– Nie ma dziś skuteczniejszego sposobu na stymulowanie gospodarki niż poprzez dobrze sprofilowane inwestycje. Nawet jeśli będą opierać się one o zadłużenie w postaci emisji obligacji, które przecież są długiem długoterminowym. Jeśli więc te inwestycje będą trafione, szybko przyniosą wzrost naszego PKB – mówi Jadwiga Emilewicz, wicepremier i minister rozwoju

Na duże podsumowanie przyjdzie jeszcze czas, ale o mniejsze można się już pokusić. Jak z pani perspektywy wygląda skuteczność zastosowanych tarcz antykryzysowych? Wystarczająco pomogły firmom?

Rzeczywiście, na pełną ocenę sytuacji jest jeszcze za wcześnie. Pandemia COVID-19, niestety, ciągle trwa. Póki co nie mamy jeszcze skutecznych terapii, które pomogłyby nam przezwyciężyć tego wirusa. Nie wiemy też, co się wydarzy jesienią i jak długo będziemy jeszcze musieli żyć i pracować w stanie podwyższonej gotowości – kilkanaście czy kilkadziesiąt miesięcy? Na dziś z całą pewnością możemy powiedzieć, że zarówno nastroje inwestorów, jak i optymizm przedsiębiorców poprawiły się. Te pozytywne zmiany w polskiej gospodarce znajdują swoje odbicie także w danych z rejestru CEIDG. W ostatnich miesiącach przybywa firm, które albo odwieszają swoją działalność, albo rejestrują nową. To dowód na to, że ta najbardziej intensywna pomoc publiczna, której zaczęliśmy udzielać od początku kwietnia, przyniosła dobre rezultaty. Nie mamy w Polsce ani fali bankructw, ani lawinowego wzrostu bezrobocia.

Są jednak branże – przede wszystkim turystyczna i gastronomiczna – które pomoc oceniają jako niewystarczającą lub źle kierowaną. Czy w jakiś sposób będą mogły one jeszcze skorzystać z pomocy rządowej?

Dziś powinniśmy już bardziej szyć poszczególne instrumenty wsparcia na miarę. Cały czas przyglądamy się szczególnie tym branżom, w których, pomimo zdjęcia obostrzeń, obroty jeszcze długo nie powrócą do stanu sprzed pandemii. Jedną z nich jest branża turystyczna. W jej przypadku opóźniliśmy skuteczność odstąpienia lub rozwiązania umowy o udział w imprezie turystycznej o 180 dni oraz umożliwiliśmy organizatorom zaproponowanie podróżnym vouchera do realizacji na poczet przyszłych imprez turystycznych. We współpracy z Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym (UFG) pracujemy nad rozwiązaniami dla organizatorów turystyki. Oprócz tego chcemy przedłużyć branży turystycznej tzw. postojowe oraz zawieszenie płatności składek na ZUS. To rozwiązanie adresowane jest także do najmniejszych podmiotów z branży turystycznej, w tym do pilotów wycieczek, przewodników turystycznych i przewodników górskich.

W odmrażaniu gospodarki była jakaś metoda, plan, model – coś, czym kieruje się rząd, a co by pomogło firmom planować swoje strategie?

Od czasu pierwszych obostrzeń każda decyzja była podejmowana po głębszej analizie. Przypatrywaliśmy się też działaniom innych krajów. Przy zamrażaniu gospodarki komunikowaliśmy, jakiego rodzaju restrykcje będziemy wprowadzać w zależności od tego, czy będzie to dotyczyć salonów fryzjerskich, kosmetycznych, klubów sportowych, basenów itd. Przez całą pandemię prowadziliśmy konsultacje z przedstawicielami poszczególnych branż. Nie było w tym nic przypadkowego ani spontanicznego. Prowadzimy także analizę „po”, czyli skali zachorowań, tego, jak kształtuje się ich krzywa, gdzie i jak przebiegają. Dziś można już powiedzieć, że najtrudniejsze miesiące przeszliśmy w miarę „suchą stopą”. Nie stanęliśmy na przykład przed zagrożeniem, że zabraknie nam łóżek szpitalnych. Nikt nie był zmuszony odmawiać pomocy, jak to miało miejsce w niektórych krajach, w których osobom od pewnego wieku nie udostępniano respiratorów. U nas wszystko zadziałało poprawnie.

Recesja. Dopadnie Polskę, czy nie? A jeśli tak, to jak będzie głęboka?

