoszeje

W Europie coraz wyższa liczba rolników poważnie rozważa przebranżowienie lub rezygnację z produkcji rolnej, ale nie jest to przypadek odosobniony na rolniczej mapie świata. Podobne problemy odnotowywane są w USA, Nowej Zelandii i Australii, czyli u największych światowych graczy. W samych tylko Stanach Zjednoczonych w latach 1970-2022 liczba gospodarstw produkujących mleko spadła z 648 tysięcy do około… 40 tysięcy. Podobnie sytuacja ma się w Australii i Nowej Zelandii. Nie wpływa to jednak negatywnie na wskaźniki produkcyjne, ponieważ spadek liczby gospodarstw odbywa się przy postępujących procesach konsolidacyjnych i tworzeniu się wielkich mlecznych latyfundiów oraz jednoczesnym zwiększeniu wydajności krów.

Wielcy rynkowi gracze z tych krajów mają znaczącą przewagę nad kulejącymi rolnikami z Unii Europejskiej, którzy w trudnej sytuacji nie mogą liczyć na pomoc instytucji Wspólnoty. Wręcz przeciwnie. Założenia Europejskiego Zielonego Ładu jednoznacznie przełożą się na dalsze osłabianie gospodarstw. Cóż, z jakiegoś powodu Komisja Europejska woli, aby mieszkańcy Starego Kontynentu spożywali nabiał pochodzący spoza kontynentu.

 

Poprzedni artykułOgraniczenie na autostradach do 100 km/h?
Następny artykułAmerykanie wzmocnią bezpieczeństwo energetyczne Polski i Europy?