Dziesięć biblijnych plag zostało zrzuconych na Egipt przez Boga. Aktualny rząd własnymi plagami uderza zarówno w gospodarkę, jak i całe polskie społeczeństwo.

Tomasz Cukiernik

1. Lockdown

Problemem dla polskiej gospodarki nie była pandemia koronawirusa, ale to, co rząd zastosował przeciwko niej. Najpierw przymusowo – wbrew logice i samym zainteresowanym – zamknięto przedsiębiorstwa pod pretekstem walki z wirusem. To spowodowało, że wiele szczególnie małych i średnich firm znalazło się w katastrofalnej sytuacji gospodarczej. Nie mogły prowadzić działalności, a jednocześnie musiały regulować swoje zobowiązania. Wiele z nich nie przetrwało tego eksperymentu. Potem dołożono do tego tzw. tarczę antykryzysową, która w zamyśle miała pomóc firmom, a wpompowaniem do gospodarki pustego pieniądza doprowadziła do inflacji, z którą teraz musimy się zmagać.

2. Sankcje

Po rosyjskiej agresji na Ukrainę polskie władze były pionierem i głównym napędowym wprowadzenia jak najostrzejszych sankcji przeciwko Rosji. W rzeczywistości okazały się one sankcjami nie przeciwko Moskwie i wojny nie wstrzymały, ale przeciwko polskiej i całej unijnej gospodarce uzależnionej od rosyjskich surowców. Wywołało to niespotykane nigdy wcześniej w historii wzrosty cen paliw, gazu ziemnego i węgla kamiennego z powodu ich braków na rynku. To z kolei doprowadziło do gigantycznych wzrostów cen energii elektrycznej i ciepła.

3. Inflacja

Inflacja została wywołana dodrukiem pieniądza na tzw. tarcze antykryzysowe. Dr Juan Castañeda, dyrektor Institute of International Monetary Research, ekonomista z Uniwersytetu Buckingham, w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” jasno wyjaśnił, że główną przyczyną inflacji jest polityka pieniężna. Pojawia się ona, gdy decydenci zaburzają proporcje pomiędzy ogólną podażą pieniądza w gospodarce a ilością dostępnych dóbr i usług na niekorzyść tych ostatnich. – Negatywne szoki podażowe związane z COVID-19 razem z polityką pieniężną oraz fiskalną na poziomie państw narodowych stworzyły doskonałe warunki do pojawienia się inflacji – dodał dr Castañeda. Z kolei jak mówił noblista z ekonomii Milton Friedman, „inflacja jest tą formą podatku, którą można nałożyć bez ustawy”. Właśnie dlatego jest to sytuacja bardzo korzystna z fiskalnego punktu widzenia. Według wyliczeń Ministerstwa Finansów każdy punkt procentowy inflacji to 4,7 mld zł więcej w państwowej kasie. Przy aktualnej ponad 17-procentowej inflacji daje to państwu dodatkowe 80 mld zł w skali roku. Co więcej, zgodnie z efektem Cantillona rząd jest pierwszym, do którego trafiają dodrukowane pieniądze, zanim jeszcze stracą na wartości. Konsumenci są na końcu tego „łańcucha pokarmowego” i tracą najwięcej.

4. Własność publiczna

To, że własność publiczna nie jest optymalną formą własności, pokazały nie tylko czasy Polski Ludowej. Również doświadczenia państw na całym świecie i III RP w sposób jednoznaczny udowodniły, że własność państwowa czy komunalna nie sprawdza się. Prywatne firmy rozwijają się, bogacą i budują dobrobyt, a państwowe koleje, kopalnie, szkoły i szpitale generują głównie zadłużenie. A to dlatego, że właściciel prywatny dba o swoją własność, a urzędnik – nie. Pamiętamy szokujące słowa wicepremiera Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych, o tym, że musimy wspierać własność państwową w polskiej gospodarce i ją rozszerzać. W ramach realizacji tego postulatu upaństwowiono branżę ratownictwa medycznego i utworzono Krajową Grupę Spożywczą. Rząd zdecydował też, by handlem węglem zajęły się samorządy. A ostatnio prezes Jarosław Kaczyński straszył, że sieć sklepów Żabka mogłaby zostać odkupiona od właściciela. Rząd to robi, by mieć większą władzę oraz by móc korzystać z państwowych fruktów, czyli obsadzać polityków na wysoko płatnych posadach bez odpowiedzialności.

5. Państwowe inwestycje

Również państwowe inwestycje nie są optymalnym rozwiązaniem. Od lat państwo nie jest w stanie rozpocząć budowy elektrowni jądrowej, a spółki, które miały je budować, grube miliony wydawały na pensje swoich pracowników już za rządów Donalda Tuska. Niezdecydowani politycy PiS najpierw (słusznie) zdecydowali o budowie nowoczesnego bloku energetycznego na węgiel Ostrołęka C, a potem doszli do wniosku, że jednak inwestycję o wartości 1,3 mld zł należy zniszczyć. Państwowe kopalnie węgla są totalnie niedoinwestowane. Przekop Mierzei Wiślanej kosztował znacznie więcej (2 mld zł), niż pierwotnie planowano (880 mln zł), podobnie jak stadiony i autostrady Tuska. Mijają też lata, a obiecanych przez premiera Mateusza Morawieckiego państwowych samochodów elektrycznych ani mieszkań dla ubogich jak nie było, tak nie ma. To i lepiej. Fatalne skutki dla gospodarki będą miały państwowe inwestycje z KPO. Mimo to prezes Jarosław Kaczyński nadal uważa, że państwowe inwestycje to coś dobrego. – Państwo musi być czynne w gospodarce. Muszą być wielkie inwestycje państwowe i wielkie przedsięwzięcia zmierzające do tworzenia potężnych podmiotów gospodarczych. My to robimy – mówił, podkreślając, że państwo musi być obecne w gospodarce i w nią inwestować.

