Rozpędzająca się inflacja zdaje się coraz bardziej niepokoić decydentów. Odświeżane są – w postaci regulacji cen i marż na niektóre towary i usługi – interwencjonistyczne pomysły, które miałyby zahamować podwyżki. Takie zarządzanie antykryzysowe nie znajduje jednak uznania w oczach wielu ekonomistów. Nie tylko bank centralny, ale i rząd mają inne instrumenty, by wygaszać oczekiwania inflacyjne.

anna-shvets/Pexels

Warto przypomnieć, że istnieje coś takiego jak cena urzędowa. Jest to ustalona przez władze maksymalna stawka lub marża, powyżej której nie można handlować danym towarem. Najczęściej bywa narzędziem walki ze spekulacyjnym wzrostem cen, dając o sobie znać szczególnie w okresach kryzysowych. W czasie trwania kryzysu covidowego do towarów, których ceny mogą być regulowane należą szczególnie (ale nie tylko): leki, maski ochronne, rękawiczki jednorazowe, płyny do dezynfekcji oraz inne środki ochrony osobistej dla personelu medycznego.

– Wprowadzenie cen maksymalnych lub marż maksymalnych to propozycje, które można byłoby wykorzystać w sytuacjach kryzysowych. Na razie regulują tę kwestię kontrakty długoterminowe – mówił w zeszłym tygodniu na Forum Rynku Spożywczego i Handlu Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

Idea regulowania cen przez rząd żyje zatem i ma się dobrze. Ceny maksymalne wyznacza w drodze rozporządzenia minister ds. gospodarki w porozumieniu z ministrem ds. zdrowia i ministrem ds. rolnictwa. Muszą być jednak ku temu spełnione określone warunki. Narzędzie to należy do narzędzi interwencjonizmu państwowego i z wolnym rynkiem nie ma nic wspólnego.
– Wyznaczając ceny, władze powinny wziąć pod uwagę ich poziom sprzed okresu zagrożenia epidemicznego, ale także uzasadnione zmiany kosztów produkcji i dystrybucji w firmach – uważa Anastazja Niedzielska-Pitera, radca prawny kancelarii Rödl & Partner.

Nie tylko „akcesoria” epidemiczne

Ceny i marże urzędowe (regulowane) mogą zostać wyznaczone w odniesieniu do towarów lub usług, które – według definicji – mają istotne znaczenie dla ochrony zdrowia i bezpieczeństwa ludzi lub kosztów utrzymania gospodarstw domowych. Tak stanowią zapisy delegacji ustawowej odnoszącej się do Tarczy Antykryzysowej z dnia 2 marca 2020 roku.

Polska delegacja ustawowa dotycząca cen i marż maksymalnych nie jest precyzyjna. Daje władzy naprawdę dużą dowolność w ich ustalaniu. Co to są bowiem produkty i usługi „istotne dla kosztów utrzymania gospodarstw domowych”? Może ich być (i zapewne jest) wiele. Żywność, media dostarczane i środki czystości składają się na podstawowe koszty utrzymania domu. Czemu więc ich nie ograniczyć?

Ceny regulowane były stosowane w okresie PRL. Jak wiemy, nie skończyło się to dobrze. A i tak w ówczesnej rzeczywistości ich wyznaczanie było łatwiejsze, bo państwo centralnie sterujące gospodarką było właścicielem praktycznie całego sektora usługowo-spożywczego.

Dziś nawet bardzo wysokie kary (do pięciu milionów złotych) za naruszenie limitów cen maksymalnych nie zmuszą raczej prywatnych firm do stosowania się do tego rodzaju przepisów. A jeśli nawet częściowo się to uda, w efekcie takiego działania spadnie podaż danych towarów. Rynek ulegnie wykoślawieniu i szybko pojawią się równie drogie lub jeszcze droższe produkty w szarej strefie.
Węgierski rząd zdecydował właśnie o wprowadzeniu maksymalnych cen paliw. Limit ma obowiązywać na razie przez trzy miesiące (informowaliśmy o tym). Rozwiązanie ma w założeniu chronić portfele konsumentów oraz pomóc walczyć z inflacją. Wkrótce przekonamy się, czy węgierskie stacje paliw zejdą z marż, czy też może tak ograniczą podaż, że pojawi się czarny rynek sprzedaży paliwa.

Lepiej tego nie robić

Urzędowe ustalanie cen maksymalnych to drastyczna, desperacka i ostateczna forma interwencji państwa w gospodarkę. Zbyt wysokie mogą spowodować poszukiwanie tańszych i jakościowo gorszych ekwiwalentów towaru czy usługi. Zbyt niskie – wywołać niedobór części towarów na rynku. – Trzeba pamiętać, że w trakcie epidemii ceny rosną z różnych względów, m.in. ze względu na zwiększone koszty surowców lub transportu – zauważa Anastazja Niedzielska-Pitera.

Państwo dysponuje innymi skutecznymi instrumentami, którymi może przeciwdziałać wzrostowi cen zanim rynek się nie uspokoi i sam ich nie wyreguluje. Nie muszą to być nawet narzędzia polityki pieniężnej w postaci zmiany stóp procentowych. W okresie zwiększonego zapotrzebowania na określone towary państwo może zlecić dodatkową produkcję (tym bardziej, gdy jest znaczącym udziałowcem producenta), może też zakontraktować się jako potężny klient, uzyskując tym samym wpływ na cenę. Możliwości jest więcej. Warto może je wypróbować zanim zacznie się urzędowo regulować ceny.