Niemieccy Zieloni w ostatnim czasie zdecydowanie uaktywnili swoje działania wymierzone w Polskę. Po wcześniejszych utyskiwaniach na sektor wydobycia węgla kamiennego i brunatnego w naszym kraju (zdając sobie przecież sprawę z tego, że to właśnie Niemcy emitują najwięcej CO2 w całej Unii Europejskiej) przyszedł czas na kwestie regulacji Odry i inwestycji w rozwój sektora energetyki atomowej.

fot. distelAPPArath/Pixabay

Niemieccy Zieloni zapowiadają, że jeśli po wyborach, które już niebawem odbędą się za Odrą, wejdą do koalicji rządowej – co jest absolutnie realną perspektywą – dołożą wszelkich starań, by zatrzymać rozwój polskiego sektora energetyki atomowej. Jeśli nie uda się zupełnie zablokować działań polskiego rządu, Zieloni – którym nie podoba się polski atom – będą domagać się, by „Niemcy zostały wzięte pod uwagę” w naszych planach (co ciekawe, inicjatywę tę aktywnie wspiera członek Koalicji Obywatelskiej Tomasz Aniśko).
Przyjęta w lutym przez rząd „Polityka energetyczna Polski do 2040 r.” zakłada budowę (do 2043 roku) sześciu bloków jądrowych w dwóch elektrowniach. Pierwszy blok ma ruszyć w roku 2033.

Można się domyślać, że wszelkie aktywności niemieckich polityków w zakresie produkcji energii mają jeden cel – nasi zachodni sąsiedzi nie chcą wypuścić z rąk kraju, który od lat trzymają w energetycznych szachu.
Polska rozwija sektor odnawialnych źródeł energii. Wysoka dynamika inwestycji cechuje zarówno fotowoltaikę jak i farmy wiatrowe. Te drugie nadal powstawać będą wewnątrz lądu, jak i na morzu. Wciąż jednak OZE nie ma szans zaspokoić potrzeb energetycznych Polski. A wydobycie paliw kopalnych w naszym kraju torpedowane jest od lat. I dzieje się to w czasie, gdy Europa Zachodnia, naszpikowana elektrowniami atomowymi zapewniającymi jej bezpieczeństwo energetyczne, z chirurgiczną precyzją dozuje wydobycie i dostawy węgla.

To Polska jest celem ataków Niemców i natchnionej przez nich Unii Europejskiej, pomimo faktu, że bezsprzecznie największym trucicielem Europy są właśnie Niemcy. To ten kraj odpowiada za przeszło 2 procent światowej emisji gazów cieplarnianych – Polska to zaledwie 0,9 procenta.

Polska „będzie tłumaczyć”

Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej zapowiada, że nasz kraj „będzie tłumaczył”, że polskie elektrownie atomowe nie są zagrożeniem dla Niemiec. Naimski słusznie zauważył, że wobec ekspansji sektora zielonej energii pochodzącej z OZE, nasz kraj musi mieć zabezpieczenie, które nie zależy od warunków klimatycznych – słońca, pory dnia czy wiatru. Zdaniem pełnomocnika rządu to właśnie energetyka atomowa jest podstawowym elementem zielonej transformacji – tak jak dzieje się to choćby w USA czy w Wielkiej Brytanii.
Polska szuka zresztą strategicznego partnerstwa przy budowie elektrowni atomowej. Takie przyjść ma właśnie ze strony Stanów Zjednoczonych. Tamtejsza agencja USTDI sfinansować ma nasze przygotowania do inwestycji. Rząd chciałby, aby Amerykanie objęli 49 procent udziałów w specjalnie dedykowanej spółce oraz partycypowali w finansowaniu, budowie oraz eksploatacji polskich elektrowni jądrowych.

Już za dwadzieścia lat udział elektrowni atomowych w ogólnej produkcji energii w Polsce wynieść ma nawet 25 procent, a w kolejnych latach wartość ta ma być sukcesywnie zwiększana.

Niemcom nie podoba się polski pomysł na Odrę

Niemieccy Zieloni w ostatnim czasie uderzali nie tylko w atomowe dzwony – kolejną kością niezgody okazały się polskie plany dotyczące regulacji Odry. Ich zdaniem promowane przez nasz kraj inwestycje odbiją się negatywnie na niemieckim rolnictwie, klimacie oraz zaburzą tamtejszy bilans wodny. Zieloni twierdzą też, że wschodnie Niemcy zalane zostaną powodziami. A wszystko to przez Polaków. Dlatego Niemcy zorganizowali w tym celu specjalny protest i rajd rowerowy do Frankfurtu nad Odrą.

Tymczasem… przez Polskę przepływają trzy najważniejsze europejskie wodne szlaki międzynarodowe. Są to: trasa E70 – od Zalewu Wiślanego i granicy z Kaliningradem do Atlantyku przez port w Antwerpii, trasa E30 – od Odessy nad Morzem Czarnym do Gdańska i dalej na Bałtyk oraz trasa E30 – od Dunaju przez Odrę do Szczecina.

Złośliwi twierdzą, że w działaniach niemieckich Zielonych (oczywiście pod płaszczykiem walki o zachowanie bioróżnorodności Odry) chodzi wyłącznie o sparaliżowanie inwestycji mającej wpłynąć na rozwój transportu rzecznego na trzecim z wymienionych odcinków. Ale przecież złośliwi nie mogą mieć racji. Prawda? Prawda?