Fot. Pixabay

Odpowiedzialność Chin za wybuch pandemii, której doświadczamy, została udowodniona. Covid-19 jest chorobą odzwierzęcą, to znaczy chorobą, w której charakterystyczny dla zwierząt czynnik zakaźny przenosi się na ludzi. Obecny wirus – podobnie jak poprzednie, które wywołały SARS (ciężki ostry zespół oddechowy w 2003), ptasią grypę (2004) czy świńską grypę H1N1 (2009) – ma swój początek na tradycyjnym chińskim targu, na którym gromadzone są, w obrzydliwych warunkach higienicznych, zwierzęta domowe i dzikie, zanim zostaną ubite na miejscu, tuż po ich zakupie.

Targi te klasyfikowane są jako „wilgotne”, ponieważ krąży po nich wiele płynów pochodzenia zwierzęcego. To już od 2010 r. chińscy lekarze, w tym Zhong Nanshan (jeden z największych pulmonologów na świecie, bohater walki z SARS i były przewodniczący Chińskiego Stowarzyszenia Medycznego) publicznie żądali zamknięcia tego typu rynków. Niestety, bezskutecznie.

Ta wysoce zaraźliwa choroba pojawiła się w Wuhan już w listopadzie 2019 r., jednakże Komunistyczna Partia Chin (KPCh), stawiając ideologię ponad naukę, dopuściła się trzech bardzo dużych niegodziwości. Partia ta, 1 stycznia 2020 r., nakazała aresztować lekarzy z Centralnego Szpitala, którzy wszczęli alarm przed chorobą. Dodatkowo, 13 stycznia 2020 r., zadeklarowała WHO, że nie ma dowodów na to, iż choroba przenoszona jest z człowieka na człowieka. Wreszcie zezwoliła na zorganizowanie w Wuhan, 18 stycznia 2020 r., gigantycznego bankietu o tematyce patriotycznej, z udziałem 40 000 osób. Te trzy stracone tygodnie, w początkowej fazie walki z wirusem, ciążą teraz bardzo mocno. Gdyby pracowano nad metodami leczenia, gdy tylko choroba się pojawiła, dzisiaj nie byłoby pandemii.

Tymczasem zamiast przyznać się do winy, KPCh przyjmuje postawę dobrze znaną w psychologii, określaną postawą „oskarżycielstwa odwróconego”, a która polega na oskarżaniu innych o własne niegodziwości. I tak 13 marca 2020 r. Zhao Lijian, rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, napisał na Twitterze, że „to armia amerykańska mogła sprowadzić epidemię do Wuhan” podczas wojskowych igrzysk sportowych, jakie miały miejsce w tym mieście. Podobnie, w serii dosłownie niesamowitych tweetów, chińska ambasada w Paryżu ośmieliła się chwalić, że Chiny lepiej sobie radzą z epidemią Covid-19, ponieważ kraj ten ma „lepiej rozwinięte poczucie interesu zbiorowego i lepiej wykształcone postawy obywatelskie, których brakuje demokracjom krajów zachodnich”. To tak, jakby podpalacz przychodził dawać lekcje moralności ofiarom pożarów…

Opracowując swój faraoniczny projekt handlowy „nowego Jedwabnego Szlaku”, prezydent Chin Xi Jinping obiecywał nam scenariusz typu win-win. Tymczasem, globalizacja „w stylu chińskim” wyraża się w obecnej chwili katastrofą o rozmiarze światowym, ponieważ KPCh nie uwzględniła w swoich działaniach, kluczowych czynników zdrowotnych i epidemiologicznych, starych i dobrze wszystkim znanych.

Byłoby zatem całkowicie uzasadnione, aby Chiny przyznały rekompensatę finansową państwom dotkniętym przez pandemię. Czy to nieszczęście planetarne nie stanowi dobrej okazji do wprowadzenia do międzynarodowych przepisów prawnych zasady „odpowiedzialności międzynarodowej”?

Nie byłoby niczym anormalnym, gdyby podobnie jak na firmy, na które narzucono zasadę „zanieczyszczający płaci”, narzucono zasadę rekompensat finansowych na te państwa, które pomimo ostrzeżeń im przekazywanych, popełniać będą błędy prowadzące do katastrof. Problem polega na tym, że na świecie nie ma obecnie instytucji, która byłaby w stanie określić wysokość odszkodowania do zapłacenia w skali światowej przez Chiny, a która następnie byłaby zdolna narzucić go tak potężnemu krajowi jak Chiny.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych senatorowie już zaczęli domagać się, aby Chiny „zapłaciły za szkody” wywołane swoją nieudolnością. Łatwo można sobie wyobrazić, jaka będzie odpowiedź chińskiej dyplomacji. Chiny wystosują wezwanie do USA, by te wytłumaczyły się z katastrofalnej w skutkach inwazji wojskowej na Irak przeprowadzonej w marcu 2003 r. – interwencji, która miała miejsce, pomimo oficjalnej i wyraźnej prośby o jej zaniechanie, którą wystosował w tamtym czasie minister spraw zagranicznych Francji, najstarszego sojusznika USA, podczas swojego przemówienia w ONZ.

Władze Chin mogłyby również rozważyć, że w ich interesie byłoby, w celu naprawienia międzynarodowej reputacji, zaproponować wypłatę globalnej rekompensaty dla wszystkich poszkodowanych państw. Niestety, nawet jeśli jest to godne ubolewania z moralnego punktu widzenia, Chiny nie zapłacą. Wypłacenie odszkodowania oznaczałoby, że Pekin przyznaje się do winy w wywołaniu epidemii. A takie przyznanie się, byłoby „samobójstwem” ze strony KPCh, która stara się ukryć przed ludnością swojego kraju, swoje początkowe zaniedbania w walce z kryzysem wywołanym epidemią.

Nawet więc jeżeli nie jesteśmy w stanie zmusić Pekinu do wypłat odszkodowań za szkody, jakie wywołała epidemia, możemy przynajmniej znacząco zmniejszyć naszą zależność od Chin, przenosząc produkcję strategicznych towarów, zaczynając od leków, na nasze terytorium krajowe, czy przynajmniej europejskie. To relokalizacja przemysłowa byłaby prawdziwym rozwiązaniem typu win-win tej dekady. Dzięki niej gospodarki krajów zachodnich powróciłyby do dobrobytu i odzyskały suwerenność. Natomiast Chiny, koncentrując się na własnym rynku wewnętrznym, mogłyby lepiej zadbać o własną ludność.