Gospodarstwo „Dębski Sad” w Rabowicach  w województwie wielkopolskim  sprzedaje wprost do rąk klientów od ponad 20 lat. Przede wszystkim jabłka. W swoim asortymencie ma ich kilka odmian. Od pewnego czasu można je kupić także w automacie. 24 godziny na dobę i z gwarancją wysokiej jakości. Zawsze świeże, okazałe i nigdy ich nie brakuje, bo obsługa automatu uzupełnia go na bieżąco. Cena atrakcyjniejsza niż w niejednym sklepie, a przy tym gwarancja dobrej jakości. Rolnikowi się opłaca, a jeśli automat stoi w dobrym miejscu, ma niemal zagwarantowany zbyt.

Maszyny Belgów, Włochów i Francuzów

Bjorn de Schoenmaeker z Belgii pozazdrościł dużej popularności automatów do sprzedaży najróżniejszych produktów, od napojów gorących i zimnych, poprzez orzeszki, batony i inne czekolady, aż po sery.  W 2012 r. zarejestrował biznes pod marką VeGeFruit. Dziś jego firma dostarcza maszyny do dystrybucji świeżych warzyw i owoców do wielu firm i instytucji. Detaliści kupują czasem 1-2 jabłka, ale bywa, że są chętni na całe skrzynki świeżych owoców lub warzyw. W Belgii rozprowadza je także firma Eurogijbels. Z czasem owoce i warzywa z automatów całkowicie podbiły serca Belgów.

Pierwszy eksperyment z automatami tzw. vendingowymi do owoców został przeprowadzony na Uniwersytecie Rey Juan Carlos w Móstoles w Hiszpanii. Ponieważ  był okres sesji egzaminacyjnej, uczestniczyła w nim tylko niewielka grupka studentów. Test wypadł jednak na tyle pomyślnie, że nową metodą sprzedaży szybko zainteresowali się więksi producenci. Dziś w Hiszpanii istnieją maszyny sprzedające nawet świeże mięso.

Dzięki Maroiga Premieur automaty z owocami w charakterystycznych tubach zostały zainstalowane na często odwiedzanych stacjach paliw we Francji, dzięki firmie Orchidea wzbogaciła się o nie jedna z trzech największych sieci supermarketów we Włoszech.

Oczywiście jabłka, gruszki, czy truskawki maszyna sama nie zbierze. Ale sprzedawać już może. Nie tylko suszone, ale także świeże warzywa. Automat może posłużyć także do sprzedaży popularnych wśród Polaków soków owocowych. Maszyna je sama i na bieżąco wyciska, więc klienci mają gwarancję wysokiej jakości i świeżości.

Jedna osoba jest w stanie obsłużyć około 20 maszyn. Całość jest opłacalna dla producenta przede wszystkim dlatego, że skraca się łańcuch dystrybucyjny, eliminując pośredników i ich marże. Rolnik uzyska więcej za swój towar, klient zapłaci mniej i wszyscy są zadowoleni. Także, co oczywiste, sprzedawca i dzierżawca automatów.

Świeże i ciągle uzupełniane

Klienci kupują to, co widzą. Kupują oczami. Muszą więc mieć gwarancję dobrej jakości, czystości towaru ci zaś, którzy obawiają się COVID-19, także pewność, że towaru nie dotykały setki rąk. Standardowy automat zawiera w sobie ok. 150 rur ze starannie wyselekcjonowanymi i specjalnie opakowanymi owocami. Po wrzuceniu monety i wybraniu interesujących owoców automatycznie otwiera się kieszeń i klient wybiera towar, na ogół  świeższy niż w supermarkecie. Jeśli nie będzie on dobry, klient po prostu drugi raz już nie wróci. Co więcej, ostrzeże innych, że w tej maszynie nie warto kupować.

