Dziś mija 81. rocznica męczeńskiej śmierci Maksymiliana Marii Kolbego w obozie Auschwitz. Z tej okazji przypominamy felieton Jacka Gniadka SVD o tym wybitnym polskim kapłanie i… przedsiębiorcy, który swego czasu ukazał się na łamach magazynu „Forum Polskiej Gospodarki”.

Kiedy młody Maksymilian trafił do Niepokalanowa po I wojnie światowej, wspólnota franciszkanów liczyła tylko 19 zakonników. Przed wybuchem II wojny światowej było ich prawie 800, w tym 200 kandydatów. Bóg buduje na naturze. U św. Maksymiliana budował na jego talencie do przedsiębiorczości.

Św. Maksymilian korzystał z najnowszej wiedzy na temat zarządzania i sam był pod tym względem innowacyjny. „Rycerz Niepokalanej” w okresie międzywojennym był drukowany w nakładzie 1 miliona egzemplarzy. Dzisiaj przy współczesnej technice byłby to nie lada wyczyn.

Na pierwszy numer „Rycerza Niepokalanej” św. Maksymilian nie otrzymał finansowego wsparcia od przełożonego, który był przeciwny temu, by wydawać pieniądze na czasopismo, kiedy w powojennej i wyniszczonej zaborami Polsce panowała bieda. Św. Maksymilian na pierwszego „Rycerza” pieniądze dostał od nieznanego ofiarodawcy. Ktoś zostawił mu je w kopercie na ołtarzu.

Wychodzi na to, że na nowe przedsiębiorstwo nie można brać pieniędzy od zakonnego ekonoma. Gdyby było to możliwe, to ekonom sam podjąłby działania i znalazł wśród zakonników menedżera, któremu zleciłby prowadzenie dzieła, gdyby był przekonany o sukcesie. Ten pomysł pojawił się w głowie św. Maksymiliana i nikt prócz niego nie miał także wiary w to, że uda się ten projekt aż tak wspaniale rozwinąć. Św. Maksymilian pokazuje, że można zacząć od zera i można zbudować ogromne przedsiębiorstwo. Podobnie zaczynało wielu wielkich założycieli zakonów w historii Kościoła.

Zakonny ekonom postąpił słusznie. Na nowe przedsiębiorstwo nie można przyznać dotacji. Ten błąd popełniają niestety dzisiaj współczesne rządy, które próbują dofinansowywać z pieniędzy podatników nowe przedsiębiorstwa i poczatkujących przedsiębiorców. Gdyby urzędnik, oceniający projekt, sam wiedział, jak założyć przedsiębiorstwo, to zostałby przedsiębiorcą i przestałby być pracownikiem najemnym. Brakuje mu jeszcze innego istotnego narzędzia. Niezbędnym czynnikiem kalkulacji ekonomicznej jest własność prywatna. Urzędnik nie dysponuje własnymi pieniędzmi, a więc jego alokacja środków na projekt nie będzie nigdy trafiona i będą to przeważnie zmarnowane pieniądze.

Żyjemy dzisiaj w państwie opiekuńczym. Rząd coraz bardziej rości sobie prawo do ingerowania niemalże w każdy aspekt naszego życia. Taki system ekonomiczny ogranicza ludziom swobodne korzystanie z ich przedsiębiorczych zdolności. W świecie, w którym z języka wyeliminowaliśmy pojęcie ryzyka, nie pojawi się przedsiębiorca. Brakuje nam dziś pozytywnego spojrzenia na przedsiębiorczość. Do tego wiele osób uważa, że nie da się tego robić uczciwie.

Wróćmy do św. Maksymiliana. 14 sierpnia 1941 r. poniósł on męczeńską śmierć w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau. Miał zaledwie 47 lat. Św. Maksymilian żył przez całe swoje życie na… maxa. Zawsze na granicy ryzyka. Całą nadzieję pokładał w Bogu i nigdy się nie zawiódł. Dokonał rzeczy niezwykłych. Był po ludzku spełniony. Kiedy miał dokonać następnego wyboru, by oddać swoje życie za współwięźnia, był na to w pełni gotowy. Korona męczeństwa była ukoronowaniem całego jego życia.

Jacek Gniadek SVD

Poprzedni artykułUkraina nie musi (na razie) spłacać swoich długów
Następny artykułDlaczego powinniśmy wspierać holenderskich rolników?