Wypowiedziane podczas konferencji zorganizowanej na uczelni ojca Tadeusza Rydzyka w Toruniu słowa wicepremiera Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych, o tym, że musimy wspierać własność państwową w polskiej gospodarce i ją rozszerzać, dla wielu komentatorów mogły być szokiem. W końcu wielu Polaków pamięta jeszcze schyłek Polski Ludowej, której gospodarka upadła w dużej mierze właśnie z powodu braku własności prywatnej.

Tomasz Cukiernik

„W latach 30. państwo polskie uzależniło od siebie m.in. całość produkcji soli potasowych, samolotów, samochodów, przerobu spirytusu i tytoniu, 84 proc. produkcji soli kamiennej, 55 proc. hutnictwa, ponad 29 proc. produkcji obrabiarek, prawie 23 proc. wydobycia gazu ziemnego, 19 proc. przeróbki ropy naftowej i wydobycia węgla; ponadto całkowicie zmonopolizowano usługi pocztowe i transportu lotniczego, a w ponad 90 proc. transportu kolejowego i morskiego” – pisze Mirosław Czerwiński w pracy naukowej Uniwersytetu Śląskiego pt. „Poglądy społeczno-ekonomiczne Ferdynanda Zweiga”. Skutki gospodarcze tych działań były opłakane.

Niestety do tej niechlubnej i szkodliwej tradycji nawiązuje rząd PiS, który ewidentnie nie lubi własności prywatnej w gospodarce. Już podczas pierwszej kadencji tzw. Zjednoczonej Prawicy u rządzących nastąpiła zmiana aksjomatu, że prywatne firmy działają lepiej niż państwowe. W związku z tym nie przeprowadzano żadnych procesów prywatyzacyjnych. Wstrzymano m.in. giełdową prywatyzację Poczty Polskiej. Symbolem tej zmiany jest likwidacja na koniec 2016 r. zajmującego się przekształceniami własnościowymi Ministerstwa Skarbu Państwa. Wygaszamy proces prywatyzacji; podjęliśmy decyzję o prywatyzowaniu tylko tych podmiotów, które są absolutnie zbędne dla funkcjonowania gospodarki, które są zbędne i niepotrzebne w nadzorze właścicielskim ministra skarbu państwa – mówił na konferencji podsumowującej 100 dni pierwszego rządu PiS Dawid Jackiewicz, ówczesny minister skarbu państwa.

Co więcej, politycy postanowili zabawić się w inwestora. W 2016 r. państwowa Enea odkupiła od francuskiego właściciela sprywatyzowaną kilkanaście lat wcześniej elektrownię Połaniec. W kolejnym roku kontrolowana przez Skarb Państwa spółka PGE za ponad 4,5 mld zł odkupiła aktywa francuskiego państwowego koncernu EdF w Polsce. W skład pakietu wchodzi m.in. osiem elektrociepłowni i duża elektrownia Rybnik. Również w 2017 r. kontrolowany przez państwo PZU oraz Polski Fundusz Rozwoju nabyli od włoskiego banku UniCredit 32,8 proc. akcji banku Pekao za 10,6 mld zł. Upaństwowiono również branżę ratownictwa medycznego. Swego czasu mówiło się także o konsolidacji polskiej branży chemicznej pod parasolem kontrolowanej przez państwo Polskiej Chemii, czy o połączeniu niezlikwidowanych polskich hut w jeden podmiot o nazwie Śląskie Huty Stali.

To nie koniec procesów nacjonalizacyjnych w polskiej gospodarce, nazywanych dla niepoznaki repolonizacją. W zeszłym roku w ramach właśnie „repolonizacji” kontrolowany przez państwo Orlen kupił wydającą lokalne gazety spółkę Polska Press. W końcu wiadomo, jak ważną rolę w manipulowaniu społeczeństwem zajmują media. Dlatego też zamiast prywatyzacji Telewizji Polskiej rząd PiS dotuje ją olbrzymimi kwotami z kieszeni podatników.

W kwietniu br. utworzono Krajową Grupę Spożywczą. Według słów wicepremiera Henryka Kowalczyka, ministra rolnictwa, jest to początek procesu konsolidacji sektora rolno-spożywczego i za nim pójdą kolejne. W ten sposób państwowe spółki mają m.in. rozpocząć działalności w nowych segmentach jak nasiennictwo czy hodowla roślin, a także zwiększyć przychody w sektorze zboża i mąki czy skrobi. Spółki Grupy będą prowadziły szeroko zakrojoną działalność o wielorakim zakresie: jako producent, przetwórca, hurtownia i skład. Argumenty za powołaniem takiego podmiotu były takie same jak te, którymi szermowali komunistyczni aparatczycy przeciwko własności prywatnej i wolnemu rynkowi, czyli walka ze spekulacją. Komentując proces tworzenia Krajowej Grupy Spożywczej, wicepremier Sasin straszył, że planowane są państwowe inwestycje w zakresie przetwórstwa i sieci sklepów, a co więcej, możliwa jest także konsolidacja w innych obszarach, a jako przykład wskazał (o zgrozo!) sektor przemysłowy.

