Embargo na import węgla z Rosji oznacza przede wszystkim wzrost kosztów ogrzewania zarówno dla polskiej gospodarki, jak i dla gospodarstw domowych. Trzeba sobie to powiedzieć wprost. Ale ważniejsze jest, dlaczego w ogóle bogata w węgiel Polska importuje ten surowiec?

Tomasz Cukiernik

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, który – jak stwierdził premier Mateusz Morawiecki – jest „najbardziej radykalnym planem odejścia od rosyjskiej ropy, gazu i węgla w Europie”. Już w kwietniu lub maju tego roku Polska ma całkowicie zrezygnować z importu rosyjskiego węgla.

Dlaczego w ogóle bogata w węgiel Polska importuje ten surowiec? Główne przyczyny są dwie. Po pierwsze, unijna polityka energetyczno-klimatyczna wymusza zamykanie kopalni węgla, a energetyka, ciepłownictwo i gospodarstwa domowe nadal go potrzebują. Import po części zastępuje węgiel krajowy. Po drugie, w wyniku braku prywatyzacji i reform państwowego górnictwa ten sektor gospodarki niewiele zmienił się od czasów sprzed tzw. transformacji ustrojowej. Pozostaje swego rodzaju nieefektywnym, nadmiernie uzwiązkowionym i źle zarządzanym skansenem. W rezultacie przed wojną na Ukrainie opłacało się importować węgiel, w tym rosyjski, ponieważ był on po prostu tańszy.

Jeszcze w 1990 r. polskie kopalnie wydobyły 148 mln ton węgla kamiennego oraz 67,6 mln ton węgla brunatnego. Ten drugi nie jest przedmiotem handlu zagranicznego, więc nie ma potrzeby omawiać sytuacji z nim związanej, choć można zaznaczyć, że przez 2,5 dekady jego wydobycie kształtowało się na poziomie ok. 60 mln ton rocznie i zaczęło spadać dopiero w ostatnich latach. Jeśli natomiast chodzi o węgiel kamienny, to jego wydobycie zmniejsza się systematycznie wraz z zamykaniem kolejnych kopalni. W 2021 r. polskie zakłady górnicze wydobyły 55 mln ton węgla kamiennego. To zaledwie 37 proc. tego, co w roku 1990. Warto podkreślić, że do tej pory zlikwidowano około 2/3 polskiego górnictwa.

– Cały projekt ochrony klimatu i Zielonego Ładu forsowany przez Niemcy i elity europejskie na kilometr śmierdzi ruską intrygą i to od 30 lat. Zielona ideologia suflowana z Moskwy plus ogromna korupcja zachodnich elit politycznych przez sowiecki jurgielt doprowadziła do tego, że kraj, który posiada zasoby węgla na 200–300 lat (58 mld ton zasobów bilansowych, w tym 22 mld ton w złożach zagospodarowanych) nie jest w stanie zaspokoić rocznego zapotrzebowania na poziomie 75 mln ton! To jest skala degrengolady polskiego przemysłu węglowego – ocenia Tomasz Skóra, wieloletni prywatny przedsiębiorca z branży górniczej.

Przez długi czas import węgla przez Polskę był minimalny (np. 1,5 mln ton w 2000 r.). Potem jednak z wymienionych wyżej powodów została do tego zmuszona. W latach 2000–2018 przywóz tego surowca zza granicy zwiększył się o 1200 proc. Później nieco spadł. Najważniejszym kierunkiem importowym stała się Rosja. O ile jednak energetyka w niewielkim stopniu zależna jest od rosyjskiego węgla, o tyle inaczej sprawa ma się z ciepłowniami i gospodarstwami domowymi. Zakaz importu rosyjskiego węgla spowoduje podniesienie cen energii elektrycznej i ciepła, ale uderzy też w środowisko, ponieważ w porównaniu z polskim surowcem rosyjski cechuje się niższą zawartością siarki (chyba że zostanie zastąpiony przywozem z innych kierunków).

