Kiedy w 1973 roku Wielka Brytania przyłączyła się do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, musiała de facto zerwać bliskie więzi ze swoimi tradycyjnymi partnerami handlowymi, takimi jak Kanada, Australia czy Nowa Zelandia. Teraz, po wyjściu z protekcjonistycznej Unii Europejskiej, Londyn zamierza odbudować tamte relacje, m.in. poprzez przystąpienie do Partnerstwa Transpacyficznego. Historia zatoczyła koło.

„Istotą państwa jest znęcanie się nad własnym obywatelem. Pierwszym i zarazem ostatnim miejscem, w którym to wszystko się zaczyna i kończy, jest granica. Jedne państwa wyżywają się na obywatelach podczas wyjazdu, inne podczas wjazdu. Pierwsze zakazują wywozu czegoś. Drugie wwozu. Nie mnie rozsądzać, które gorsze” – te słuszne i spostrzegawcze słowa napisał Jacek Matecki w książce pt. „Co wy, k***a, wiecie o Rosji!”.
Bo stanem pierwotnym nie są granice, ale ich brak. To państwa wynalazły granice, a ich likwidacja nie jest niczym ekstrawaganckim, a jedynie powrotem do stanu pierwotnego.

Partnerstwo z Pacyfikiem

Wbrew powszechnej opinii Unia Europejska nie jest czempionem wolnego handlu i choć w ramach bloku, co do zasady, mamy w miarę wolny handel towarami i usługami (z wieloma wyjątkami), to już w relacjach z krajami trzecimi obowiązuje daleko posunięty protekcjonizm. Bruksela stosuje nie tylko tradycyjne cła (rozporządzenie Komisji Europejskiej w sprawie taryf zajmuje 960 stron!) i bariery pozataryfowe;jak kontyngenty czy kontrole sanitarne, ale także cła antydumpingowe (np. na import pstrąga i łososia z Norwegii, papieru powlekanego z Chin i Indonezji, śrub z Chin, biopaliw z Dalekiego Wschodu, stali z Rosji i Chin), a w bliskiej perspektywie zostanie wprowadzony graniczny podatek węglowy. Po brexicie i zakończeniu okresu przejściowego, od stycznia 2021 r., Wielka Brytania nie ma już związanych rąk ani tym protekcjonizmem Unii (na dodatek Bruksela utrudnia zawarcie z Londynem nowego porozumienia), ani unijnymi traktatami i może podpisywać wszelkie umowy handlowe z dowolnymi gospodarkami świata.

1 lutego 2021 r. Liz Truss, brytyjska sekretarz handlu międzynarodowego, w rozmowie z ministrami z Japonii i Nowej Zelandii oficjalnie zwróciła się o przyjęcie Wielkiej Brytanii do Partnerstwa Transpacyficznego (CPTPP). Powiedziała, że da ono „ogromne możliwości brytyjskim firmom, których po prostu nie było w UE, i pogłębi nasze więzi z jednymi z najszybciej rozwijających się rynków na świecie”. Partnerstwo znosi cła na 95 procent towarów będących przedmiotem wymiany między członkami.

– Ubieganie się o bycie pierwszym nowym krajem, który dołącza do CPTPP, pokazuje nasze ambicje prowadzenia interesów na najlepszych warunkach z naszymi przyjaciółmi i partnerami z całego świata oraz bycia entuzjastycznym czempionem globalnego wolnego handlu – powiedział brytyjski premier Boris Johnson dodając, że potencjalne nowe partnerstwo „przyniesie ogromne korzyści gospodarcze mieszkańcom Wielkiej Brytanii”.

W 2019 r. kraje CPTPP odpowiadały za około osiem procent brytyjskiego eksportu (111 mld funtów). Jakie to państwa? Kanada, Japonia, Australia, Nowa Zelandia, Malezja, Chile, Meksyk, Peru, Singapur, Wietnam i Brunei. Sekretarz Truss skonkretyzowała, że umowa oznaczać będzie niższe cła dla producentów samochodów i whisky, a także zapewni „wysokiej jakości miejsca pracy i większy dobrobyt ludziom tutaj w domu”. Z kolei według oficjalnego komunikatu rządu Wielkiej Brytanii dołączenie do partnerstwa o wartości 9 bln funtów obniży cła dla brytyjskiego przemysłu, w tym żywności i napojów oraz samochodów, a jednocześnie stworzy nowe możliwości dla nowoczesnych branż, takich jak technologia i usługi, ostatecznie wspierając i tworząc miejsca pracy o wysokiej wartości w całej Wielkiej Brytanii.

Usuwanie barier

Partnerstwo Transpacyficzne oznacza ponadto nowoczesne zasady handlu cyfrowego, które umożliwiają swobodny przepływ danych między członkami i usuwają niepotrzebne bariery dla firm. Karan Bilimoria, prezes największej brytyjskiej grupy lobbystów biznesowych – Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu, powiedział, że posunięcie to stanowi „nowy rozdział w naszej niezależnej polityce handlowej”. – Członkostwo w bloku może stworzyć nowe możliwości dla brytyjskiego biznesu w różnych sektorach – dodał.

Co ważne, CPTPP – w porównaniu do Unii Europejskiej – ma cały szereg innych atutów: przystąpienie nie powoduje utraty suwerenności (w tym sądowej) czy pozbawienia kontroli nad granicami. Ponadto w przeciwieństwie do Unii Partnerstwo Transpacyficzne nie wymaga płacenia składki członkowskiej, utrzymywania niepotrzebnej biurokratycznej nadbudowy, wdrażania kosztownych i szkodliwych regulacji ani nie zmusza do politycznej integracji.

