Sztabowcy z obu ugrupowań, czyli PO i PiS, już wiedzą, że bój rozstrzygnie kilka procent głosów. Bo zarówno z publikowanych oficjalnie sondaży, jak i z tych zamawianych wewnętrznie przez sztaby, wynika jedno: Duda i Trzaskowski wchodzą do drugiej tury, a w drugiej turze “może być różnie”. Jedne sondaże dają przewagę urzędującemu prezydentowi “o włos”, ale ten ostatni wskazał na minimalne zwycięstwo Trzaskowskiego.

Analiza tych sondaży wskazuje na to, że jeśli kandydat Platformy w pierwszej turze osiągnie wynik powyżej 30 proc., to wygra w drugiej turze. Skąd to przekonanie? Tyle bowiem – 30 proc. elektoratu, zdyscyplinowanego, głosuje na PiS. Sztabowcy PiS są tego świadomi i boją się wyniku Trzaskowskiego w pierwszej turze, który przebiłby 30 proc. I tłumaczą, że do tego absolutnie nie mogą dopuścić.

Kto zatem “opuścił” Andrzeja Dudę, jeśli chodzi o poparcie? Bo jeszcze dwa miesiące temu urzędujący prezydent miał je w granicach 60 proc.

Z analizy sztabu PiS wynika, że przede wszystkim młodzi ludzie oraz spora grupa osób dojrzałych, którzy mają już dorosłe dzieci, czyli ci, którym nie przysługuje 500+, ale pracują, nie są na zasiłkach, albo mają firmy. I o nich zamierza na ostatniej prostej zawalczyć Andrzej Duda. Dodatkowo coraz więcej głosów odbiera Dudzie kandydat Konfederacji. Ile konkretnie? – Na pewno nie aż tyle, ile ma w sondażach. Zupełnie inaczej to liczymy – mówi nam polityk PiS.

Krzysztof Bosak, kandydat Konfederacji, ma w tej chwili w sondażach od 7 do nawet 10 proc. poparcia. Nie może jednak PiS dodać sobie matematycznie jego wyniku do poparcia dla Andrzeja Dudy w drugiej turze, mimo iż jest to kandydat prawicowy i mocno związany z elektoratem konserwatywnym. Dlaczego? Bo wielu wyborców Konfederacji po prostu nie cierpi PiS i Andrzeja Dudy i uważa jego prezydenturę za stracony czas, kiedy mógł on wiele zrobić, ale nie zrobił. I nawet ci z nich, którzy nie zagłosują w drugiej turze na Trzaskowskiego, nie znaczy, że zagłosują na Dudę. Po prostu do lokalów wyborczych nie pójdą.

A o czyje głosy walczyć musi Rafał Trzaskowski? O tych, którzy swój głos chcieliby dać albo Szymonowi Hołowni, albo Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi. Jest to tzw. środek, umiarkowani w poglądach wyborcy. – Sporo już tych głosów udało się nam odebrać – cieszą się sztabowcy Trzaskowskiego.

To prawda. Trzaskowski uzupełnił lukę, która powstała przy Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Jej kandydatura spowodowała bardzo szybkie odejście elektoratu PO do Hołowni i Kosiniaka-Kamysza. To oni wtedy byli premiowani przez elektorat anty-PiS. Ale to kwestie tak naprawdę wizerunkowe. O kogo na ostatniej prostej zawalczyć musi Trzaskowski? – O rozczarowanych PiS-em. Klasę średnią. Dobrze, że PiS zrobił nam prezent w postaci wojny LGBT, tutaj będzie nam łatwiej. No i o młodych – mówi nam jeden ze sztabowców PO, ale nie chce podawać konkretów, jak o tę „klasę średnią” Platforma chce zawalczyć.

Wyborcza debata w Telewizji Polskiej też nie okazała się ważna dla obu kandydatów w perspektywie walki o nowe głosy. Wręcz przeciwnie. Odpowiadanie na kilka pytań prowadzącego bardziej przypominało teleturniej, czasami kabaretowy, niż prawdziwą rozmowę oraz przedstawienie swoich argumentów. Czy będą kolejne debaty? Trudno powiedzieć. Trwają rozmowy pomiędzy telewizją Polsat, stacją TVN oraz sztabami. Jak w czwartek wieczorem powiedzieli nam członkowie sztabów dwóch najważniejszych kandydatów, kolejna debata jeszcze przed wyborami „jest możliwa, ale nie jest to przesądzone”.