Premier zapowiada, że choć z powodu epidemii nie uda się wprowadzić tzw. estońskiego CIT zgodnie z obietnicami w lipcu tego roku, to na pewno nastąpi to od stycznia 2021 roku. Kłopot jedynie w tym, że w polskim wariancie taka forma opodatkowania może wcale nie rozwiązać kłopotów z nadmiernym opodatkowaniem spółek.

W trakcie dyskusji nad wprowadzeniem w Polsce tzw. estońskiego CIT resort finansów zapowiadał, że odpowiednie przepisy zaczną w Polsce obowiązywać już w lipcu tego roku. Sytuacja spowodowana skutkami epidemii COVID-19 wyraźnie opóźniła jednak prace nad nowymi zasadami opodatkowania CIT. Mimo to w maju minister finansów podtrzymał deklaracje, że rozwiązanie takie zostanie w Polsce wprowadzone. Tym razem jako datę wejścia nowych przepisów w życie poddając początek 2021 roku. W środę 17 czerwca deklarację taką podtrzymał premier Mateusz Morawiecki, informując równocześnie, że z rozwiązania tego będą mogły skorzystać podatnicy CIT o obrotach do 50 mln zł. W ten sposób z nowego rozwiązania miałoby skorzystać około 200 tys. firm, czyli blisko 97% podatników CIT.

Szybko okazało się jednak, że są także dodatkowe warunki. KPRM podało w swoim komunikacie, że chodzi o podmioty, które zatrudniają co najmniej trzech pracowników, w których wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne. Jednocześnie większość dochodów spółki musi pochodzić z działalności operacyjnej. Z systemu będzie można korzystać przez 4 lata, z możliwością przedłużenia.

Idea tzw. estońskiego CIT polega na opodatkowania zysków spółek kapitałowych dopiero w momencie, gdy opuszczają one spółkę. Czyli w momencie wypłaty dywidendy. Kłopot jedynie w tym, że nadal nierozwiązany pozostanie zatem problem „podwójnego opodatkowania” podatników CIT, który w sposób znaczący ogranicza środki, które spółki mogą reinwestować.

Estoński CIT nie pomoże
Dlaczego mówimy o „podwójnym” opodatkowaniu? Otóż dlatego, że zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami spółka i jej wspólnik to z punktu widzenia podatkowego dwóch różnych podatników. Płacących przy tym dwa różne podatki. Spółka jest opodatkowana podatkiem dochodowym od osób prawnych (CIT). Wspólnik czerpiący zyski z jej działalności podatkiem dochodowym od osób fizycznych (PIT; rzadziej CIT, jeśli wspólnikiem jest inna spółka). Nie ma przy tym znaczenia, w jakiej formie pieniądze do właściciela (lub współwłaściciela) spółki trafiają. Może to być zarówno wypłacane mu wynagrodzenie (jeśli jest w jakiejkolwiek formie zatrudniony w spółce), wypłata z zysku (dywidenda), czy nawet opłaty czynszowe (jeśli wynajął on spółce na potrzeby prowadzenia działalności jakiś majątek, np. nieruchomości, maszyny, czy nawet samochód). W każdym tym przypadku wspólnik (współwłaściciel) musi zapłacić podatek.

Resort finansów nie zdradza, na czym konkretnie ma polegać przyjęte w polskich przepisach rozwiązanie. Z wypowiedzi premiera i komunikatu KPRM wynika, że ma ono polegać na przesunięciu zapłaty CIT z momentu ustalenia dochodu, na moment wypłaty zysku przez firmę. Nie wynika jednak z tego, by rozwiązanie to miało polegać na likwidacji „podwójnego” opodatkowania. Raczej zanosi się na przesunięcie momentu opodatkowania samej spółki, bez zmiany zasad opodatkowania wspólników. A to problemu nie rozwiązuje. Ma natomiast zachęcić spółki do reinwestowani zysków, zamiast wypłacania dywidendy, co jak liczy rząd wpłynie na zwiększanie poziomu inwestycji w firmach. Rząd liczy też na 120 tys. nowych miejsc pracy.

