Był jednym z największych wynalazców w Europie na początku XIX wieku. Budował spektakularne maszyny napędzane energią pary, m.in. pojazd kołowy, który śmiało można nazwać pierwszym prototypem samochodu. To on także zbudował jedną z pierwszych na świecie łodzi o napędzie parowym. Sławą nie ustępował Georgowi Stephensonowi – wynalazcy pierwszej maszyny parowej. I tylko może dziwić, że postać ta jest tak mało znana w ojczystym kraju.

Józef Bożek, bo o nim mowa, urodził się 28 lutego 1782 roku we wsi Biery, w należącym wówczas do Austrii Księstwie Cieszyńskim. Urodził się, co warto podkreślić, w polskiej rodzinie miejscowego młynarza Mikołaja i jego żony Marii z domu Duda. Rodzina Bożków ochrzciła swoją męską latorośl w kościele w pobliskim Grodźcu.

Mały Józek już od szczenięcych lat sprawiał rodzicielowi Mikołajowi niemało kłopotów, bo w ojcowskim młynie jedyne, co go interesowało, to… młyńskie koło i wszelkie inne mechaniczne tryby. To właśnie w młynie ojca budował swoje pierwsze maszyny wodne, które ojciec niszczył, nie pochwalając zainteresowań syna.

Ojcowska prewencja

W rodzinnym „miejscu pracy” Józek, gdy tylko ojciec spuścił go z oka, dociekał, jak działa mechanika w młynie i lubił „grzebać” przy wszelkich konstrukcjach. Nie zniechęciło go nawet to, że często dostawał w skórę od ojca za to, że zagląda tam, gdzie nie powinien. Rodzic bał się zapewne o bezpieczeństwo zarówno syna, jak i młyńskich mechanizmów. Wkrótce Józek, gdy tylko podrósł, sam zaczął tworzyć przeróżne konstrukcje, które ojciec z uporem maniaka niszczył. Prewencja ojca, która miała wybić chłopcu te fanaberie z głowy i skierować jego zainteresowanie na młynarski fach, na nic się zdała.

Przyszły wynalazca edukację szkolną rozpoczął w Białej (obecnie Bielsko-Biała). W rodzinnym domu oczywiście pomagał w młynie, jednak jego zainteresowania ciągle oscylowały wokół mechaniki. Na szczęście na talencie syna młynarza poznał się szkolny wizytator ks. Leopold Szersznik, profesor, a później prefekt katolickiego gimnazjum w Cieszynie. To dzięki niemu siedemnastoletni Józek został przyjęty do tamtejszej szkoły. Uczył się w niej trzy lata. Naukę łączył z pasją polegająca na wymyślaniu urządzeń mechanicznych. I wszystkich zadziwiał swoim talentem. To w Cieszynie Bożek zbudował swój pierwszy mechaniczny zegar drewniany wyposażony w mechanizm do bicia kwadransów i godzin, pokazujący przy tym również upływ minut. Ks. Szersznik w swoim dyrektorskim gabinecie osobliwości przechowywał 29 wynalazków Bożka. W rejestrze zapisana jest m.in. potrójnie złożona dźwignia, katapult okrętowy i elewator.

Przyjaźń z Gerstnerem

Po ukończeniu gimnazjum Józef Bożek ruszył w poszukiwaniu dalszej nauki i pracy. W tym celu ze Śląska Cieszyńskiego udał się na Morawy. Tam dostał się na studia w Brnie, gdzie w latach 1803-1805 pilnie studiował mechanikę i matematykę. Następnie postanowił spróbować szczęścia w Pradze. Młodego Bożka nie było stać na dyliżans, więc nad Wełtawę udał się pieszo. Szczęście mu sprzyjało. Znalazł pracę jako wychowawca dzieci, co pozwoliło mu na rozpoczęcie studiów. Początkowo uczęszczał na wykłady z filozofii, jednak jego marzeniem była politechnika. Dyrektor praskiego Instytutu Politechnicznego Franciszek Józef Gerstner, zanim przyjął Bożka na swój wydział, postanowił sprawdzić wiedzę i umiejętności przybysza. Zlecił Polakowi wykonanie kilku modeli konstrukcji mechanicznych. Z zadania chłopak wywiązał się celująco. Z czasem Bożek, zgłębiając tajniki mechaniki na praskiej uczelni, zaprzyjaźnił się z Gerstnerem.
Po ukończeniu Instytutu Politechnicznego nie miał problemów ze znalezieniem pracy. Zatrudnił go Gerstner. To właśnie wspólnie z nim w latach 1806–1808 Bożek zbudował pierwszą w monarchii austriackiej maszynę parową. Wkrótce życie Józefa ustabilizowało się także w sferze prywatnej. 20 listopada 1808 roku ożenił się z Józefiną Langową. Ich ślub odbył się w kościele św. Gawła (Havla) w Pradze. Państwo Bożkowie zamieszkali w domu przy ul. Dominikańskiej 240 i niebawem doczekali się dwóch synów: Franciszka i Romualda. Józef Bożek z czasem stał się słynnym na całą Pragę zegarmistrzem. Pracował jako mistrz w sławnym warsztacie Petra Heinricha, gdzie w roku 1812, dla Instytutu Astronomicznego w praskim Klementinum, skonstruował zegar z niezwykle precyzyjnym wahadłem.