Nie wystarczy więc postawić automat i na koniec dnia wybierać pieniądze. Trzeba monitorować to, co się w nim dzieje. Czy nie brakuje towaru, czy klient akceptuje daną cenę owocu, czy warzywa, ile i czego i kiedy najwięcej schodzi danego dnia. Jest to jak najbardziej możliwie, bo współczesne maszyny vendingowe są wyposażone w system telemetrii, dzięki któremu można zdalnie monitorować liczbę rur dostępnych w urządzeniu, stan owoców i preferencje konsumentów w czasie rzeczywistym. Raz na pewien czas, nie rzadziej niż co miesiąc, warto także umyć i odświeżyć swoje automaty.

Wynająć i zadbać o lokalizację    

Czasem nawet nie warto kupować. Wystarczy je wynająć na określony czas lub wyleasingować. Nie są bowiem tanie. Jedno urządzenie kosztuje bowiem od 1.5 tys. złotych (jednoproduktowe maszyny) do kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy w przypadku maszyn interaktywnych, czyli  wyposażonych w ekrany LCD i zdolnych do komunikowania się z klientem. Wybór firm oraz rodzajów maszyn, w związku z tanią produkcją ich modułów przez chińskie firmy, jest z roku na rok coraz większy.

Bardzo ważne jest, gdzie stanie maszyna. Musi to być miejsce uczęszczane lub takie, gdzie znajdują się stałe zbiorowiska ludzi. Automaty vendingowe doskonale sprawdzają się w szpitalach, klubach fitness i siłowniach, na stacjach paliw, w centrach handlowych i supermarketach, ale także – w szkołach. Źle wybrana lokalizacja oznacza konieczność szukania nowej, negocjowania od nowa umowy, co wiąże się z oczywistymi i niepotrzebnymi kosztami.

Warto przy tej okazji przypomnieć, że jeszcze w październiku 2018 r. weszła w życie ustawa o małych producentach żywności. Zniosła ona obowiązek zatwierdzania przez właściwy organ Państwowej Inspekcji Sanitarnej zakładów prowadzących produkcję żywności odbywającą się w prywatnych domach mieszkalnych, gdzie regularnie przygotowuje się żywność wprowadzana potem do obrotu. Nie ma już obowiązku przedstawiania projektu technologicznego zakładu, o ile ktoś prowadzi sprzedaż bezpośrednią lub działalność marginalną, lokalną i ograniczoną (tzw. MOL-e). Bezapelacyjnym ułatwieniem było też  wprowadzenie zachęt podatkowych dla tych gospodarstw, które uzyskują dodatkowe przychody z przetwarzania produktów rolnych domowymi sposobami. Ustawa zwiększa dla nich kwotę wolną od podatku z 20 – 40 tys. złotych. Powyżej tej sumy rolnik płaci zryczałtowany podatek 2 procent.

Przy sprzedaży z automatów obowiązek podatkowy powstaje na zasadach ogólnych. Podatek VAT rozliczany jest w okresach miesięcznych. Przychodów nie trzeba liczyć po każdym dniu sprzedaży, wystarczy zrobić to na koniec każdego miesiąca. Sprzedaż za pośrednictwem automatów korzysta też ze zwolnienia z ewidencjonowania na kasie fiskalnej.

A może prosto z pola?

Polacy dopiero przyzwyczajają się do kupowania produktów w automatach vendingowych. Jest to powolny, ale postępujący proces. Według Euromonitora, w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada poniżej jednego automatu, podczas gdy we Francji czy Włoszech jest ich kilkukrotnie więcej. Wartość całego rynku sprzedaży przez maszyny wyniosła jednak w ubiegłym roku już blisko miliard złotych i wciąż rośnie.

Kto jednak nie jest przekonany do tej formy zakupu, a chce mieć równie świeży i tani owoc, może sam zebrać go na polu. Taka forma zakupu, połączona z odrobiną pracy na świeżym powietrzu, znajduje coraz więcej entuzjastów. Na zbiór truskawek na pole wybierają się całe rodziny – właśnie trwa na nie sezon. Coraz więcej gospodarstw rolnych otwiera się na tę formę sprzedaży. Bo tak jest taniej, z ominięciem kosztów pracy przy zbiorze, kosztów transportu i pośredników. Zadowoleni są też klienci. Kupują za zdecydowanie atrakcyjniejszą cenę, skosztują owoców na miejscu, a przy tym popracują fizycznie i zdrowo się zmęczą.