W otoczeniu o tak niskiej stabilności prawa nie ma sensu inwestować, próbuje się jedynie przetrwać. Nie można też mówić o żadnych nowych firmach, bo jedynie nałogowy hazardzista rzucałby się w wir takiej niewiadomej. Tylko stabilność prawa i odpowiednie vacatio legis mogą odwrócić ten trend!

The Voice of Business. Fot. Instytut Libertatis

„Nowe zawsze jest lepsze” – mogłaby to być maksyma większości polityków. Niemal każdy, wchodząc do parlamentu, chce zaproponować coś od siebie. Nie inaczej jest, gdy do rządów dochodzi nowe stronnictwo. Nic tak nie pieczętuje władzy, jak dobrze zrealizowany autorski program podnoszący dobrobyt. Jednak rzeczywistość udowadnia, że prawo jest ewolucyjne, a nie rewolucyjne, a ustawy pisane na kolanie i wprowadzane na szybko nigdy nie przyniosą dobrych efektów.

W środę 23 marca w Warsaw Regent Hotel odbyła się konferencja Instytutu Libertatis w ramach projektu The Voice of Business. Zaprezentowana na niej została rekomendacja ekspercka wypracowana z przedsiębiorcami w odpowiedzi na ich główne problemy. W czasie niepewności i przytłaczającej ilości nowej legislacji nic dziwnego, że dotyczyła ona stabilności prawa. Zaproponowany został także 3-miesięczny okres vacatio legis, a więc czas 90 dni obowiązujący między uchwaleniem aktu prawnego, a jego wejściem w życie.

Wojna – Pandemia – Inflacja

Pandemia koronawirusa wprowadziła w nasze życie ogromny poziom codziennej niepewności. Z dnia na dzień zmieniać się mogły obostrzenia, obowiązki obywateli dotyczące ubrania, sposobu przemieszczania się. Część z nas dowiadywała się w najmniej spodziewanych sytuacjach, że kolejne 14 dni spędzić musi w całkowitym odosobnieniu.

Przy tak szybko zmieniającej się rzeczywistości nie ma jak budować planów, nie mówiąc już o ich realizacji. Oczywiście wszelkie problemy nie omijały również podmiotów gospodarczych. Prowadząc firmę w otoczeniu o tak niskiej stabilności, nie ma sensu inwestować, próbuje się jedynie przetrwać. Nie można oczywiście mówić też o żadnych nowych firmach, bo jedynie nałogowy hazardzista rzucałby się w wir takiej niewiadomej.

Teorie ekonomiczne od lat pokazują coraz większa rolę oczekiwań. Jeśli rząd zapewni większą stabilność wprowadzanych zmian, a jego poprzednie działania nie wskazują na dotrzymywanie obietnic, to gracze rynkowi nie będą tych zapewnień brali pod uwagę. Tak więc choćby i szczera deklaracja korzystania z vacatio legis nawet w kryzysowych sytuacjach nie zastąpi nigdy realnych czynów!

Polska niestabilność

Problem stabilności prawa nie jest jednak problemem powstałym w wirze wydarzeń ostatnich lat. Nasz kraj od lat zmaga się z inflacją aktów prawnych. W 2013 roku zostało przeprowadzone badanie przez Dom Badawczy Maison, które wykazało, że dla aż 57 proc. respondentów największa przeszkodą w prowadzeniu działalności gospodarczej jest niestabilność prawa.

Z pewnością znajdą się nihiliści mówiący, że po prostu taką mamy kulturę w Polsce. Jednak jest to element konieczny do zmiany. Jeśli chcemy dogonić pod względem poziomu życia kraje Europy Zachodniej, musimy patrzeć długoterminowo. Spójrzmy choćby na długość urzędowania najważniejszych liderów politycznych w Niemczech, a w Polsce. Agnela Merkel rządziła 16 lat, a jej poprzednik Gerhard Schroder 12. Helmut Kohl kształtujący proces zjednoczenia Niemiec urzędował także przez 16 lat. Jest to prawie półwiecze dbania o stabilną ścieżkę rozwoju. Wiadomo, zawsze występują szoki, lecz nawet ostatnich wyborach u naszego zachodniego sąsiada widoczne było dążenie do zawiązywaniu się koalicji w celu zapewnienia stabilności rządów.

