Fot. Pixabay

Liczne zagrożenia dla rolnictwa

W dobie pandemii koronawirusa, czasie szczególnym w kontekście dbałości o bezpieczeństwo żywnościowe Unii Europejskiej i świata, wszelkie plany dotyczące kształtowania ustroju rolnego Wspólnoty powinny zostać poddane weryfikacji. Przed nami czas mozolnej odbudowy europejskiej gospodarki, której lwią część stanowi rolnictwo. Rolnictwo, które już dziś stało się główną ofiara walki o klimat i któremu Zielony Ład w obecnej sytuacji na pewno się nie przysłuży.

Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której w obecnych realiach ekonomicznych Chiny, USA, Rosja i szereg innych państw decydują się na drastyczne podwyższenie wymogów klimatycznych wobec funkcjonowania tamtejszych gospodarek. Wyobraźmy sobie, idąc dalej tym tropem, że rzeczone państwa rezygnują z używania pestycydów w rolnictwie i redukują poziom zużycia nawozów w myśl zasady Zielonego Ładu nazwanej Farm to Fork. Pójdźmy dalej. Wyobraźmy sobie, że te same kraje zaczynają dotować ogromnymi kwotami w zasadzie wyłącznie produkcję wysokoekologiczną, ale dającą niższe plony, zbiory, czy zapewniająca niższą produkcję mięsa w myśl zasady Just Transition zawartej w strategii Zielonego Ładu.

To nigdy się nie wydarzy. Nie wydarzy się dlatego, że dziś popularna dewiza „gospodarka, głupcze!” szczególnie zyskuje na znaczeniu. Dystans między europejskim rolnictwem, a agrarnymi gigantami spoza granic Wspólnoty mógłby zwiększyć się do niespotykanych dotąd rozmiarów.

Zielony Ład? Na pewno nie teraz

Zdaniem ekspertów z zakresu rolnictwa wprowadzenie Zielonego Ładu w dobie pandemii koronawirusa jest najzwyczajniej nierozsądne. Takiego zdania jest choćby były minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, który zaapelował do unijnego komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego o odsunięcie w czasie wprowadzenia nowej unijnej strategii dla rolnictwa. Dziś, kiedy stoimy w obliczu najpierw ratowania, potem odbudowy gospodarki, należy się –zdaniem Krzysztofa Jurgiela – kierować anglosaską zasadą First things first.

Warto zauważyć, że wiele sektorów rolnictwa już dziś potrzebuje silnych impulsów inwestycyjnych, które rządy państw oraz władze wspólnoty będą musiały zagwarantować. Obecna sytuacja nie napawa jednak optymizmem, ponieważ funduszy z krajowych budżetów przeznaczonych na wsparcie inwestycyjne może po prostu zabraknąć. Jak bowiem wyobrazić sobie choćby konkurencyjność rodzimej gospodarki – w tym sektora rolnego – choćby wobec wzrostów cen energii, które są naturalną konsekwencją wprowadzenia Zielonego Ładu? Walka z pandemią pochłonie setki miliardów euro i przyczyni się do wzrostu bezrobocia – również w rolnictwie. Dlatego w tym i kolejnych okresach priorytetami rządów będzie zapewne polityka socjalna i mozolna odbudowa wskaźników ekonomicznych, a tego nie da się osiągnąć dzięki przewidzianej na okres 30 lat strategii.

Najpierw spółdzielczość rolna!

Polskie rolnictwo charakteryzuje się znacznym rozdrobnieniem produkcji. Zaledwie 30 proc. gospodarstw w kraju należy do tak zwanych gospodarstw dużych, czyli o areale przekraczającym 50 ha. Dodatkowo uprawy ekologiczne w Polsce notują odwrotną tendencję niż w innych państwach Unii Europejskiej. Ogólna powierzchnia ich areału we Wspólnocie wynosi 12,5 mln hektarów, co stanowi około 7% użytków rolnych UE. W naszym kraju średnia ekologicznych użytków rolnych wynosi natomiast niecałe 3,4 proc.

W tym samym czasie, kiedy w Unii Europejskiej ten areał zanotował 25 proc. wzrost, czyli w latach 2014-2018, w Polsce zmniejszył się on o taką samą wartość. Wobec faktycznego braku spółdzielczości rolnej, niewielcy producenci rolni będą zmuszeni do zaopatrywania w swoje produkty tylko lokalnych odbiorców. Jak bowiem, bez rozwoju spółdzielczości rolnej, myśleć o eksporcie transkontynentalnym z gospodarstwa o powierzchni pięciu czy dziesięciu hektarów? Dziś, jak nigdy wcześniej, istnieje potrzeba szybkiego odbudowania utraconych w naszym kraju ideałów spółdzielczych. To wymagające wyzwanie dla resortu rolnictwa oraz – jednocześnie – warunek niezbędny dla rozwoju rodzimego sektora rolnego.

*autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej