Fot. Pixabay

Nie wdając się w prawne zawiłości tego orzeczenia, przyznać trzeba, że siła jego rażenia jest ogromna. FTK wprost nie podważył mandatu EBC do przeprowadzania interwencji na wtórnym rynku długu publicznego, niemniej uznał, że działania takie były nieproporcjonalne do celu, jaki chciano osiągnąć. Zażądał przy tym dodatkowego uargumentowania podjętych przez Radę Prezesów Europejskiego Banku Centralnego działań. Powołanie się na zasadę proporcjonalności daje szansę na wyjście z zaistniałego pata. Wiele wskazuje na to, że bardziej dogłębna argumentacja uzasadniająca działania EBC się pojawi. W przeciwnym wypadku Bundesbank nie mógłby uczestniczyć w tego typu programach.

Koniec luzowania ilościowego?

To byłby poważny cios w unijną walką ze skutkami pandemii koronawirusa. Chociaż wyrok FTK nie obejmuje uruchomionego w marcu nowego programu skupu aktywów znanego jako Pandemic Emergency Purchase Programme (PEPP), to jednak jego założenia są bardzo podobne do tego podważonego przez trybunał z Karlsruhe. Trudno sobie zatem wyobrazić sytuację, w której w przestrzeni prawnej funkcjonuje wyrok negujący udział w Niemiec w mechanizmie z 2015 roku, a jednocześnie Bundesbank uczestniczy w nowym programie skupu obligacji.

W okolicznościach sprzeciwu Berlina powraca dyskusja o to, jakie są granice działań EBC. Dotąd Niemcy jedynie kręcili nosem, wskazując na ekonomiczne zagrożenia związane z luzowaniem ilościowym banku, który ma siedzibę we Frankfurcie. Te obawy w swoim raporcie z 2019 roku zdawał się podzielać sam EBC, przekazując, że ekspansywna polityka monetarna i związane z nią ujemne stopy procentowe rodzą dla sektora bankowego poważne problemy. Wzrasta również ryzyko bańki na rynku nieruchomości, firmy są także skłonne do działań bardziej ryzykownych, korzystając z niemal darmowego finansowania. Nie brakowało także głosów, że taka polityka EBC stwarza zachęty do zadłużania się przez te kraje, które czym prędzej powinny wychodzić z długów.

Problem dla południa

Nie ma co ukrywać, że dawało to możliwość finansowania swoich potrzeb pożyczkowych dla państw z nie najlepszą sytuacją fiskalną. Popyt na ich dług zapewniany przez EBC stymulował rynki do inwestowania w te papiery, nawet przy ujemnej rentowności! Korzystały na tym głównie zadłużone po uszy kraje południa. Niemcy natomiast zagryzały zęby, szef Bundesbanku Jens Weidmann domagał się zaś podania daty zakończenia skupu obligacji.

Obecnie jednak sprawy zaszły znacznie dalej. To już nie tylko polemika o charakterze ekonomicznym. To poważny spór prawny z głębokimi skutkami. Wspomniany wcześniej PEPP wart jest aż 750 miliardów euro. Ta gigantyczna kwota miała pokazać rozmach, z jakim Unia reaguje na zaistniały kryzys. Nie należy zapominać, że nie chodzi o żadną darowiznę czy dotację. Jednak sam fakt, że emisja obligacji jest w pewnym sensie objęta gwarancją Europejskiego Banku Centralnego, dawał poważny oddech finansowy dla największych dłużników Eurolandu. Teraz trzeba postawić tutaj duży znak zapytania.

Co dalej ze strefą euro?

Wyrok FTK nie przysłuży się także strefie euro jako takiej. Obszar wspólnej waluty od lat toczy głęboki podział. Euroland nie poradził sobie dotąd z kryzysem zadłużenia niektórych swoich członków. Próby narzucania restrykcyjnej polityki fiskalnej krajom z największym długiem publicznym kończą się przeważnie przewlekłym marazmem gospodarczym. Strefa euro nie ma własnego budżetu, a więc brak jej narzędzi do interwencji, kiedy już wyczerpują się możliwości Europejskiego Banku Centralnego. Próby powołania wspólnego budżetu z prawdziwego zdarzenia kończą się fiaskiem, nie chcą tego m.in. Niemcy. Obawiają się, że skutkiem będzie uwspólnotowienie długów, a więc obciążenie nimi niemieckich podatników. Stąd też sprzeciw naszych zachodnich sąsiadów wobec tzw. koronaobligacji.

W tych okolicznościach wraca pytanie, które pojawić się może przynajmniej w niektórych stolicach państw należących do Eurolandu: czy obecność w strefie ma jeszcze sens? Wyrok FTK wzmocnić może głosy tych, którzy mają na nie negatywną odpowiedź.