W Polsce walka o stołki wygrywa z dobrem wspólnym, czego najlepszym przykładem były wybory 2005 roku i te późniejsze przyśpieszone w 2007. W naszym kraju nie mamy objętego kursu na rozwój. Z doskoku próbujemy tworzyć zarówno prawa podatkowe, jak i większe projekty systemowe. Nic dziwnego, że nasz system gospodarczy jest przez to określany patchworkowym. Nowe prawa i instytucje doklejane są niczym łaty na codzienne problemy, bez zastanowienia i efektu synergii.

Problem sektora MŚP

Cierpimy na tym codziennie – jedni mniej, drudzy bardziej. Niestety ci, którym dostaje się najbardziej, jak zwykle siedzą najciszej. Co gorsza, dzieje się to nie z ich własnej woli, lecz z braku środków, głosu i opłacalności wsłuchania się w problemy tej grupy. Mowa tu o małych i średnich przedsiębiorcach, którzy są motorem napędowym polskiej gospodarki. Odpowiadają oni za prawie jedną drugą polskiego projektu krajowego brutto! Mimo to mało kiedy widzimy uchwalanie ustaw, które pomogłyby w ich wielu trudach.

Polska wciąż nie jest krajem przyjaznym przedsiębiorcom. W ostatnim czasie spadamy w rankingach łatwości prowadzenia biznesu. Z rankingu International Tax Competitiveness Index sporządzonego przez Tax Foundation wynika, że na 37 krajów OECD mamy drugi najbardziej skomplikowany system podatkowy (a pamiętajmy, że badanie to było przeprowadzone jeszcze przed zamieszaniem związanym z wprowadzeniem tzw. Polskiego Ładu). Wiele wielkich firm ma kartę przetargową w postaci równie wielkich pieniędzy. I tak inwestując w naszym kraju, dostają na starcie ulgi i łatwiejsze warunki prowadzenia biznesu. Nie zapominajmy także o wielkich pieniądzach, które są wydawane na lobbing, mający na celu zmianę funkcjonowania konkretnych branż.

Takich ułatwień próżno szukać w przepisach dotyczących sektora MŚP. Przy wpływie na legislaturę liczą się tylko wielcy gracze. Ich także bardziej dotyka szybka zmiana prawa i ogromna ilość nowych aktów prawnych. W małych firmach, inaczej niż w korporacjach, nie znajdziemy wielkich działów prawnych i księgowych, które specjalizują się w aktualizowaniu informacji aktów podatkowych. Jedni powiedzą, że to ich problem, drudzy, że właśnie po to można outsourcować tego typu usługi. Odpowiedzmy jednak sobie, czy jest to przedsiębiorczość produktywna? Czy zamiast ułatwiać życie, tworzyć nowe piękne rzeczy i dbać o dobrobyt, chcemy, by siły przedsiębiorców były pochłaniane przez bezsensowną ilość aktów, których nikt pewnie w pełni nie przeczytał?

Jak można mieć pełną informację, jeśli na przeczytanie powstałych w jednym roku stron dzieł prawniczych obowiązujących w Polsce należałoby poświęcić 3 godziny czytania dziennie! Taka przyjemna lektura ma jedynie 21 tysięcy stron i co roku powstaje nowa część, o tej samej a nawet większej objętości! Tylko vacatio legis i stabilność prawa mogą zapewnić nam ograniczenie inflacji aktów prawnych i wprowadzanie dobrych nawyków, dobrze przygotowanych ustaw i przedsiębiorców.

Poprzedni artykułIle polskich firm inwestuje w technologie proklimatyczne?
Następny artykułChiny wspierają finansowo rodziny z dziećmi