fbpx
niedziela, 21 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonKlimatyzm über alles

Klimatyzm über alles

Tak jak za Polski Ludowej nie było odwrotu od budowy najwyższej formy cywilizacji człowieka, czyli komunistycznej utopii, tak teraz w Unii Europejskiej nie ma odwrotu od ideologii klimatyzmu. Tak samo wtedy, jak i teraz ludzie, którzy się temu sprzeciwiali lub z tego kpili uznawani byli za niespełna rozumu. Wtedy komunizm budowali towarzysze z państwowych przedsiębiorstw, a teraz ze zmianami klimatu walczą menedżerowie i prezesi firm prywatnych.

Marcin Chodkowski, prezes zarządu Elektrociepłowni Będzin SA, której to spółka córka dostała ćwierćmiliardową karę za niezmarnowanie niemal 80 mln zł, stwierdził w sensownym skądinąd wywiadzie w Telewizji Biznesowej, że nie jest przeciwny transformacji energetycznej, a tylko nie podoba mu się to, w jaki sposób jest realizowana. Koncerny energetyczne chwalą się w reklamach kosztowną niskoemisyjnością i jak to finansują odnawialne źródła energii. A teraz w ramach przymusu ESG firmy, zamiast produkować guziki i buty, będą zajmowały się liczeniem śladu węglowego i wypełnianiem innych absurdalnych biurokratycznych wymysłów. Od takich firm inwestorzy powinni uciekać, skoro firmy te marnują zasoby na coś niepotrzebnego.

Z kolei urzędniczka z zachodniopomorskiej nieistniejącej już gminy Ostrowice, która to gmina zbankrutowała w dużej mierze w wyniku brania unijnych dotacji, zapiera się, że „przecież dotacje są dobre”. Konfederacja Lewiatan z kolei bredzi, że „troszczenie się o naszą planetę przyniesie korzyści bezpośrednio Twojej firmie”, a Polski Fundusz Rozwoju mydli oczy, że raportowanie ESG, które finansowo mocno uderza w firmy i odciąga je od podstawowego zajęcia, czyli zarabiania pieniędzy, to dla nich szansa.

Albo ci ludzie mają coś nie tak z rozumem, albo logiką. Zresztą inPost i bank ING już nawet klientom każą liczyć ślad węglowy! Nie widzą albo udają, że nie widzą śmieszności tej sytuacji. I robią to ludzie, z których niektórzy na własnej skórze odczuli absurd unijnej „zielonej” polityki. Za komuny też wszystko się waliło, a ludzie nadal zapisywali się do partii i służyli reżimowi. Jakby postradali rozum i przestali logicznie myśleć. Mentalność niewolnika.

Zaklinanie rzeczywistości

Tymczasem zrównoważony rozwój to eufemizm oznaczający nieoptymalny, wolniejszy rozwój i firm, i całej gospodarki, uderzający w przyszłość naszą, naszych dzieci i wnuków. Mimo to dyrektor pewnej firmy, która pod ustawowym przymusem wdraża absurdalny i kosztowny system ESG, napisał o rzekomej coraz większej świadomości konsumenckiej związanej z tematyką zrównoważonego rozwoju: „Polacy wybierając produkty – oprócz jakości, zwracają również uwagę na aspekty ekologiczne – z jakich surowców wykonany jest produkt, jak przebiega proces produkcji, jak montowany jest produkt. Inwestorzy wiedzą coraz więcej w kontekście zielonego budownictwa i chcą za tym trendem podążać. Upatrują w tym wymierne korzyści – wybierając produkt o określanych parametrach możemy zaoszczędzić na prądzie, a jednocześnie być bardziej eko”. Czy tak jest, czy to wyłącznie zaklinanie rzeczywistości?

Może rzeczywiście menadżerowie z tych firm są skłonni marnować grube miliony na ESG, czyli ten zrównoważony rozwój, bo są przeświadczeni, że klienci chętniej będą kupować produkty firmy, która prowadzi politykę tzw. przyjazną dla klimatu? Może to dotyczyć idiotów z bogatego społeczeństwa. Nie wydaje się to jednak możliwe w Polsce. Polacy jednak nie są tak bardzo bogaci, żeby było ich stać na wybór droższego produktu tylko dlatego, że jest rzekomo dobry dla klimatu. Mimo wszystko Polacy nadal przy decyzji zakupowej kierują się przede wszystkim ceną, co widać choćby w przypadku walki pomiędzy marketami. Te konkurują wyłącznie ceną, a nie jakością, którą i tak mają poniżej średniej. Chyba że firma sprzedaje jakieś drogie, luksusowe produkty i jej klientami są wyłącznie ludzie bogaci, których stać na marnowanie pieniędzy. Ale jednak szczególnie ci bogaci ludzie pieniędzy nie marnują, bo gdyby to robili, to nigdy by nie byli bogaci.

Sierp i młot czy swastyka

ESG to również kwestia sygnalistów. Projektowana dyrektywa w sprawie należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju nakazuje firmom stworzenie możliwości do zgłaszania nadużyć w zakresie praw człowieka i środowiska. „Sygnalista” to eufemizm paskudnych słów „donosiciel”, „konfident” czy „kapuś”. W normalnym społeczeństwie takimi ludźmi się pogardza, nie podaje się im ręki. W systemach totalitarnych władze chcą mieć donosicieli na każdym kroku, żeby móc kontrolować społeczeństwo. Tak było w III Rzeszy, PRL i ZSRR. Tak ma być również w Unii Europejskiej. Za zapalenie drewna w kominku, czyli za zakazaną emisję dwutlenku węgla, albo za powiedzenie własnego zdania o gender czy aborcji być może pójdzie się siedzieć do eurołagru.