Nie jest prywatyzowana także energetyka. Wręcz przeciwnie. Rząd podjął już decyzję o tworzeniu Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, w rękach której mają się znaleźć wszystkie elektrownie węglowe należące do PGE, Taurona, Energi i Enei. Ma ona funkcjonować w formie spółki ze 100 proc. udziałem Skarbu Państwa. Oficjalnym celem powołania NABE jest bezpieczeństwo energetyczne kraju, a prawdziwym – likwidacja pod dyktando Brukseli energetyki węglowej w Polsce, do czego podatnicy będą musieli dopłacać gigantyczne pieniądze. To podobna sytuacja jak z utrzymywaną przez podatników Spółką Restrukturyzacji Kopalń, do której przekazywano kolejne kopalnie węgla kamiennego w celu ich likwidacji. Tymczasem politykom nie wystarcza, że już zlikwidowali dwie trzecie polskiego górnictwa i fatalnie zarządzają niemal całą resztą. W czerwcu br. Rada Ministrów przyjęła projekt uchwały dotyczący nabycia przez Skarb Państwa akcji Lubelskiego Węgla „Bogdanka”. Czy ten krok podjęto po to, by łatwiej było zamknąć tę dochodową kopalnię, niż gdyby nie znajdowała się ona w bezpośrednim zarządzie Skarbu Państwa?

W ramach walki z własnością prywatną na początku swojej kadencji rząd PiS zakazał nawet wolnego handlu ziemią rolną. A niestety coraz bardziej niepokojące słowa wypowiada prezes Jarosław Kaczyński. Mimo że rządowy program Mieszkanie Plus jak na razie jest totalną klęską, o czym mówi raport NIK, krytykuje deweloperów jako wyzyskiwaczy. Stwierdził też, że właściciele składów węglowych nie bardzo chcą współpracować z rządem w kwestii dopłat do węgla. Czy zdaniem prezesa Kaczyńskiego należy ich znacjonalizować? Zresztą szef PiS nie pierwszy raz źle się wyraża o przedsiębiorcach. Swego czasu obarczył ich winą za złą sytuację gospodarczą, a także drwił z tych, których nie stać na opłacenie coraz wyższych składek na ZUS.

Ludziom pamiętającym nędzę PRL aż trudno uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę! Zarówno teoria ekonomii, jak i historia gospodarcza nie tylko Polski pokazała, że własność państwowa nie funkcjonuje efektywnie i prowadzi do stagnacji i głębokich kryzysów. Marcin Zieliński, ekonomista FOR, słusznie napisał: „Własność państwowa jest najbardziej zniekształcającą konkurencję formą regulacji rynku. Umożliwia bowiem zupełnie nieformalny wpływ władzy politycznej na gospodarkę – zamiast tworzyć akty prawne politycy mogą przekazywać dyspozycje prezesom kontrolowanych przez państwo firm”. Efektem jest rozwój kolesiostwa i korupcji. Zresztą nie chodzi wyłącznie o to, że własność publiczna nieoptymalnie zarządza zasobami i je marnotrawi. To także uderzenie w wolność. Jak pisał amerykański ekonomista Murray Rothbard, „zasadniczy program wolnościowy można streścić w jednym zdaniu: znieść sektor publiczny, wszelką działalność i usługi rządu oddać w ręce przedsiębiorców działających dobrowolnie na wolnym rynku”.

Z powyższych powodów państwo powinno zapewnić firmom wyłącznie stabilne ramy funkcjonowania na rynku w warunkach wolnej konkurencji, a nie działać samemu. Tylko wtedy pojawia się szansa na szybki wzrost dobrobytu całego społeczeństwa i jest to jednocześnie moralnie słuszne. Tymczasem nawet publicyści „The Economist” zauważają, że rząd PiS ma „etatystyczny instynkt”, a repolonizację nazywają pełzającą nacjonalizacją.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułWalka z klimatem zrujnuje rolników
Następny artykułPrzedsiębiorcy mogą odliczać część składki zdrowotnej