Fabrice Leggeri, dyrektor unijnej agencji granicznej Frontex, zrezygnował ze stanowiska po przeprowadzeniu dochodzenia przez unijną agencję ds. zwalczania nadużyć finansowych.

Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) bada oskarżenia przeciwko Frontexowi od ponad roku i obecnie przygotowuje ostateczne wnioski. Śledczy przedstawili już pierwszą część raportu, z którego wynika, że agencja naruszyła wewnętrzne zasady mające na celu ochronę praw człowieka i że kierownictwo wyższego szczebla wiedziało o naruszeniach.

Leggeriemu zarzucono „nieprzestrzeganie procedur, brak lojalności wobec Unii Europejskiej oraz złe zarządzanie personalne”. Frontex był oskarżany o chaotyczny proces rekrutacji, w którym stanowiska pracy zostały nagle anulowane, a oferty pracy zostały nagle wycofane. Pracownicy mieli być także nękani i niewłaściwie traktowani w siedzibie agencji. Z drugiej strony Leggeri mianował do swojego gabinetu 63 osoby, ponaddwukrotnie więcej niż pracuje w gabinecie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Ponadto ze strony organizacji pozarządowych pojawiały się oskarżenia pod adresem Francuza dotyczące praktyk nielegalnego wydalania imigrantów. Co ważniejsze, we Frontexie miało dojść do niewłaściwego wykorzystania funduszy unijnych.

OLAF wezwał do podjęcia działań dyscyplinarnych przeciwko Leggeriemu i dwóm innym urzędnikom Frontexu. Kierujący agencją od 2015 r. Francuz został oskarżony o ukrywanie naruszeń praw człowieka.

W 2015 r. Frontex z mało znaczącej agencji unijnej został przekształcony w centralny punkt unijnej polityki kontroli granic. Przywódcy UE zdecydowali o zwiększeniu uprawnień, personelu i pieniędzy agencji mającej swoją siedzibę w Warszawie. Do 2027 r. Frontex ma mieć 10 tys. strażników granicznych i przybrzeżnych, a jego budżet od czasu utworzenia w 2006 r. wzrósł już ponad 19-krotnie.

Poprzedni artykułRenault sprzeda Rosji fabrykę za… 1 rubla!
Następny artykułBardziej historia niż teraźniejszość, a już na pewno nie przyszłość