6. Biurokracja

Gigantyczny rozrost biurokracji nastąpił wraz z utworzeniem przez premiera Jerzego Buzka trzech szczebli samorządu. Obecny rząd idzie w tym samym kierunku. Co chwilę tworzy nowe fundusze, agencje i instytuty, które drogo kosztują podatników, ale generują miejsca do obsadzenia przez swoich. Na przykład dziennikarze „Super Expressu” ustalili, że w 2023 r. na działalność Instytutu Spraw Wojennych zostanie przeznaczonych 17,5 mln zł, jego dyrektor zarabia 19 tys. zł miesięcznie, wicedyrektorzy 16 tys. zł, a średnia pensja kierowników wynosi 14,1 tys. zł. Pod wpływem unijnych rozwiązań pojawiają się takie twory, jak Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (aktualnie Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej) – do rozdawania dotacji unijnych czy Ministerstwo Klimatu. To ostatnie to tak jakby utworzyć ministerstwo od wschodów i zachodów słońca. Mało kto słyszał o istnieniu Funduszu Edukacji Finansowej. A płacić na niego musi.

7. Rozdawnictwo

Przekleństwem szczególnie tego rządu jest masowe i ciągle rozszerzane kolejnych programów rozdawniczych ku uciesze ludu. Zaczęło się od 500 Plus. Potem było 300 Plus, bon turystyczny, Mieszkanie Plus, 13, 14, 15 emerytura, dopłaty do węgla, tarcza antykryzysowa dla firm. Do tego dochodzą nowe pomysły jak Dekoder Plus czy bon w wysokości 2500 zł na zakup sprzętu AGD. Budżet państwa na rok 2023 jest rekordowy. Wydatki zostały zaplanowane na oszałamiającym poziomie 669,4 mld zł. Tymczasem rozdawnictwo jest niemoralne. Jak mówiła nieodżałowana premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”.

8. Nadmierny fiskalizm

Aby móc sfinansować te państwowe inwestycje, rozbudowywaną ciągle biurokrację i rosnące rozdawnictwo, konieczne są coraz większe wpływy podatkowe. Dlatego rząd wprowadził i podniósł kilkadziesiąt różnych podatków i opłat (podobnie zresztą robił poprzedni rząd PO-PSL). Na przykład podatek bankowy, danina solidarnościowa, podatek cukrowy, podatek od plastiku (unijny), podatek od deszczu, opłata mocowa, opłata OZE, akcyza od alkoholu i od papierosów, składki na ZUS, brak możliwości odliczenia składki zdrowotnej czy mandaty drogowe. Najnowsze pomysły to podatek od nadmiernych zysków i podatki od właścicieli mieszkań. Tymczasem nadmierny fiskalizm ma fatalny wpływ na gospodarkę i poziom życia ludzi, bo większą część tworzonego bogactwa przesuwa z sektora prywatnego do sektora publicznego. Ludzie mają coraz mniej pieniędzy, aby je wydawać na własne potrzeby, a państwo ma coraz więcej, by wydawać na cudze. A to najgorszy sposób wydawania pieniędzy – najmniej efektywny i najbardziej marnotrawny.

9. Interwencjonizm

Tak jak i poprzednie rządy obecny również chce uregulować wszystko, co się rusza i nie ucieka na drzewo. Totalnie przeregulowana jest energetyka, dlatego działa tak źle. Regulowanych jest coraz więcej cen. Już nawet częściej niż raz do roku podnoszona jest płaca minimalna. Regulowane są kolejne zawody, jak np. księgowy. Ostatnio Ministerstwo Finansów przygotowało nowe obowiązki dla dostawców usług finansowania społecznego. Tymczasem ingerencja państwa w gospodarkę może przynieść tylko negatywne skutki. Wszystko bowiem idzie w takim kierunku, by właściciel miał coraz mniej do powiedzenia we własnej firmie, a zamiast niego rządził nią urzędnik. W razie niedostosowania się właścicielowi zostaną przysolone takie kary, że już się nie podniesie.

10. Zgoda na unijne pomysły

Jeszcze jeden grzech rządu to bezrefleksyjna zgoda na wszelkie absurdy podsuwane do podpisu przez eurokratów. PiS z jednej strony oficjalnie krytykuje Unię Europejską, a z drugiej podpisuje eurocyrografy, jak ten dotyczący Fit for 55 czy odnośnie tzw. Funduszu Odbudowy, który wprowadza unijne podatki i uwspólnotawia zadłużenie krajów członkowskich. Polskie władze cały czas wdrażają i realizują szkodliwe dla nas unijne prawo, np. podnoszą akcyzę, wdrożyły RODO czy BDO. Dlaczego nie wycofują Polski z absurdalnego ETS-u, który zmusza polskie firmy do kupowania uprawnień do emisji dwutlenku węgla?

Te wszystkie plagi – fundowane nam przez rządzących – hamują rozwój polskiej gospodarki i wzrost dobrobytu. To dlatego nie jesteśmy w stanie dogonić poziomem życia państw Zachodu.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułChcesz być na bieżąco z polskim prawem? Czytaj co dzień 113 stron dokumentów
Następny artykułNadal nie ma szczegółów dotyczących nowego podatku od nadzwyczajnych zysków