Komisja Europejska prognozuje 4,6-procentowy spadek PKB i ja się z tą prognozą zgadzam. Mimo to nadal, najpewniej, poniesiemy najmniejsze straty w Unii Europejskiej. Natomiast spodziewamy się, że przyszły rok będzie charakteryzował się mocnym odbiciem w polskiej gospodarce.

Odreagowanie to jedno, ale czy przewidujecie jakieś działania, które wzmocniłyby to odbicie?

Już nie tarcza, ale miecz będzie nam potrzebny. Tym mieczem nazywam m.in. inwestycje publiczne, które muszą zostać zrealizowane. Nie ma dziś skuteczniejszego sposobu na stymulowanie gospodarki niż poprzez dobrze sprofilowane inwestycje. Nawet jeśli będą opierać się one o zadłużenie w postaci emisji obligacji, które przecież są długiem długoterminowym. Jeśli więc te inwestycje będą trafione, to szybko przyniosą wzrost naszego PKB. Mówię tu nie tylko o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Chcemy też uruchomić Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych o łącznej wartości 12 mld zł. Te dobrze wydane na infrastrukturę lokalną pieniądze – jestem przekonana – bardzo szybko pobudzą rozwój naszej gospodarki.

Będzie wsparcie dla samorządów lokalnych?

Mówimy o środkach, jakie mają zasilić gminy, które już realizują u siebie inwestycje. Chodzi o to, żeby zostały one dokończone. Wspomniane 12 mld zł pochodzi z funduszu COVID-owego. To inwestycje samorządowe, ale realizowane przez sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Wiele z nich jest relatywnie niewielkich i są one realizowane lokalnie. To będzie znacząca dźwignia dla firm, jednak nie w postaci prostych transferów płynnościowych, ale w formie wsparcia inwestycji.

Emisję nowego długu pani wyklucza?

Uważam, że przekroczenie reguły stabilizacyjnej ograniczającej deficyt finansów publicznych do 60 procent nie jest niczym złym. To nie jest czas na oszczędzanie, szczególnie teraz, kiedy pieniądz jest tani, a inflacja znajduje się pod kontrolą.

Ale duże zwiększenie podaży pieniądza zadziała proinflacyjnie.

Umiejętne zadłużanie się na poczet inwestycji nie zaowocuje wyższą inflacją. Nadmiar pieniądza zostanie zdjęty z rynku i przyniesie szybki zwrot w postaci pozytywnych wyników przedsiębiorstw.

Przyszły rok będzie lepszy, jak zrozumiałem. Kiedy jednak gospodarka się wyleczy?

Tak jak już powiedziałam, przewiduję odbicie już w przyszłym roku. Natomiast gospodarka powinna powrócić do stanu sprzed pandemii w ciągu dwóch lat. Przy założeniu, że druga fala pandemii COVID-19 nie spowoduje kolejnych ograniczeń w aktywności społeczno-gospodarczej naszego kraju.

Sektor bankowy sygnalizuje, że w środowisku rekordowo niskich stóp procentowych, spadku zysków i wzrostu kredytów nieregularnych, może nie być w stanie w dalszym ciągu dźwigać ciężaru finansowania gospodarki. Jaki jest pani do tego stosunek?

Mam świadomość tego, że czas pandemii to wymagający okres dla banków. Chciałabym im podziękować za to, że w tych trudnych dla nas wszystkich miesiącach i tygodniach były i są ważnym partnerem w transferze środków do gospodarki. Powszechnie chwalona Tarcza Finansowa PFR nie mogłaby zostać wdrożona tak szybko bez współpracy z sektorem bankowym. Jego rola w obecnym kryzysie jest nie do przecenienia. Przy okazji chcę przypomnieć, że podnieśliśmy limit gwarancji de minimis Banku Gospodarstwa Krajowego do 80 procent, poszerzając tym samym pulę podmiotów, które mogą skorzystać z pomocy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że sektor bankowy przed pandemią COVID-19 był w dobrej, a nawet bardzo dobrej kondycji. Oczekujemy na dalszą dobrą współpracę, bo im szybciej uda nam się wspólnie pomóc przedsiębiorstwom, tym prędzej także banki zaczną realizować swoje zyski.

Chyba musimy po wakacjach przygotować się na wyższe bezrobocie. Jak pani sądzi? I czy w tym kontekście zasadna byłaby realizacja pomysłu połączenia Ministerstwa Rozwoju z Ministerstwem Pracy? Miałoby to przynieść jakieś korzystne synergie, poza redukcją liczby urzędników?

Rekonstrukcja rządu Zjednoczonej Prawicy dopiero przed nami. Zawsze zależało nam na efektywnym rządzeniu państwem.