Rekordowy import rosyjskiego węgla Polska zanotowała w 2018 r. – ponad 13 mln ton. W kolejnych latach wartość ta spadała – do prawie 8,3 mln ton w zeszłym roku. W 2021 r. do Polski zaimportowano ogółem 12,55 mln ton węgla kamiennego. Oznacza to, że import to 23 proc. w relacji do poziomu wydobycia, a przywóz z Rosji stanowił w 2021 r. 66 proc. całego importu tego surowca. Przywozem węgla do Polski zajmują się nie koncerny energetyczne, które korzystają głównie z surowca polskiego, ale firmy prywatne na potrzeby prywatnych podmiotów. Zakaz importu uderzy w te podmioty. Co więcej, nadgorliwość polskiego rządu w tym wypadku nie jest dobra także dlatego, że Polska pozbyła się na rzecz Unii Europejskiej kompetencji w handlu międzynarodowym i Warszawa, wprowadzając embargo, narusza unijne prawo, narażając się na kolejne konsekwencje prawne ze strony Brukseli.

Rezygnując z rosyjskiego węgla, powstanie luka na poziomie około 8 mln ton węgla rocznie. Jaki będzie tego skutek? Przed wybuchem wojny na Ukrainie tona węgla na rynkach światowych kosztowała około 150 dolarów. Po wybuchu wojny sięgnęła rekordowej kwoty 450 dolarów. Potem spadła do dzisiejszych około 270 dolarów. To i tak cena niemal dwa razy wyższa niż ta sprzed wojny.

– Czeka nas ogromny wzrost kosztów ogrzewania. W ubiegłym sezonie ciepłowniczym ceny dla ciepłowni węgla z importu wynosiły około 100 dolarów. Na dzisiaj już wynoszą około 200 dolarów na granicy z Białorusią. A co będzie po ogłoszeniu embarga? – zastanawia się Skóra. Aktualnie cena polskiego węgla jest niższa niż cena światowa, ale z oczywistych względów spółki węglowe będą dążyły do jej podwyższania.

Rezultat realizacji polityki unijnej i niemocy w reformowaniu polskiego górnictwa to nie tylko braki węgla i wysokie ceny energii elektrycznej oraz ciepła. To przede wszystkim utrata bezpieczeństwa energetycznego, które przez dekady zapewniał Polsce właśnie węgiel. W imię wybujałych fantazji eurokratów o OZE jesteśmy coraz bardziej uzależnieni od importu energii i surowców. Co więcej, wzrost cen energii elektrycznej i ciepła oznacza coraz wyższe koszty dla całej gospodarki, która przez to staje się coraz mniej konkurencyjna.

Tymczasem Polska ma olbrzymie zasoby zarówno węgla kamiennego, jak i węgla brunatnego, z których mogłaby korzystać nie do 2049 r., jak planuje rząd PiS, ale przez co najmniej 200 lat! To do prywatnego właściciela, a nie polityka, powinna należeć decyzja, czy zamknąć kopalnię. W tym kontekście słuszny jest postulat polityków Konfederacji, którzy uważają, że polski rząd powinien odejść od unijnej polityki klimatycznej, Europejskiego Zielonego Ładu i pakietu Fit for 55 oraz zwiększyć wydobycie polskiego węgla. Niektóre spółki węglowe już zapowiedziały wstrzymanie planowanego zmniejszenia eksploatacji górniczej. Oczywiście by było możliwe zwiększenie pozyskiwania surowca, potrzebne są inwestycje w złoża, a tych nie da się zrobić z dnia na dzień i też są kosztowne. Równocześnie należałoby całe górnictwo sprywatyzować, maksymalnie zderegulować i odfiskalizować, aby w ten sposób znacznie obniżyć koszt wydobycia węgla.

Stalibyśmy się na powrót bezpieczni energetycznie, a na dodatek byłoby to korzystne dla gospodarki, która miałaby dostęp do taniej energii elektrycznej i ciepła, a przez to stałaby się bardziej konkurencyjna. Realizowanie europolityki zapędziło nas w kozi róg. Na życzenie Unii Europejskiej polski rząd niszczy wielkie bogactwo po to, by utracić bezpieczeństwo oraz niezależność energetyczną i by Polacy żyli w nędzy. No ale na konkurencyjności polskiej gospodarki eurokratom szczególnie nie zależy i wszelkie ewentualne decyzje w tym kierunku będą torpedować z całą siłą. Dlatego powinniśmy mieć na uwadze przede wszystkim własny interes – jak to robią Niemcy czy Francja – a nie unijny czy ukraiński bez myślenia o kosztach.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułHiszpania i Holandia apelują o zmianę unijnych reguł fiskalnych
Następny artykułRośnie konkurencja w polskim e-handlu