W połowie maja 1984 r. doszło do serii wybuchów w zamkniętej radzieckiej bazie morskiej w Sewieromorsku, tuż przy granicy z Norwegią. Pożar zdołano ugasić dopiero po pięciu dniach (według innych źródeł – po siedmiu), jednak najbardziej „krwawe” rany baza marynarki wojennej opatrywała aż do końca maja. ZSRR nigdy nie podał prawdziwej liczby ofiar (domniemanie, iż było to ok. 300 osób) ani też jaki arsenał pocisków wyleciał w powietrze.

Związek Radziecki przez lata nie przyznawał się do tej katastrofy, jednak potężnych dymów nad bazą, która była dumą Marynarki Wojennej ZSRR, nie dało się ukryć przed Norwegami. Baza została zbudowana zaledwie 60 km od granicy z Norwegią i to głównie dlatego dzisiaj możemy pisać o tej tragedii, która – jak przypuszcza wielu historyków – uchroniła świat przed III wojną światową już w latach 80. XX wieku. W Sewieromorsku w wyniku wybuchów zniszczeniu uległa bowiem ponad połowa zapasów amunicji strategicznej. Arsenał wojenny ZSRR – kły Imperium Zła, zostały mocno spiłowane.

Dzisiaj z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, iż ZSRR planował atak na kraje Europy Zachodniej. Komuniści na Kremlu doskonale zdawali sobie sprawę, że przegrywają narzucony przez Amerykanów wyścig zbrojeń, który był de facto gospodarczą wojną na wyniszczenie, wszak ZSRR i kraje Układu Warszawskiego były obłożone sankcjami gospodarczymi. W tej sytuacji jedyną skuteczną obroną „komunistycznego świata” wydawał się być atak.

Wystarczy dokładnie poznać historię płk. Ryszarda Kuklińskiego, który właśnie te tajne plany ataku państw Układu Warszawskiego na państwa NATO wykradł i przekazał Amerykanom. Kuklińskim powodowała jedna intencja – uchronić Polskę przed losem kraju, przez który miał się przetoczyć front walki, czyli przed całkowitym zniszczeniem. Nie dziwi zatem, że ZSRR szybko rozbudowywało m.in. bazy morskie, które miały być zapleczem floty wojennej „Kraju Rad”.

Jeżeli do ataku na Europę Zachodnią rzeczywiście miało dojść w połowie lat 80. XX wieku, to po serii wybuchów w bazie morskiej w Sewieromorsku wierchuszka ZSRR najwyraźniej musiała te plany zweryfikować. Zaraz napiszemy dlaczego.

W połowie maja 1984 r. (według niektórych źródeł dokładnie 13 maja) w leżącym na obrzeżach Siewieromorska głównym składzie amunicji radzieckiej Floty Północnej „Okolnaja” wybuchł pożar, którego przez kilka dni nie udało się opanować. Ogień spowodował serię eksplozji potężnego arsenału – uzbrojenia przetrzymywanego w magazynach.

Władze sowieckie, mimo iż naciskane przez rządy innych państw, nie udzieliły absolutnie żadnych informacji na temat wybuchu. Wiadomości o tajemniczych eksplozjach w Siewieromorsku nie podano również w radzieckich mediach. Amerykańscy dyplomaci i attaches wojskowi dowiedzieli się o zdarzeniu z raportów otrzymanych z Waszyngtonu i nie dysponowali informacjami na ten temat z żadnego niezależnego źródła. Zdjęcia robili ze swojej strony granicy Norwegowie – pożar trwał bowiem przez pięć dni, choć według innych źródeł składy amunicji wybuchały przez okrągły tydzień.

Według niepotwierdzonych doniesień pożar miał być spowodowany… niedopałkiem papierosa. Jednak tak naprawdę o prawdziwych przyczynach pożaru moglibyśmy się dowiedzieć, gdyby Rosja otworzyła swoje archiwa.

Wydarzenia w Siewieromorsku zostały uznane za największą katastrofę sowieckiej floty wojennej od zakończenia II wojny światowej. Szacuje się, że w wyniku wybuchów zniszczonych zostało 580 spośród 900 pocisków przeciwlotniczych SA-N-1 i SA-N-3 oraz aż 320 z 400 rakiet woda-woda SS-N-3 i SS-N-12. Te ostatnie były zdolne do przenoszenia głowic atomowych. Pożar zagroził dwóm znajdującym się w porcie atomowym okrętom podwodnym, które udało się uratować. Nie wiadomo za to, czy uszkodzeniu nie uległy ładunki nuklearne składowane na lądzie.

Zniszczenia, do których doszło w Siewieromorsku, mogły ostatecznie uniemożliwić Związkowi Radzieckiemu atak na państwa NATO. Flota Północna, która miała uderzyć w konwoje atlantyckie i wybrzeża Europy, została pozbawiona możliwości prowadzenia działań wojennych.

Cytowane przez NASA sowieckie źródła podawały, że przyczyną eksplozji miało być „oświetlenie” składów wiązką promieni radaru pozahoryzontalnego (OTH). Według innych, do katastrofy doszło przez zaprószenie ognia od nieostrożnie wyrzuconego niedopałka papierosa. Ale tego, co naprawdę wydarzyło się 13 maja 1984 roku w Siewieromorsku, nigdy nie ujawniono, a dokumenty śledztwa utajniono.

Zarówno data – 13 maja 1984 r., jak i błaha przyczyna potężnego pożaru (niedopałek papierosa), która spowodowała tak tragiczny dla ZSRR skutek, na myśl przywołuje objawienia w Fatimie z 13 maja 1917 r. i prośbę Matki Bożej, by papież zawierzył Rosję Jej Niepokalanemu Sercu.

Do zawierzenia (wprawdzie całego świata, a nie tylko Rosji) doszło na dwa miesiące przed wybuchami – to jest 24 marca 1984 r., kiedy to aktu tego dokonał Jan Paweł II (zawierzeń, czy też prób zawierzeń, było dużo więcej – nie będziemy ich w tym artykule opisywać). Tak się złożyło, że realizując film „Fatima. Orędzie wciąż aktualne”, rozmawiałem z ks. Leo Maasburgerem, który razem ze słowackim biskupem Hnilicą dokonali zawierzenia (według tekstu ułożonego przez Jana Pawła II i na jego prośbę) 23 marca na Kremlu, w absolutnej konspiracji. Dzień później obydwaj duchowni byli już w Watykanie, gdzie zdali relację wzruszonemu papieżowi z „wykonanego zadania”. Na myśl przychodzi niesamowita zbieżność dat i zdarzeń, i siła zawierzenia, którego dokonał w marcu 1984 roku papież Jan Paweł II, innymi słowy siła modlitwy.

Kilka lat temu, podczas zbierania dokumentacji do filmu o Fatimie, przed oczami stanęło mi świadectwo człowieka, który „wrócił do żywych” po krucjacie różańcowej za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej. Była to „Siła modlitwy” setek ludzi i… ofiara brata. Film ten można zobaczyć w niedzielę 29 maja o godz. 10.40. w TV TRWAM.

Poprzedni artykułUkraińskie firmy przenoszą się do Polski
Następny artykułUnia każe Polsce oskładkować umowy śmieciowe