Pierwsze miesiące 2021 roku pokazują, że budżet zaczyna odrabiać covidowe straty we wpływach podatkowych – jednak z wyjątkiem CIT, który nadal przynosi mniej niż w 2019 roku. Nie wolno też zapominać, że wzrostom tym pomaga nie tylko rozpędzająca się po zamrożeniu gospodarka, ale także wysoka inflacja.

covidowe straty budżetu - grafika wpisu

Od pewnego czasu rząd chwali się nadwyżką w budżecie. Po zamknięciu maja wyniosła ona 9,35 mld zł, podczas gdy na cały rok zaplanowany jest deficyt na poziomie 82,3 mld zł. Jak z tego wynika, mieszcząc się w budżecie, rząd może do końca roku wydać jeszcze nawet 91,65 mld zł. Chociaż oczywiście – teoretycznie – nie musi być to aż tak duża kwota. Czy jednak faktycznie można już odtrąbić budżetowy sukces?

2020 – niezbyt dobry punkt odniesienia

Jak komunikowało Ministerstwo Finansów dochody budżetu państwa w okresie styczeń-maj 2021 r. były wyższe o 24,4 mld zł w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Dochody podatkowe budżetu państwa były wyższe – w stosunku do okresu styczeń-maj 2020 r. – o ok. 26,7 mld zł. W stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego:
– dochody z VAT były wyższe o 26,6 proc. r/r (tj. ok. 17,7 mld zł),
– dochody z PIT były wyższe o 22,7 proc. r/r (tj. ok. 5,3 mld zł),
– dochody z CIT były wyższe o 3,7 proc. r/r (tj. ok. 0,6 mld zł),
– dochody z podatku akcyzowego i podatku od gier były wyższe o 5,6 proc. r/r (tj. ok. 1,5 mld zł),
– dochody z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych były wyższe o 10,6 proc. r/r (tj. ok. 0,2 mld zł).

Pojawiły się także nowe źródła podatkowe: podatek handlowy (można szacować, że wpływy z tego podatku będą wyższe od planowanych i wyniosą za cały rok ok. 2,4 mld zł) oraz kilka nowych opłat, w tym tzw. podatek cukrowy. Na ich temat brak jednak w tej chwili bardziej szczegółowych danych. Wiemy tylko, że z podatku handlowego za styczeń i luty trafiło do państwowej kasy ok. 398,1 mln zł.

Patrząc na dane z Ministerstwa Finansów można by uznać, że wpływy podatkowe rosną obecnie w zastraszającym, ponad 20-proc. tempie, zaś wydatki są ostro trzymane w ryzach i rosną tylko nieznacznie. Czy w rzeczywistości faktycznie jednak tak jest?
Przede wszystkim musimy pamiętać o punkcie odniesienia. Rok 2020 nie jest tu dobrym punktem do porównań, bo musimy pamiętać o skutkach pandemii i zamknięciu (przez niemal cały 2020) wielu gałęzi polskiej gospodarki. Spróbujmy zatem zerknąć, jak ma się porównanie pierwszych miesięcy 2021 roku do wpływów sprzed pandemii.

Inflacja pomaga

Jeśli spojrzymy na rok 2019, czyli formalnie ostatni rok przedcovidowy, to okaże się, że dochody za okres styczeń-maj wynosiły 162,6 mld zł i były niższe od tegorocznych o 18,9 mld zł. Wydatki z kolei wyniosły 164,8 mld zł, czyli były niższe od tegorocznych o około 7,4 mld zł.
Wpływy z VAT i akcyzy wyniosły w tym okresie 101,9 mld zł w roku 2019 oraz 113.1 mld zł w roku 2021. Przez dwa lata mamy zatem wzrost o 11,2 mld zł.
W przypadku CIT rok 2019 to 20,6 mld zł, a rok 2021 to już tylko 17,2 mld zł. Udało się zatem zebrać od podatników CIT o 3,4 mld zł mniej niż dwa lata temu.
Pit dał za pierwsze miesiące 2019 ok. 25,4 mld zł. W tym roku jest to zaś ok. 28,5 mld zł. Tu mamy zatem wzrost o 3,1 mld zł.
Podatek od instytucji finansowych to w 2019 r. 1,9 mld zł, a w roku 2021 – ok. 2,1 mld zł. Mamy zatem wzrost o ok. 200 mln zł.

Patrząc na te dane wyraźnie widać, że gdyby nie kryzys związany z pandemią, dynamika wzrostu wpływów podatkowych utrzymywałaby się na podobnym poziomie, jak miało to miejsce w latach wcześniejszych. Żadnego przełomu w tym przypadku nie ma.

Należy jednak przyznać, że jak na czasy tuż pocovidowe, wpływy podatkowe wyglądają całkiem obiecująco i – poza CIT – trudno byłoby na ich podstawie wnioskować, że Polska gospodarka jakoś szczególnie ciężko odczuła skutki zamrożenia gospodarczego. Chociaż w praktyce wiele firm, szczególnie tych najmniejszych, stało się przecież ofiarami pandemii.

Musimy też pamiętać, że budżetowi państwa w ostatnich miesiącach mocno pomaga ocierająca się o 5 proc. inflacja. Inflacja ma zaś to do siebie, że dzięki niej szybciej rosną wpływy podatkowe, zmniejsza się koszt obsługi długu państwa i rośnie nominalny poziom PKB. A inflacja ma raczej małe szanse na spadek, jeśli programy socjalne, planowane w ramach Polskiego Ładu, wpompują kolejne miliardy złotych do budżetów najmniej zarabiających, a zatem i najbardziej skłonnych do zwiększania swoich wydatków obywateli.

Sukces? Jeszcze za wcześnie

Warto także, w kontekście oceny sukcesów budżetowych rządu, zerknąć na stronę wydatkową. Wykonanie wydatków budżetu państwa w okresie styczeń-maj 2021 r. wyniosło 172,1 mld zł, tj. 35,4 proc. planu. W stosunku do tego samego okresu roku 2020 (183,0 mld zł) wydatki budżetu państwa były niższe o 10,8 mld zł – tj. 5,9 proc. Można by powiedzieć, że pełny sukces, gdyby nie kilka drobnych faktów. I tak np. dotacje do FUS (Fundusz Ubezpieczeń Społecznych) wyniosły w pierwszych pięciu miesiącach zaledwie nieco ponad 10 proc. planu (6,3 mld na zaplanowane 59,5 mld zł). Naiwnością byłoby zakładać, że taki stan rzeczy się utrzyma. Dotacja ta na koniec roku na pewno nie będzie niższa od zaplanowanej. Należy też raczej zakładać, że z uwagi na dość sztywną formułę wydatków z budżetu, całe zaplanowane na ten rok 486,8 mld zł zostanie jednak wydane.

Zakładając też, że po drugiej stronie utrzyma się obecna dynamika wpływów można by przyjąć, że na koniec roku wyniosą one ok. 435 mld zł (czyli o jakieś 31 mld zł więcej niż plan). Pozwalałoby to ostrożnie szacować, że deficyt na koniec roku mógłby wynieść około 45-50 mld zł, zamiast planowanych 82 mld zł. Ale czy tak rzeczywiście będzie pokażą dopiero najbliższe miesiące. Na odtrąbienie wielkiego sukcesu jest zatem jeszcze dużo za wcześnie.