Wbrew temu, co się nam wmawia, dobrobytu nie wybuduje się dzięki demokracji, ale dzięki wolności gospodarczej.

Tomasz Cukiernik

W komentarzu do jednego z moich artykułów internauta napisał m.in. takie słowa: „Gospodarka kraju zależy od skomplikowanego konglomeratu różnych czynników, nawet tak wydawałoby się nieistotnych, jak tradycje narodowe, religia, położenie geograficzne i wiele innych, a nie tylko od teorii wygłaszanych przez międzynarodowe autorytety. Jak rozwijają się państwa autokratyczne w ustroju totalitarnym? Różnie; np. Chiny, Korea Północna i wiele innych. Nie zawsze największe sukcesy odnoszą państwa o największej wolności gospodarczej i społecznej. Można nawet twierdzić, że nadmiar demokracji szkodzi tym krajom w otoczeniu, gdzie demokracji jest mniej. W gospodarce jak w sporcie, jest wiele czynników wpływających na sukces obywatel i państwa”.

Odpisałem mu, że zgadzam się z tym, iż gospodarka kraju zależy od skomplikowanego konglomeratu różnych czynników. Ale czasami odwrotnie, niż by się myślało! Jednym z takich czynników może być nadmiar lub brak surowców naturalnych. Czy pierwsza opcja powoduje automatycznie bogactwo, a druga automatycznie ubóstwo? Nie! Niejednokrotnie państwa bez surowców stają się potęgami gospodarczymi, jak Japonia czy Hongkong, a dla innych państw surowce mogą być kulą u nogi, kiedy władze nie pozwalają ich właściwie wykorzystać – tak jest w przypadku węgla w Polsce. Dlatego należy odróżnić ustrój gospodarczy (wolny rynek, interwencjonizm państwowy, korporacjonizm itd.) od ustroju politycznego (demokracja, autorytaryzm, totalitaryzm). Rozwój gospodarczy następuje nie dzięki demokracji, ale dzięki wolności gospodarczej. Z kolei stagnacja jest efektem nie rządów autorytarnych czy totalitarnych, ale wynika raczej z interwencjonizmu państwowego, realizowanego niezależnie od ustroju politycznego. To ustrój gospodarczy, a nie polityczny determinuje dobrobyt lub jego brak.

Biorąc pod uwagę gospodarkę, mamy zarówno dobrze rządzone państwa demokratyczne, np. Szwajcaria, USA czy Estonia, jak i źle rządzone państwa demokratyczne, np. Indie, Grecja czy Ukraina. Mamy źle rządzone państwa totalitarne, np. ZSRR, PRL, Korea Północna czy Kuba i dobrze rządzone państwa autorytarne, jak np. Chile za gen. Augusto Pinocheta, Tajwan, Korea Południowa czy Singapur. Okazuje się, że nawet międzynarodowa izolacja jakiegoś państwa niekoniecznie musi oznaczać, że czeka je stagnacja gospodarcza, pod warunkiem jednak, że kraj ten dobrze się prowadzi. Przykładem na to jest choćby wspomniany Tajwan (ostatnio stosunki dyplomatyczne z Tajwanem zerwała Nikaragua, co jeszcze bardziej zawęziło niewielkie grono państw utrzymujących oficjalne relacje dyplomatyczne z Tajpej) czy RPA za czasów apartheidu.

Najlepiej porównać podzielone narody, gdzie wprowadzono wolność gospodarczą lub jej zaprzeczenie. Niemiecka Republika Federalna stała się trzecią potęgą gospodarczą świata, a Niemiecka Republika Demokratyczna krajem biednym. W 1989 r. Niemcy Zachodnie były cztery razy bogatsze niż Niemcy Wschodnie. Aktualnie PKB na osobę w kapitalistycznej Korei Południowej jest ok. 20 razy (!) wyższy niż w komunistycznej Korei Północnej. Chociaż po kilkunastu latach szybkiego rozwoju związanego z wprowadzeniem w 1979 r. prorynkowych reform PKB Chin znacząco się podniósł, to w 2004 r. nadal był niski (ok. 4,3 tys. dolarów na osobę) i nie dorównywał krajom, które wcześniej postawiły na wolność gospodarczą: Tajwanowi (17,2 tys. dolarów na osobę) czy tym bardziej Hongkongowi (25 tys. dolarów na osobę) i Singapurowi (24,7 tys. dolarów na osobę), krajom zamieszkanym również przez Chińczyków. Warto przyjrzeć się także dwóm państwom Ameryki Łacińskiej mającym podobne uwarunkowania historyczne i kulturowe – Chile i Kubie. W pierwszym z nich mimo niekorzystnego położenia geograficznego (długi pas wybrzeża między Oceanem Spokojnym a Andami, częste trzęsienia ziemi), a dzięki reformom wolnorynkowym osiągnięto stosunkowo wysoki PKB, podczas gdy kwitnącą przed przewrotem Kubę zamieniono w komunistycznym skansen.

