Na panice żerują „Janusze biznesu”, którym niemal z dnia na dzień wyrosły kły. Nie obrażajmy jednak „Januszów”. Napiszmy wprost: to hieny.

Dwie hurtownie wypowiedziały szpitalom umowy przetargowe na dostarczenie masek chirurgicznych i środków odkażających, wietrząc łatwe zyski. – Jedna z nich wprost wskazała, że celem jest rażące podwyższenie ceny, jaką otrzymują w ramach dostarczanych środków ochrony indywidualnej – mówi Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta (UOKiK). Firma prowadząca hurtownię chciała podwyższyć cenę za jedną maseczkę ochronną z wynegocjowanych w ramach oferty przetargowej 50 groszy za sztukę na 10 zł. – Takie praktyki są haniebne – dodaje Chróstny i informuje o wszczęciu postępowania wobec tych hurtowni. Urząd przypomina, że niewykonanie lub nienależyte wykonanie zamówienia jest regulowane prawem o zamówieniach publicznych. Nieuczciwy partner może stracić prawo do startu w przyszłych przetargach na sprzedaż produktów i usług sektorowi publicznemu i jeszcze otrzymać kary.

Naciąganie przez sieć
Od stycznia Facebook usuwa fałszywe treści dotyczące fantastycznych leków na koronawirusa oraz cudownych maseczek, mających zapobiegać infekcji. – Mogą wywoływać szkody dla ludzi wierzących w te informacje – oświadczył portal.

Słusznie, bo jednego, w 100-procentach skutecznego leku na wirusa COVID-19 po prostu nie ma. Zamieszczających szalbierskie ogłoszenia administratorzy portalu najpierw ostrzegają, a potem banują. W Facebooku, a szczególnie na jego platformie sprzedażowej „Marketplace”, można znaleźć oferty np. maseczek ochronnych, z których wiele oznaczanych jest jako „chroniące przed koronawirusem”. Żeby zmylić administratorów platformy często zmieniane są ich opisy. Z „masek filtrujących” na „maski przeciwwirusowe”, potem na „maski na koronawirusa”, czy „maski zabezpieczające” itp. Nawet zwykłe maseczki przeciwpyłowe, które jeszcze dwa miesiące temu kosztowały 2,5 zł za sztukę, chodzą dziś po 40 zł i więcej.

Zyski podszyte histerią
Podobnie jest na Allegro i na Amazonie. Amazon zablokował sprzedaż ponad miliona specyfików mających chronić przed koronawirusem, a nawet go leczyć. Także tych, których ceny nagle „wybuchły” po ogłoszeniu epidemii. – Z naszej platformy usunięto oferty pozbawionych skrupułów sprzedawców, którzy wystawiali towary związane z ochroną zdrowia i tzw. przeciwwirusowe – powiedział agencji Reutera przedstawiciel Amazona. Były to maski „antywirusowe”, chusteczki dezynfekujące, a nawet preparaty o bardzo wysokiej zawartości witaminy C, reklamowane jako skuteczna ochrona przed infekcją.

Tego rodzaju działania nie mają nic wspólnego z etyką biznesu. Nie należy też usilnie tłumaczyć ich „rynkiem”, mechanizmem opartym na twierdzeniu „ problemu nie ma, jak kto głupi, to niech kupuje”. Zdaniem prof. Andrzeja Blikle, szczególnie w czasach kryzysowych wygrywa chęć zysku za wszelką cenę. Zaczyna zapominać się o wartościach moralnych i o tym, że to uczciwość powinna być podstawą prowadzenia biznesu. – Rzeczywiście, w sposób nieuczciwy można bardzo szybko zrobić pieniądze – zauważa Blikle.

Słuchać specjalistów, nie głupot
Marketing oparty na psychologii strachu jest stary jak świat. Stosowne instytucje państwowe mają przy tym obowiązek chronić swoich obywateli przed różnej maści sprytnymi naciągaczami. Polacy jednak nie chcą słuchać ekspertów. Są „mądrzejsi”. W racjonalnych opiniach i informacjach płynących ze środowiska lekarskiego wietrzą „spisek”, dopatrując się ukrywania prawdy. Histerię podsycają politycy, chcący zbić kapitał wyborczy na epidemii.

Jeśli nie chcemy słuchać polskich lekarzy, posłuchajmy może amerykańskich, wszak Ameryka cieszy się w Polsce dużą estymą. Doktor Jerome Adams, Główny Chirurg USA, wystosował na Twitterze apel do amerykańskich obywateli, by przestali kupować maski i je nosić. Nie chronią one przed zarażeniem się, a szpitale mają ogromne problemy z ich zakupem po normalnych cenach.

– Brak masek chirurgicznych dla lekarzy to zagrożenie nie tyko dla pacjentów, ale także dla całych lokalnych społeczności – napisał Adams.

Winowajca według „Krytyki Politycznej”
Choroba wściekłych krów, afrykański pomór świń, a teraz szalejąca w Chinach epidemia koronawirusa mają jednego wspólnego winowajcę – postępującą globalizację przemysłu spożywczego. Takie wieści rozprowadzają po sieci dziennikarze „Krytyki Politycznej”. W ich opinii przetwarzana i transportowana w coraz większych ilościach i do coraz odleglejszych zakątków świata żywność ma być coraz bardziej niebezpieczna dla ludzkiego zdrowia i życia. Tego rodzaju artykuły, powołujące się na rzekome badania WHO w tym obszarze, mogą pomóc tylko producentom tzw. zdrowej żywności, głównie bezmięsnej. Wirusów nie zlikwidują, a hodowcom i polskiej gospodarce przynoszą potencjalne straty.

„The Spectator”, w artykule z 29 lutego 2020 r. pt. „Najbardziej niebezpieczną cechą koronawirusa jest histeria”, zauważa, że w panice COVID-19 jest coś więcej. Żyjemy w najzdrowszym, najspokojniejszym czasie w historii, ale nie potrafimy tego zaakceptować. Nieustannie musimy wymyślać nowe straszydła, od alarmowania o katastrofie klimatycznej, poprzez wojnę nuklearną i nieodwracalną zapaść światowej gospodarki, aż po śmiertelne choroby. COVID-19 osiągnął tak duży i zły rozgłos nie tylko dlatego, że jest zjadliwy i że szybko się rozprzestrzenia. Pojawił się, rzec można, we właściwym czasie, wzmożonych geopolitycznych niepokojów.