Niezwykłe protezy

Fortuna sprzyjała wynalazcy. Zamówień na zegary Bożkowi nie brakowało, jednak prawdziwą pasją przybysza z Księstwa Cieszyńskiego były konstrukcje mechaniczne. Józef był zafascynowany maszynami parowymi i pracował nad wynalazkiem, który wkrótce miał zadziwić mieszkańców nie tylko Pragi, ale i całej Europy.

Równocześnie unowocześniał protezy rąk i nóg dla inwalidów. Był to przecież okres wojen napoleońskich, więc zapotrzebowania na protezy nie brakowało. Dla Aleksandrosa Ipsilantisa, syna hospodara mołdawskiego i bohatera walk o niepodległość Grecji, który stracił rękę Bożek skonstruował tak sprawną protezę, że jej palce były zdolne podnosić lżejsze przedmioty. Co więcej, Ipsilantis mógł nią nawet pisać. Podobno Mołdawianin lubił też zabawiać się swoją protezą, rozbijając jednym uderzeniem rząd stojących na stole szklanek.

W 1814 roku dla oficera rosyjskiego o nazwisku Danilewskij, który stracił w bitwie pod Dreznem obydwie nogi poniżej kolan, Bożek sporządził sztuczne kończyny. Według relacji ówczesnych świadków, protezy Bożka były tak dobre, że inwalida mógł chodzić bez kul po schodach oraz dosiadać konia i jeździć na nim kłusem. Protezy wykonywane przez Polaka okazały się najdoskonalszymi w Europie, a może nawet i na świecie, i przyniosły konstruktorowi prawdziwą sławę.

Nie wiadomo, ile ich dokładnie wykonał, ale szacuje się, że kilkaset. A przecież oprócz zegarów i protez Józef Bożek pracował nad wieloma innymi wynalazkami, takimi jak automatyczny warsztat tkacki, postrzygarka do sukna czy maszyna do szlifowania zwierciadeł. Oprócz tego cały czas udoskonalał swoją maszynę parową. Kiedy miał na to czas? Dobre pytanie.

Pierwszy taksówkarz

W roku1815 zaprezentował swój największy wynalazek – prototyp pierwszego na świecie samochodu osobowego na parę. Był to rodzaj powozu mogącego pomieścić trzech ludzi: kierowcę i dwóch pasażerów. Kilka miesięcy wcześniej swoją pierwszą maszynę parową zbudował George Stephenson. Bożek najprawdopodobniej nic nie wiedział o wynalazku maszyny parowej na angielskiej wyspie. Co ciekawe, był rok młodszy od Stephensona, a ich wynalazki powstały niemal w tym samym czasie.

Wehikuł Bożka mógł samodzielnie jechać zaledwie kilkanaście minut i rozpędzał się do prędkości szybko idącego człowieka, ale i tak była to konstrukcja epokowa. Bożek zamierzał nawet, po unowocześnieniu pojazdu, przejechać nim z Pragi do Wiednia. Niestety, dalsze prace wymagały dużych nakładów finansowych, których Polakowi brakowało. Nie znalazł się też żaden inwestor, który chciałby sfinansować dalsze prace nad parowym powozem. Dlatego Bożek sam postanowił, zebrać pieniądze zostając pierwszym na świecie… taksówkarzem.

Pojawiał się na praskich ulicach zazwyczaj w weekendy, wzbudzając zawsze olbrzymie zainteresowanie. Kto chciał, za niewielką opłatą mógł się przejechać niezwykłym pojazdem. Chętnych nie brakowało. Nic więc dziwnego, że Bożek został znienawidzony przez „dorożkarską mafię”, która swoimi rękami sięgała praskiego magistratu. Rajcowie miejscy wkrótce oficjalnie nakazali Bożkowi, by swoim pojazdem nie wyjeżdżał na ulice Pragi. Ten jednak nic sobie z tego nie robił; dalej denerwował dorożkarzy i przewoził każdego chętnego.

Taksówka na parę wodną nie przynosiła jednak oczekiwanych dochodów i po dwóch latach zniechęcony wynalazca wstawił pojazd do garażu. Swoją uwagę skierował na Wełtawę. Przypatrując się ciężkiej pracy fizycznej właścicieli łodzi przewożących z jednego brzegu rzeki na drugi różne towary i ludzi, postanowił ulżyć ich pracy.

Kradzież i bankructwo

W 1817 roku Bożek zaprezentował jedną z pierwszych na świecie łodzi napędzanych maszyną parową. Tym większa szkoda, że dzień ten okazał się dla wynalazcy wyjątkowo nieszczęśliwy. Rankiem 1 czerwca 1817 była piękna pogoda, grała orkiestra dęta, a na brzegu Wełtawy zgromadził duży tłum. Bożek zadbał wtedy o reklamę swojego przedsięwzięcia – w całej Pradze można było trafić na ulotki i plakaty reklamujące biletowaną imprezę. Niestety nagła, gwałtowna burza przegnała zgromadzonych ludzi, a podczas zamieszania ktoś ukradł wszystkie pieniądze za bilety, co doprowadziło Bożka do bankructwa. Genialny wynalazca był zrozpaczony. Wyczerpanie nerwowe i bieda doprowadziły go na skraj szaleństwa. Rok później podczas ataku furii rozbił młotem obie swoje maszyny parowe.

Niestety, ani w Pradze, ani w całym Cesarstwie Austriackim nie znalazł się żaden poważny inwestor lub mecenas, który chciałby wspierać prace genialnego polskiego konstruktora. Wynalazki Józefa Bożka odchodziły w zapomnienie. W kolejnych latach, w celach zarobkowych, Polak projektował i konstruował wagony dla pierwszego na Starym Kontynencie pociągu konnego, który kursował na trasie Czeskie Budziejowice – Linz. Pociąg wyjeżdżał codziennie o godz. 5.00 pokonując trasę o długości 129 km w ciągu 14 godzin.

W październiku 1835 Bożek poważnie zachorował. Leczono go na zatrucie żołądka, jednak trawiła go gorączka spowodowana zapaleniem płuc, którego nabawił się w praskich wodociągach. Zmarł 21 października 1835 roku.

Wyprzedził swój czas

Nad Wełtawą Józef Bożek uważany jest za ojca czeskiej myśli technicznej. Do dziś Bożkowe zegary odmierzają czas m.in. na wieży na Invalidovně w Karlínie, w praskiej aptece U Jednorożce, czy na Bílé věži w Hradcu Královém (kiedyś najwyżej umieszczony zegar w Czechach). Natomiast zegar z niezwykle precyzyjnym wahadłem skonstruowany w 1812 roku dla Instytutu Astronomicznego w praskim Klementinum odmierzał czas nieprzerwanie do roku 1984. To jego bicie transmitowało czechosłowackie radio. Imię Jana Bożka noszą tamtejsze instytuty politechniczne i szkoły. Czesi spacerują ulicami wynalazcy rodem z Polski. Czeska poczta wydała znaczek z jego portretem pędzla Antonina Machka, a pisarz Jarosław Rajmund Vávra w 1949 roku napisał o Bożku książkę pod tytułem „Posel úsvitu” („Błysk przed świtem”), która rok później doczekała się filmowej adaptacji.

Na szczęście można też liczyć na rzetelnych badaczy historii genialnego wynalazcy. Tak pisał w 1965 roku dr František Jilek: „Miejsce urodzenia Bożka bardzo często bywało przemilczane w licznych poświęconych mu czeskich publikacjach i bezapelacyjnie przedstawiano go jako wynalazcę czeskiego, niesłusznie nie troszcząc się o jakąkolwiek wzmiankę o jego polskim pochodzeniu”.

W Polsce Bożek przez dziesięciolecia był postacią kompletnie zapomnianą. Na szczęście ostatnio coraz częściej pojawiają się w mediach informacje o wynalazcy rodem ze Śląska Cieszyńskiego. Pamięć o Józefie żywa jest w jego rodzinnych stronach: w gminie Jasienica, w Bierach (miejscu urodzenia), czy w Grodźcu, gdzie m.in. krewny wynalazcy, Michał Bożek (przedsiębiorca, prezes „Ustronianki”), ufundował tablicę w prezbiterium kościoła, w którym konstruktor przyjął chrzest.

W 200. rocznicę wynalezienia przez Bożka samochodu na parę, w Cieszynie zawisła pamiątkowa tablica, powstała też unikatowa replika pojazdu zbudowana przez inż. Tomasza Siudzińskiego, która znajduje się aktualnie w prywatnym muzeum w Rybniku. Warto dodać, że jest to działająca replika samochodu na parę. Niebawem też Józef Bożek będzie miał stałą ekspozycję w gminie Jasienica, gdzie powstaje poświęcone mu centrum wystawienniczo-informacyjne.

Józef Bożek wyprzedzał swój czas talentem i geniuszem, czego wyrazem były jego niedocenione wynalazki. Czcząc narodowe, historyczne rocznice może warto także docenić i przypominać genialnych polskich wynalazców, a wśród nich Józefa Bożka. Wszak tacy ludzie mogą zainspirować swoimi dokonaniami kolejnych wynalazców, których oby było w naszym kraju jak najwięcej. To się, ze wszech miar, po prostu będzie opłacać nam wszystkim.