Każda gospodarka marnotrawi zasoby i pracę ludzi. Chodzi o to, by skala tego marnotrawstwa była jak najmniejsza. Tym samym gospodarka będzie bardziej efektywna, a wtedy dobrobyt będzie większy. A skąd się to marnotrawstwo bierze? Otóż im więcej socjalizmu, interwencjonizmu państwowego, etatyzmu, wtrącania się państwa do gospodarki, wydatków publicznych, tym większa skala marnotrawstwa (w tym także korupcji i złodziejstwa) i w efekcie tym biedniejsze jest społeczeństwo.

Jednym słowem, to wolność gospodarcza sprawia, że państwo szybciej się rozwija. Jak w książce „Zasady ekonomii rynkowej” zauważa prof. Witold Kwaśnicki z Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, „widać wyraźną korelację pomiędzy atmosferą wolności gospodarczej a rozwojem gospodarczym. W krajach o dużych swobodach robienia interesów wzrost gospodarczy utrzymuje się na wysokim poziomie w długim okresie, natomiast tam, gdzie ogranicza się swobodę, próbuje ręcznie sterować gospodarką, wzrost gospodarczy jest minimalny, a w wielu przypadkach obserwuje się nawet regres gospodarczy. (…) Heritage Foundation podkreśla, że gospodarki, które w latach 1980–1993 zostały uznane za najbardziej wolne, uzyskały też najwyższy wzrost gospodarczy – średnio 2,9 proc., gospodarki raczej wolne miały wzrost na poziomie 1 proc., te o ograniczonej wolności uzyskały średni wzrost 0,3 proc., natomiast gospodarki najbardziej represyjne wykazywały ujemny wzrost gospodarczy średnio o 1,4 proc. rocznie”.

Według Indeksu Wolności Ekonomicznej Heritage Foundation aktualnie pięć najbardziej wolnych gospodarek świata to w kolejności: Singapur, Nowa Zelandia, Australia, Szwajcaria i Irlandia. Ich realny PKB na osobę wynosi pomiędzy 42,4 tys. dolarów a 93,4 tys. dolarów. Z kolei pięć najbardziej zniewolonych gospodarek według tego rankingu to: Korea Północna, Wenezuela, Kuba, Sudan i Zimbabwe. Ich PKB na osobę mieści się w granicach 1,7 tys. i 12 tys. dolarów. Średnio wychodzi, że gospodarki wolne są niemal dziesięć razy bogatsze niż te zniewolone.

Natomiast najważniejszym miernikiem wskazującym na wolność gospodarczą lub jej brak jest wysokość wydatków publicznych w relacji do PKB. Korelacja jest wyraźna. Historia gospodarcza pokazuje jednoznacznie, że im wyższe wydatki publiczne, tym mniej wolności gospodarczej i słabszy wzrost dobrobytu. Po zbadaniu w 23 krajach OECD w latach 1960–1996 zależności między udziałem wydatków publicznych w PKB a średnim wzrostem gospodarczym okazało się, że wysokość wzrostu gospodarczego maleje wraz ze wzrostem tych wydatków.

Tymczasem zarówno unijny Fundusz Odbudowy, jak i Krajowy Plan Odbudowy oraz Polski Ład doprowadzą do gwałtownego wzrostu wydatków publicznych, a tym samym większej władzy polityków i urzędników nad gospodarką. To nie przyniesie nam bogactwa. Unia Europejska, w tym Polska, nadal będzie stopniowo traciła międzynarodowe znaczenie, a ludziom będzie się żyło coraz gorzej. Bo choć demokracja nadal będzie zachowana (przynajmniej pozornie), to wolności gospodarczej będzie coraz mniej.

Tomasz Cukiernik