Hipotetyczne pożyczki kosztem
Warto przypomnieć, że pewne rozwiązania w tym zakresie już obowiązują od stycznia 2020 roku. To przepisy o tzw. finansowaniu własnym. Firmy mają możliwość zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów (kosztów podatkowych) odsetek od zatrzymanych kapitałów własnych (dopłat i zysków). Z uwagi na przyjęte w tych przepisach limity, pozwala to na obniżanie płaconego CIT maksymalnie o 47,5 tys. zł.

Możliwość zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów kosztów finansowania działalności kapitałem własnym zatrzymanym w spółce dotyczy podatników podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) będący spółkami kapitałowymi. Z możliwości tej mogą zatem skorzystać przede wszystkim spółki kapitałowe, a zatem spółka akcyjna i spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

Zgodnie z przepisami do kosztów uzyskania przychodów można zaliczyć kwotę odpowiadającą iloczynowi stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego obowiązującej w ostatnim dniu roboczym roku poprzedzającego rok podatkowy (dla roku 2020 jest to zatem 1,5%) powiększonej o 1 punkt procentowy (stosujemy zatem współczynnik 2,5%, czyli 1,5% + 1%) oraz kwoty: albo dopłaty wniesionej do spółki w trybie i na zasadach określonych w odrębnych przepisach (głównie chodzi o przepisy K.S.H.), albo zysku przekazanego na kapitał rezerwowy lub zapasowy spółki.

Hipotetyczne koszty związane z dopłatami lub zatrzymanym zyskiem można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów (kosztów podatkowych) w roku wniesienia dopłaty lub podwyższenia kapitału rezerwowego lub zapasowego oraz w kolejnych dwóch bezpośrednio po sobie następujących latach podatkowych. Zaliczenia do kosztów dokonuje się przy tym pod warunkiem, że zwrot dopłat lub podział i wypłata zysku nastąpi nie wcześniej niż po upływie 3 lat, licząc od końca roku podatkowego, w którym dopłata została wniesiona do spółki albo została podjęta uchwała o zatrzymaniu zysku w spółce.

Preferencja wkrótce zniknie
Kłopot z korzystaniem z nowej preferencji jest jednak taki, że trzeba się z tym mocno pospieszyć. Już od 1 stycznia 2021 roku do ustawy o CIT wprowadzona zostanie szczególna klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania, która będzie dotyczyć zaliczania do kosztów uzyskania przychodów kosztów hipotetycznych odsetek. Zmiana związana jest z rekomendacjami, jakie Komisja Europejska przedstawiła Polsce, w trakcie oceny polskich przepisów dotyczących zaliczania do kosztów uzyskania przychodów kosztów hipotetycznych odsetek. Zgodnie z projektowaną klauzulą, z regulacji uprawniającej do potrącenia hipotetycznych kosztów finansowania własnego nie będzie można korzystać, jeśli podatnik albo podmioty z nim powiązane dokonają nieuzasadnionych ekonomicznie czynności w celu umożliwienia potrącenia tego rodzaju kosztów w rozliczeniu podatku dochodowego. Innymi słowy, jeśli takie zatrzymanie zysków – w przekonaniu fiskusa – będzie służyło wyłącznie obniżeniu wysokości płaconego CIT, fiskus będzie i tak mógł domagać się podatku. Tym samym, możliwość korzystania z tej preferencji stanie się mocno iluzoryczna.

Co prawda dokładnie w tym samym momencie co wspomniana klauzula ma zacząć obowiązywać tzw. estoński CIT, jednak jak już wspomniałem, jego zakres będzie prawdopodobnie mocno ograniczony, a data wejścia przepisów w życie nadal jest mocno niepewna.