Fot. Pixabay

Początki ekoterroryzmu datowane są na lata sześćdziesiąte XX wieku, kiedy to w Wielkiej Brytanii powstała organizacja mająca zapisać się czarnymi zgłoskami w historii kraju – Hunt Saboteurs Association, czyli grupa mająca na celu regularne zakłócanie organizowanych w Anglii polowań na lisy. Aktywiści blokowali drogi oraz rozsypywali środki chemiczne utrudniające psom podjęcie tropu zwierzyny. W pierwszym dziesięcioleciu swojej działalności HSA znacznie zradykalizowało swoje metody, przypuszczając regularne ataki na instytucje badawcze, w których przeprowadzane były badania z wykorzystaniem zwierząt. Skrajny oddział grupy przyjął nazwę Band of Mercy (Grupa Miłosierdzia) i dał początek pierwszej zorganizowanej grupie ekoterrorystycznej – Animal Liberation Front, która do dziś sieje postrach wśród przedsiębiorstw i szarych obywateli w Wielkiej Brytanii, Francji, Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie.

W kolejnych latach działalność ALF stopniowo przenosiła się do USA. Członkowie organizacji zaczęli coraz bardziej inspirować się naukami Petera Singera – australijskiego etyka – który twierdzi, że człowiek nie ma prawa wykorzystywać zwierząt do swoich celów. Nauki Singera postępowały jednak dalej, dochodząc do tak skrajnych wniosków, jak akceptacja zoofilii, która miałaby stanowić obopólną – ludzko-zwierzęcą – przyjemność. Przyjęcie doktryny australijskiego etyka zaowocowało serią brutalnych ataków, do których przyznawali się członkowie ALF.

Największy rozgłos zyskał Rod Coronado, który spalił laboratorium Uniwersytetu w Michigan, za co został skazany na 3,5 roku więzienia. Działania osób zrzeszonych w ALF walnie przyczyniły się do uznania w Stanach Zjednoczonych przestępstw o charakterze ekoterrorystycznym za przestępstwa federalne, czyli ścigane przez FBI.

W latach dziewięćdziesiątych ALF nawiązała współpracę z Earth Liberation Front – największą ówczesną organizacją ekoterrorystyczną. W 2003 roku aktywiści tej organizacji dokonali zamachu bombowego wymierzonego w budowle, które ich zdaniem nie spełniały wymogów budownictwa ekologicznego, do czego ELF przyznała się w rozdawanych w związku z tym wydarzeniem ulotkach. Straty oszacowano wówczas na około 7 mln USD. Już trzy lata później ta sama grupa za pomocą bomby zapalającej zniszczyła posiadłość na Bainbridge Island. Budowla, w ich opinii, naruszała stabilność tamtejszego ekosystemu przez swój negatywny wpływ na mokradła.

Ataki ELF znalazły swój głośny finał w sądzie. Grupa kilkunastu terrorystów tworzących jedną z najprężniej funkcjonujących komórek ELF zwaną „Rodziną” i działającą głównie na terenie stanów Oregon i Waszyngton oskarżona została o 17 ataków terrorystycznych. Najpoważniejszy z nich dotyczył zniszczenia kurortu narciarskiego Vail w stanie Colorado, gdzie straty sięgnęły 12 mln USD. Skalę zjawiska pokazuje przykład Erica McDavida, skazanego na 20 lat więzienia za planowanie wysadzenia elektrowni Nimbus Dam należącej do osób związanych z amerykańską Służbą Leśną oraz posiadających wiele stawów hodowlanych znajdujących się na terytorium USA. W domu zamachowca znaleziono anarchistyczną literaturę oraz Manifest wojownika Teda Kaczyńskiego – jednego z najgroźniejszych ówczesnych terrorystów mieszkających w USA.

Ataki ALF oraz, od 1992 roku, ELF spowodowały w USA falę protestów nazwaną Zielonym Strachem (Green Scare). Nazwa ta nawiązuje bezpośrednio do brutalnej walki tamtejszego rządu z anarchistyczno-lewackimi bojówkami w latach dwudziestych XX wieku. Tym razem jednak społeczeństwo USA manifestowało przeciwko aktom ekoterroryzmu, ekosabotażu oraz ekoharaczu.

Ataki ALF oraz ELF zainspirowały wiele organizacji działających w Europie oraz w Ameryce Południowej. Ruchy pseudoekologiczne i ekoterrorystyczne notują ciągły wzrost popularności, przyciągając młodych ludzi mamionych ideą walki o „słuszną sprawę”.

Eksperci z zakresu ekoterroryzmu dopatrują się analogii między Green Scare, a głośnymi w ostatnim roku blokadami i atakami ze strony organizacji Extinction Rebellion. Protesty tej grupy odbywały się we wszystkich największych miastach zachodniego świata, paraliżując życie mieszkańców. W ostatnim roku w Europie zanotowano serię ataków na myśliwych, protestów w sprawie inwestycji infrastrukturalnych czy budowy gospodarstw rolnych. Tylko w naszym kraju w styczniu i lutym zniszczonych zostało ponad 30 ambon myśliwskich, które odgrywają ważną rolę w kontekście walki z afrykańskim pomorem świń.

Władze krajów Europy pozostają jednak niewzruszone, cementując bezzębne prawodawstwo, które – przez swoją krótkowzroczność – jest współwinne złu wyrządzanemu przez pseudoekologów, ekobiznesmenów, czy wreszcie także ekoterrorystów.

* autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej