Historią rządzą prawidłowości. Prawidłowości epok. Patrząc na dzieje, ze zdumieniem zastanawiamy się, jak ludzie mogą doprowadzać do tego, że każdy okres prosperity, dynamicznego rozwoju dobrobytu ekonomicznego, stabilizacji demokracji, bezpiecznego i dobrze funkcjonującego społeczeństwa dobiega ostatecznie końca.

maksim-romashkin/Pexels

Sinusoida czasów. Po starożytności nastąpiły wieki kojarzącego się z marazmem średniowiecza, oświecenie zostało zastąpione czasem baroku. W każdej epoce upadały wielkie imperia. Jak to się dzieje? Nie będę przywoływał wielu autorów, którzy już to opisali. Nie muszą zresztą Państwo czytać opasłych tomów. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się wokół nas.

Minione dekady to epoka bezprecedensowego rozwoju gospodarczego, społecznego, technologicznego i stabilizacji politycznej. Dokonania ostatniego stulecia są bezprecedensowe w historii świata. Dorobek wszelkich opisanych i znanych nam poprzednich epok został w jedno stulecie prześcignięty w tempie logarytmicznym. Nic jednak nie trwa wiecznie – jak nauczyła nas historia. Pojawiają się wskaźniki świadczące o tym, że okres najjaśniejszego oświecenia w historii ludzkości powoli gaśnie. Zaczynamy barok!

Dlaczego tak twierdzę? Ponieważ w dominującym nurcie decyzji w państwach rozwiniętych dominuje degrowth. Samoograniczanie swojego rozwoju. Ograniczanie zasad klasycznej demokracji, wolnego rynku i wolności słowa. Czyli zjawisk, które najczęściej stanowiły podstawy do wykreowania największych osiągnięć ludzkości.

Ograniczanie rozwoju gospodarczego nie jest już jedynie sloganem skrajnych środowisk antykapitalistycznych. Świat ogranicza rozwój swoich gospodarek poprzez ich przeregulowanie, rosnące opłaty za emisje CO2, ograniczanie działania wybranych sektorów, zmniejszanie granic wolności gospodarowania indywidualną własnością, czy wolnością zawierania umów. Wiele z tych rozwiązań jest nam dyktowane przez m.in. Brukselę.

Ograniczamy procesy demokratyczne. Rosnące na siłę (szczególnie po koronakryzysie) apetyty rządów i urzędniczych elit najchętniej nie przeprowadzałyby już kolejnych wyborów. Swoją drogą brukselskie elity nigdy z tych wyborów nie pochodziły. Media przestały być graczem patrzącym na ręce politykom, a przypięły się tożsamościowo do plemion walczących o władzę.

Walczący o wolność aktywiści, niosąc na ustach hasła wolności osobistej, najchętniej ocenzurowaliby wszystko, co nie jest spójne z ich definicją właściwego porządku społecznego.

Wszystko to wzmocnione zostało odwrotem od globalizacji i budowaniem przewag komparatywnych na rzecz izolacjonizmu narodowego kolejnych państw. Do głosu dochodzą jeszcze antynaukowe tezy płaskoziemców, antyszczepionkowców, czy też wyznawców chemtrails.

A propos znaków na niebie. Wszystkie one wskazują, że historii dziejów nie oszukamy. Sami sobie kończymy nasze wielkie oświecenie. Najgorsze w tym jest to, że jak zawsze Polska załapała się na epokę spóźniona. Gdy rozwinięte kraje Zachodu postanowiły, że czas już się zwijać, my dopiero się rozkręcaliśmy. Oni się najedli i odchodzą od stołu. Nam, ciągle jeszcze głodnym rozwoju, dobrobytu i wolności, mówi się, że czas już wychodzić. W końcu trzeba być fit for 55!