Podatkom w tej kampanii prezydenckiej nie poświęcono zbyt dużo czasu. Co prawda obaj kandydaci odnosili się do tej kwestii w swoich wystąpieniach. Nie krył się jednak za tym żaden głębszy pomysł ani konkretna myśl. Prezydent Duda słusznie zwrócił uwagę, że system podatkowy w Polsce jest zbyt skomplikowany. Z kolei Rafał Trzaskowski obiecywał, że nie podpisze ustaw podnoszących daniny.

fot. Wikipedia

To niezbyt wiele jak na sprawę, która w znacznej mierze warunkuje rozwój gospodarczy w Polsce i znacząco wpływa na ocenę warunków życia w naszym kraju, szczególnie wśród przedsiębiorców. Jedno to diagnoza, że najlepiej nie jest. Drugie to konkretne propozycje, co zrobić aby zastany stan rzeczy zmienić. I tutaj poszukać trzeba rozwiązań.

Przede wszystkim musi być prościej. I aby tak było, nie trzeba za dużego wysiłku. Wśród dostępnych opcji jest stosowanie podatku przychodowego jako alternatywy dla klasycznego opodatkowania dochodu. Obecnie taką możliwość mają do dyspozycji przedsiębiorcy (osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą) rozliczający się w systemie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Aby z niego skorzystać, trzeba jednak spełnić określone warunki, szczególnie zaś nie wolno przekroczyć ustalonego progu przychodów. Wynosi on 250 tys. euro. Miał wzrosnąć do 2 mln euro, taką deklaracją składał premier w zeszłym roku, póki co jest jednak taki, jaka jest.

Warto przypomnieć o tej obietnicy i zachęcić do jej realizacji. Warto także, aby z tej formuły mogły skorzystać spółki kapitałowe jako alternatywy dla opodatkowania na zasadach ogólnych. Nie jestem za obligatoryjnym podatkiem przychodowym dla wszystkich, ponieważ w różnych branżach są różne marże i taka opcja mocno różnicowałaby podatników, ze szkodą dla zasady sprawiedliwości. Ale opcja, jak najbardziej tak! Kto chce, może ją wybrać.

Do tego dochodzi sprawa zachęt inwestycyjnych dla przedsiębiorców. Rząd zapowiedział wprowadzenie estońskiego CIT, czyli odroczonego opodatkowania dochodu spółki do chwili, kiedy wypłaci ona dywidendę. Brzmi świetnie. Tyle, że rozwiązanie to zostało tak okrojone, że nie za bardzo przypomina swój nadbałtycki pierwowzór. To już tradycja: ulgi i preferencje podatkowe są u nas wprowadzone tak, że aby z nich skorzystać, potrzebna jest specjalistyczna wiedza, a i ona nie chroni przed ryzykiem błędu. Może zatem lepiej sobie darować, a jeśli już chce się firmom pomóc, to tak żeby każdy wiedział, kiedy i jak może z danej preferencji skorzystać. I żeby krąg nią objętych był możliwie najszerszy. W przeciwnym razie raczej komplikuje się system, zamiast pomagać biznesowi.

Przedsiębiorstwa funkcjonują obecnie w warunkach podwyższonego ryzyka. To sprawia, że zamiast inwestować, akumulują gotówkę na bankowych kontach. Należy pomyśleć, jak temu zapobiec i zachęcić firmy do tego, aby wydawały ją na rozwój. Poprzez system podatkowy może się to odbyć tak, że wysokość hipotetycznych odsetek – od kapitału własnego przeznaczonego na inwestycje – jakie będzie można odliczyć od przychodu będzie większa od awersji do ryzyka związanego z ponoszeniem nakładów na własny biznes. Do przedsiębiorców powinien pójść jasny komunikat: „Nie akumulujcie, tylko inwestujcie! To się bardziej opłaca”.

Kolejna sprawa to kwota wolna od podatku. Jej podniesienie, jakie miało miejsce kilka lat temu, dotyczy bardzo nielicznego grona i w zasadzie dla zdecydowanej większości podatników nic się nie zmieniło. Podniesienie kwoty wolnej dla wszystkich do poziomu 8 tys. zł to może być impuls odbudowujący optymizm, tak przecież teraz potrzebny. To właśnie pogorszenie nastrojów i niepewność co do przyszłości osłabiło popyt konsumpcyjny, jeden z motorów wzrostu PKB  w ostatnich latach. Warto się z tym problemem zmierzyć. Poza tym zwyczajnie mamy kwotę wolną na dramatycznie niskim poziomie, z wieloma państwami UE nie ma się nawet co porównywać.

No i jeszcze próg podatkowy, niezmieniany od 2009 roku, co sprawia, że wraz ze wzrostem płac nominalnych płacimy coraz wyższe daniny, bo coraz więcej osób przekracza w ciągu roku dochód ok. 85,5 tys. zł (od nadwyżki ponad tę sumę płaci się stawkę 32 proc.). Zatem mimo iż same stawki nie wzrastały, państwo po cichu podnosiło podatki, przynajmniej niektórym.

To oczywiście tylko niektóre z tematów do dyskusji, jeśli chodzi o daniny w Polsce. Jest jeszcze pogmatwany VAT, problem podatkowego wsparcia firm stających w obliczu braku płynności itp. itd. Innymi słowy jest o czym rozmawiać i co zmieniać.