Ta sytuacja powoduje, że nie opłaca się oszczędzać, a jednocześnie zachęca do rozrzutnego trybu życia. Tak wysokiej inflacji Polacy nie widzieli od przełomu wieków, a główny winowajca został właśnie wybrany na drugą kadencję.

Tomasz Cukiernik

Dobrobytu nie zbuduje się dotacjami i kredytami, ale pracą i oszczędnościami. Niestety, aktualny rząd robi wszystko, by Polakom jak najtrudniej ten dobrobyt się budowało. Zamiast swoimi decyzjami zachęcać do pracy, prowadzenia działalności gospodarczej i oszczędności, zniechęca do tego wysokimi podatkami, przeregulowaniem gospodarki i inflacją, która powoduje, że nie opłaca się oszczędzać, bo za miesiąc czy rok za te same pieniądze kupimy znacznie mniej. Najpierw przez lata Rada Polityki Pieniężnej utrzymywała stopy procentowe na skandalicznie niskim poziomie, a potem zbyt późno zaczęła je podnosić, nie dotrzymując kroku inflacji. W rezultacie trzymając pieniądze w banku, o trzymaniu ich w skarpecie nie wspominając, ludzie cały czas tracili. Oprocentowanie lokat powinno być wyższe niż poziom inflacji. W przeciwnej sytuacji oszczędzanie oznacza straty.

Niewielką większością Sejm przegłosował kandydaturę prof. Adama Glapińskiemu na drugą kadencję prezesa Narodowego Banku Polskiego. Politycy Konfederacji niejednokrotnie krytykowali szefa banku centralnego za działania, które doprowadziły do szalejącej inflacji i problemów gospodarczych. Zdaniem posła Krzysztofa Bosaka polityka finansowa premiera Mateusza Morawieckiego nigdy nie miałaby miejsca, gdyby nie pomocna dłoń prezesa Adama Glapińskiego, która kupowała obligacje emitowane pozabudżetowo przez fundusz covidowy czy zachęcała prywatne banki, żeby wspierać taką politykę rządu. – To jest twarz inflacji, której galop rozpędził się w tej chwili do takiego stopnia, że zastanawiamy się, czy władza przez podatek inflacyjny ukradnie Polakom jedną czy dwie pensje. Adam „Drukarz” Glapiński musi odejść – stwierdził poseł Grzegorz Braun.

Co ciekawe, w tej sprawie ręka w rękę z Konfederacją idą politycy lewicy. Lewica złożyła wniosek do prezydenta Andrzeja Dudy, aby wycofał kandydaturę Adama Glapińskiego na prezesa NBP. – Adam Glapiński szkodzi polskiej gospodarce, szkodzi polskiej złotówce, szkodzi polskiej rodzinie – powiedział szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski. A poseł Tomasz Trela, wiceszef klubu Lewicy, nazwał Glapińskiego „największym szkodnikiem polskiej złotówki od 1989 roku”.

Zarówno politycy lewicy, jak i rząd uważają, że problemem jest to, że w efekcie podniesienia stóp procentowych kredytobiorcy płacą zbyt wysokie raty kredytowe. I chcą im na różne sposoby pomagać. Szeroki plan wsparcia dla kredytobiorców przedstawił premier Morawiecki. Oczywiście sam nie zapłaci nic z własnej kieszeni, a poszkodowanych, którzy zostaną zmuszeni do sfinansowania tego, będzie cała rzesza. Wymienia ich w swoim raporcie Marcin Zieliński, ekonomista FOR: deponenci, którzy otrzymają niższe odsetki od swoich lokat, potencjalni kredytobiorcy, którzy zapłacą wyższe marże, akcjonariusze banków, w tym uczestnicy funduszy inwestycyjnych oraz programów emerytalnych i drobni inwestorzy indywidualni, podatnicy oraz kredytobiorcy, którzy zdecydowali się na droższy kredyt z okresowo stałą stopą.

Tymczasem w ten sposób rząd (i lewica) chcą zwalczać skutek (wysokie raty kredytów), a nie przyczynę (inflację). Interwencjonizmem państwowym chcą wyeliminować rezultat wcześniejszego interwencjonizmu, który do tej inflacji doprowadził. Pierwotną przyczyną problemów nie są też wysokie stopy procentowe – to tylko skutek szalejącej inflacji, który musiał zostać w końcu zaordynowany. Przyczyną problemów jest właśnie ta szalejąca inflacja, za którą odpowiedzialny jest NBP i prof. Adam Glapiński. Otóż cel inflacyjny NBP wynosi 2,5 proc. (plus odchylenie o 1 pkt proc. w jedną i drugą stronę). Został on przekroczony już w 2020 r. Według danych GUS w 2020 r. średniorocznie ceny wzrosły o 3,4 proc., a w 2021 r. – o 5,1 proc. W tym roku z pewnością będzie jeszcze gorzej. GUS podał, że w kwietniu br. inflacja wzrosła aż do 12,3 proc. r/r. Ale Polacy widzą olbrzymie wzrosty cen wszystkiego na poziomie kilkudziesięciu procent. Prezes banku centralnego nie tylko nie powinien kandydować na drugą kadencję, ale już dawno powinien podać się do dymisji, skoro źle wypełnia podstawowe zadanie (ochrona wartości złotówki), które zostało przed nim postawione. Coś funkcjonuje nie tak.

W sytuacji rosnącej inflacji stopy procentowe musiały zostać podniesione przez Radę Polityki Pieniężnej, aby ją zastopować. To jasne jak słońce. Pojękiwania kredytobiorców nic tu nie zmieniają. Zaczęto jednak to robić zbyt późno i zbyt powoli. W efekcie podwyżki nie doganiały coraz szybciej rosnącej inflacji, a ta wymknęła się spod kontroli. A skąd się ona wzięła? Na przykład skąd, że od początku prowadzenia programu NBP skupił obligacje rządowe i gwarantowane przez Skarb Państwa obligacje, w tym papiery Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskiego Funduszu Rozwoju, o łącznej wartości ok. 150 mld zł. Rządowi te pieniądze były potrzebne na różne dodatkowe wydatki.

Ekonomiści szkoły austriackiej tłumaczą jednoznacznie, skąd się bierze inflacja. Ich zdaniem przyczyna jest jedna – zwiększanie podaży pieniądza przez tego, kto pieniądz tworzy, czyli bank centralny. Powoduje to spadek siły nabywczej pieniądza, a tym samym ogólny wzrost cen. Dzieje się tak dlatego, że pieniądza dotyczy takie samo prawo podaży i popytu jak każdego innego towaru. Jeśli więc jest go więcej, bo został dodrukowany, to musi stanieć.

A dlaczego w sytuacji rosnących stóp procentowych banki komercyjne nie podnoszą oprocentowania oszczędności albo podnoszą w minimalnym zakresie, mimo tego że stopy procentowe w ostatnich miesiącach wystrzeliły w górę? Wydaje się, że to dlatego, iż oni tych pieniędzy Polaków po prostu nie potrzebują. – Rząd przede wszystkim mógłby nie szkodzić. Dlaczego banki nie podnoszą oprocentowania lokat w sytuacji rosnącej inflacji? – spytał podczas konferencji prasowej poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz. – Rząd karmi banki tak różnymi źródłami emisji pustego pieniądza, że one tej gotówki od Polaków nie potrzebują – wyjaśnił Sośnierz.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułNadchodzi nowy podatek. Sprawdź, czy będziesz go płacił
Następny artykułPrezes NBP spotkał się z sekretarz skarbu USA. O czym rozmawiali?