Fot. Pixabay

BlackRock został wybrany w celu „zintegrowania ryzyka środowiskowego, zarządzania strategiami biznesowymi i polityką inwestycyjną europejskich banków”. Oznacza to, że będzie miał pełne prawo, aby interweniować w ich codziennych procesach, co stanowi o jeden krok więcej niż podczas kryzysu finansowego w 2008 r., kiedy utworzono Urząd Doradczy ds. Rynków Finansowych (Financial Markets Advisory), który doradzał rządom, bankom centralnym i instytucjom finansowym. Nie należy też zapominać, że BlackRock jest już udziałowcem niektórych podmiotów, na przykład w Hiszpanii ma udziały w wysokości 6,3% BBVA i 5,9% Banco Santander.

Jednostka doradcza „jest oddzielona od naszej działalności w zakresie zarządzania inwestycjami” – powiedział Ryan O’Keeffe, szef biura BlackRock na Europę, Bliski Wschód i Afrykę. Jednak organizacja Finance Watch, odpowiedzialna za monitorowanie działań sektora finansowego, nie jest przekonana o tym rozgraniczeniu i sygnalizowała już konflikt interesów, ponieważ w tej sytuacji wielki zarządzający fundusz jest równocześnie sędzią i stroną konfliktu.

Nie można też zapominać, że w ubiegły piątek Eurogrupa zatwierdziła pakiet 500 mld euro na cele kredytowe umożliwiające rozwiązanie skutków pandemii koronawirusa. Wygląda to wszystko na jedno wielkie polowanie. Zresztą sam Larry Fink, dyrektor generalny BlackRock, zaznaczył, że „na rynku są ogromne możliwości”. Cóż, w mętnej wodzie łatwiej ryby łowić…

Źródło: hispanidad.com