CPTPP zostało uruchomione w 2019 r., aby usunąć bariery handlowe wśród 11 krajów reprezentujących około 500 mln konsumentów w regionie Azji i Pacyfiku (ponad 50 mln więcej niż w UE) i ponad 13 procent światowej gospodarki. Celem umowy jest przeciwdziałanie rosnącemu wpływowi gospodarczemu Chin w regionie. Pierwotnie umowa była wspierana przez USA, ale ostatecznie prezydent Donald Trump wycofał swój kraj z porozumienia. Negocjacje między Wielką Brytanią a Partnerstwem Transpacyficznym mają rozpocząć się w najbliższych miesiącach.

Ale planowane porozumienie Londynu z CPTPP nie jest jedyną umową handlową Wielkiej Brytanii w związku z brexitem. Po 4,5 miesiącach negocjacji (dla porównania negocjacje handlowe pomiędzy Unią Europejską a Japonią trwały niemal pięć lat!) 23 października 2020 r. Wielka Brytania i Japonia formalnie podpisały umowę wolnohandlową i weszła ona w życie 1 stycznia tego roku. Umowa zlikwidowała cła na 99 procent towarów eksportowanych z Wielkiej Brytanii do Japonii, co może zwiększyć wolumen handlu między partnerami o ponad 15 mld funtów.

Umowa z Japonią jest największym porozumieniem handlowym Londynu po brexicie. Kolejne to umowy z Kanadą, Szwajcarią, Norwegią oraz Turcją. Przygotowując się na sytuację postbrexitową, do końca 2020 r. Wielka Brytania podpisała łącznie porozumienia handlowe z 62 państwami świata. W planach Wielkiej Brytanii są też negocjacje w kierunku podpisania umowy wolnohandlowej z USA. A już teraz toczą się negocjacje Londynu z innymi partnerami, w tym w sprawie kompleksowej umowy z Indiami, co może zająć ok. 2-3 lata, ale porozumienie ma dotyczyć nie tylko handlu; również współpracy w obszarach inwestycji, badań naukowych, energetyki, obronności i bezpieczeństwa. Dzięki tej umowie wzrost eksportu z Wielkiej Brytanii do Indii szacuje się na co najmniej 2 mld funtów rocznie.

Dla porównania, Unia Europejska – mimo 16 rund negocjacji w latach 2007-2013 – nigdy nie podpisała umowy wolnohandlowej z Indiami, tak jak nie ma podobnego porozumienia z innymi największymi gospodarkami świata: z USA (negocjowane od 2013 r. porozumienie nie może dojść do skutku), Chinami, Brazylią czy Rosją.

Poza Unią jest życie

Różne regiony świata jednoczą się gospodarczo. Największym z nich jest utworzone w listopadzie 2020 r. Regionalne Kompleksowe Partnerstwo Gospodarcze (RCEP). To porozumienie o wolnym handlu pomiędzy 15 krajami: 10 państwami ASEAN oraz Chinami, Japonią, Koreą Południową, Australią i Nową Zelandią. Żyjący w tych państwach ludzie (ponad 2 mld) tworzą 30 procent światowego PKB. Natomiast Polska – jako członek Unii Europejskiej – nie może prowadzić niezależnych rozmów handlowych z krajami trzecimi i związana jest umowami, które zawiera Bruksela. Zresztą zanim weszliśmy do Unii, musieliśmy renegocjować umowy bilateralne ze 190 państwami świata, niejednokrotnie podnosząc cła i wprowadzając inne bariery w handlu, co było wymuszone unijnym prawem i szczególnie uderzyło w rozwinięte relacje handlowe z sąsiadami zza wschodniej granicy.

Jednym słowem – poza Unią jest życie! I właśnie teraz udowadnia to Wielka Brytania. Będąc poza UE, może dowolnie kształtować relacje ze swoimi partnerami handlowymi. Wydaje się, że Londyn bierze za wzór inne kraje, które postawiły na wolny przepływ dóbr i towarów w skali globalnej i na tym zyskują, takie jak Korea Południowa, Szwajcaria, Singapur, Meksyk, Kostaryka czy Nowa Zelandia.

Istota wolnego handlu

Dlaczego to takie ważne? Nie chodzi wyłącznie o biznes i wzrost dobrobytu, choć to istotna kwestia. Otóż już w XIX w. Richard Cobden, brytyjski polityk i ekonomista, widział w wolnym handlu zasadę, która „będzie działała w porządku moralnym, tak jak zasada grawitacji działa we wszechświecie – zbliżając ludzi do siebie, odsuwając na bok antagonizmy rasowe, wyznaniowe i bariery językowe, scalając nas więzami wieczystego pokoju”. Także premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher nie miała wątpliwości co do pozytywnego wpływu wolnego handlu. W autobiografii pt. „Lata na Downing Street” napisała, że „wolny handel nie tylko dostarcza środków krajom biedniejszym, by mogły zdobyć dewizy i podnieść standard życia swoich obywateli. Jest to również siła prowadząca do pokoju, wolności i politycznej decentralizacji; pokoju, ponieważ więzy gospodarcze pomiędzy krajami umacniają wzajemne zrozumienie wraz ze wzajemną korzyścią; wolności, ponieważ handel odbywający się pomiędzy poszczególnymi obywatelami omija aparat państwa, co prowadzi do rozproszenia władzy na kupujących, nie zaś na tych, którzy zajmują się planowaniem; politycznej decentralizacji, ponieważ rozmiar politycznej jednostki nie jest dyktowany przez rozmiar rynku i odwrotnie”.