Spółki komandytowe mają być podatnikami CIT. Tak zdecydował pod koniec ubiegłego miesiąca Sejm. W Polsce podmiotów działających w tej formie prawnej jest około 40 tys. i być może niebawem czeka je poważna rewolucja: prawna, podatkowa i organizacyjna. W dobie koronakryzysu byłby to kolejny cios dla wielu polskich przedsiębiorców. Cios, którego można uniknąć.

Teraz ustawą zajmie się Senat, najpewniej wróci ona pod koniec listopada do niższej izby parlamentu i ta będzie musiała się nią ponownie zająć w ekspresowym tempie, tak aby prezydent zdążył ją podpisać przed końcem listopada. Konieczna jest także publikacja ustawy najpóźniej do 30 listopada, w przeciwnym razie zmiany nie będą mogły wejść w życie od początku przyszłego roku.

To oznacza, że procedowane prawo będzie miało ekstremalnie krótkie vacatio legis zważywszy na materię, którą reguluje. Co prawda istnieje możliwość stosowania nowych przepisów od maja, taką opcję wprowadzono na etapie sejmowych prac nad projektem opodatkowującym sp.k., niemniej to także rodzi pewne komplikacje i trudności. Innymi słowy funduje się obecnie wielu tysiącom polskich firm dodatkowe problemy, tak jakby w obecnych okolicznościach związanych z pandemią nie miały ich pod dostatkiem.

Trudna sytuacja polskiej gospodarki, liczne zmiany związane z pełzającym lockdownem, braki w obsadzie stanowisk spowodowane kwarantanną, utrata klientów i obawa o utrzymanie biznesu. To kłody, przez które przeskakiwać muszą obecnie polscy przedsiębiorcy. Wielu z nich ostatkiem sił przetrwało wiosenne zamknięcie kraju, teraz stoimy w obliczu podobnych ograniczeń. I do tego jeszcze opodatkowanie spółek komandytowych. Trudno o gorsze wyczucie chwili na realizację akurat takiego pomysłu. Jeśli już rząd się upiera, że trzeba to zrobić, to dlaczego nie dać vacatio legis, które pozwoli się do tego lepiej przygotować? Planowane dochody dla budżetu szacuje się na klika miliardów złotych, w rzeczywistości mogą być one znacznie niższe. Zatem z perspektywy finansów państwa nie rozmawiamy o sumach kluczowych ani nawet istotnych. Ale z perspektywy przedsiębiorców mówimy o często potężnych zmianach, które wymagają zaangażowania pracowników, którzy w tym trudnym czasie mogliby się przecież zająć czymś innym.

Podobnych apeli do powyższego wystosowano w ostatnim czasie bardzo wiele. Póki co odbijają się one jak groch od ściany. Na nic prośby, na nic te czy inne argumenty. A może jednak, na ostatniej prostej, uda się przekonać decydentów, że z tej decyzji można się jeszcze wycofać? Albo chociaż odłożyć ją na później? To wciąż można zrobić!