W III Rzeszy przedsiębiorstwa nadal były prywatne, ale państwo głęboko w nie ingerowało i właściciele musieli słuchać władzy i robić to, czego ona żąda. Niemieckie koncerny miały działać nie tyle dla własnego zysku, ile bardziej na korzyść państwa. Dokładnie w tym samym kierunku zdąża Unia Europejska. Poprzez ESG Bruksela chce wszystko wiedzieć o firmach, osłabić je i jednocześnie wpływać na ich politykę. W obu przypadkach to urzędnik, a nie właściciel ma ostatnie zdanie. To urzędnik swoją decyzją może firmę zniszczyć. Własność staje się iluzoryczna. Oba systemy mają też swoje ofiary. Narodowy socjalizm dyskryminował Żydów, a eurosocjalizm, uprzywilejowując osoby LGBT i kobiety, tym samym dyskryminuje mężczyzn i osoby heteroseksualne. Za Hitlera firmy starały się o certyfikaty zaświadczające, że są wolne od Żydów, a za Ursuli von der Leyen muszą marnować ogromne pieniądze na certyfikaty za emisję dwutlenku węgla. Dlatego na okładce mojej książki „Dwadzieścia w lat w Unii. Bilans członkostwa” obok sierpa i młota chciałem umieścić swastykę. Wiadomo jednak, że żyjemy w społeczeństwie tolerancyjnym wobec eurokomunizmu, a nietolerancyjnym wobec narodowego socjalizmu, mimo że oba systemy niewiele się od siebie różnią.

Jeszcze jedną ich wspólną cechą jest choćby tworzenie warunków do plenienia się korupcji. Jak w książce „Nazistowscy miliarderzy” pisze David de Jong, łapówki były „elementem charakterystycznym dla całego reżimu nazistowskiego”. A przecież na tym samym opiera się cała polityka Brukseli, o czym pisał z kolei były francuski europoseł Philippe de Villiers w książce „Kiedy opadły maski”. Pytanie tylko, kto skorumpował eurokratów, by Unia poszła w kierunku akurat klimatyzmu, a nie mordowania Żydów?

Tomasz Cukiernik

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Tomasz Cukiernik
Tomasz Cukiernik
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i wydawca, a z zamiłowania – podróżnik. Ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego oraz studia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Jest autorem książek: Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka (2004) – II wydanie pt. Wolnorynkowa koncepcja państwa (2020), Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa (2005), Socjalizm według Unii (2017), Witajcie w cyrku (2019), Na antypodach wolności (2020), Michalkiewicz. Biografia (2021) oraz współautorem biografii Korwin. Ojciec polskich wolnościowców (2023) i 15 tomów podróżniczej serii Przez Świat. Aktualnie na stałe współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Forum Polskiej Gospodarki” (i z serwisem FPG24.PL) oraz tygodnikiem „Do Rzeczy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA

Czasami i sceptycy mają rację

Wszystkie zjawiska, jakie obserwujemy w ramach gospodarki, są ze sobą połączone. Jak w jednym miejscu coś pchniemy, to w kilku innych wyleci. Problem z tym, że w przeciwieństwie do znanej metafory „naczyń połączonych”, w gospodarce skutki nie występują w tym samym czasie co przyczyna. I dlatego często nie ufamy niepopularnym prognozom.
5 MIN CZYTANIA

Markowanie polityki

Nie jest łatwo osiągnąć sukces, nie tylko w polityce, ale nawet w życiu. Bardzo często trzeba postępować niekonwencjonalnie, co w dawnych czasach nazywało się postępowaniem wbrew sumieniu. Dzisiaj już tak nie jest, bo dzisiaj, dzięki badaniom antropologicznym, już wiemy, że jak człowiek politykuje, to jego sumienie też politykuje, więc można mówić tylko o postępowaniu niekonwencjonalnym, a nie jakichś kompromisach z sumieniami.
5 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Etapy rozwoju Unii

Niektórzy zarzucają mi, że bez powodu nienawidzę Unii Europejskiej. Albo uważają, że nawet jeśli mam jakiś powód, to nie mam racji, bo przecież Unia jest taka wspaniała i chce wyłącznie naszego dobrobytu. To kompletna nieprawda.
5 MIN CZYTANIA

Sri Lanka nie tylko tuk tukiem

Podczas targów książki w Łodzi, na których odbyła się prapremiera mojej najnowszej książki „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”, jedna z czytelniczek napomknęła, że planuje wyjazd na Sri Lankę. Odpowiedziałem, że właśnie cały styczeń przebywałem w tym kraju i co nieco wiem o wyspie. Kobieta spytała mnie, czy da się tam przeżyć za 20 dolarów. Spytałem, czy ma na myśli jeden dzień, ale po jej minie wywnioskowałem, że chyba myślała o znacznie dłuższym okresie czasu. Stwierdziłem, że jeden dzień jedna osoba może jakoś przeżyć za tę kwotę, ale na pewno nie cała rodzina przez miesiąc.
7 MIN CZYTANIA

Ludzie nie chcą mieszkać w wiatrakowym lesie [WYWIAD]

Wiatraki oznaczają dewastację terenu w obrębie wielu kilometrów, zabijają ptaki, a ludziom nie dają normalnie żyć – mówi Tomasz Berliński, mieszkaniec pięknych przyrodniczo terenów gminy Górowo Iławeckie, gdzie ma powstać elektrownia wiatrowa.
8 MIN CZYTANIA