Gdyby pani miała tu wiodący głos, jak rozwiązałaby nadal istniejący problem mieszkaniowy w Polsce. Bo program Mieszkanie Plus – mówiąc delikatnie – nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje.

Mamy już przygotowane trzy pakiety ustaw. Pierwszy dotyczy szeroko rozumianego mieszkalnictwa społecznego, czyli mieszkań dostępnych przede wszystkim dla ludzi młodych, którzy nauczeni doświadczeniem pokolenia „frankowiczów” nie są zainteresowani tego rodzaju kredytami. Mieszkanie ma stanowić realizację idei wolności w praktyce. Krótko mówiąc: jeśli gminy czy miasta mają powołane spółki celowe do rozwijania mieszkalnictwa, chcemy zwiększyć dla nich pulę grantów do pozyskania z BGK do 35 procent. Z tych środków będzie realizowany program mieszkaniowy, w którym młody człowiek, który zamieszka w nowym mieszkaniu, będzie mógł z biegiem czasu przejąć je na własność. Tam, gdzie nie ma spółek celowych w gminach, wejdzie do gry Krajowy Zasób Nieruchomości (KZN), który posiada atrakcyjne, uzbrojone grunty. Dodatkowo ustawowo zostanie on wyposażony w fundusz partycypacyjny. W takiej sytuacji będzie mógł powołać spółkę nawet w małej gminie, która oprócz grantu z BGK będzie mogła ubiegać się także o wsparcie z KZN. Wszystko po to, aby móc lokalnie zrealizować budowę mieszkań. W ramach tego pakietu chcemy przyjąć ustawy poprawiające bazę i dostępność mieszkań komunalnych. W tej chwili miasta nie mają żadnego instrumentu finansowego, który mobilizowałby je do remontowania tych zasobów. Dlatego gminy miejskie otrzymają też dostęp do funduszu termomodernizacyjnego na sfinansowanie do 50 procent kosztów remontów. Do wsparcia tego rodzaju budownictwa chcielibyśmy wykorzystać także środki Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (EBI).

Drugą nowością będzie umożliwienie osobom, które straciły pracę i są na postojowym skorzystanie z dopłat do czynszu do wysokości 75 procent jego wartości (nie więcej niż 1500 zł) nawet w sytuacji, gdy mieszkanie jest wynajmowane na wolnym rynku. Dystrybutorem tej pomocy będą MOPS-y. W tzw. własnościowej części reformy mamy drugi pakiet ustaw, przy pomocy którego chcielibyśmy – w modelu „mieszkanie za grunt” – wejść w partnerskie relacje z deweloperami. Tam, gdzie z różnych powodów samorządy nie realizują właściwie polityki mieszkaniowej, będą mogły to robić we współpracy z deweloperami. Ci z kolei udostępnią część mieszkań na zasadach komercyjnych, a część przekażą do zasobów komunalnych. Grunty z zasobów KZN chcielibyśmy też udostępniać na budownictwo wielorodzinne prywatne w modelu nowej instytucji – czyli kooperatywy, w których inwestorem budującym mieszkania staje się kilka, kilkanaście rodzin.

Ostatni pakiet ustaw będzie dotyczył spółdzielni mieszkaniowych. Dzięki niemu spółdzielnie będą mogły korzystać z grantów na budowę mieszkań na zasadzie zadań zleconych przez samorządy lokalne.

Zatrzymajmy się na inicjatywach dotyczących systemu podatkowego. Chyba taką reformą nie można nazwać pakietu zmian SLIM VAT, które przecież nie polegają na obniżce tego podatku, a tylko na uproszczeniu procedur i wymogów formalnych wobec przedsiębiorstw. Co z zapowiadanymi jeszcze przed epidemią przez Ministerstwo Rozwoju ulgami podatkowymi dla firm?

Cały czas pracujemy nad ustawami, które wprowadzą takie ulgi w życie. Przede wszystkim będzie to tzw. ulga robotyzacyjna. Chcemy, aby dała ona bardzo mocny impuls inwestycyjny dla gospodarki i w dość krótkim czasie znacząco poprawiła zdolność polskiego przemysłu do konkurowania na światowych rynkach. Jeżeli relatywnie szybko nie poprawimy stopnia robotyzacji i automatyzacji polskiego przemysłu, będzie on coraz mniej konkurencyjny w stosunku do przemysłów z innych krajów Unii Europejskiej. Firmy, które już wdrożyły u siebie roboty przemysłowe, notują poprawę konkurencyjności poprzez wzrost i elastyczność produkcji, a także poprawę jej jakości. Dlatego robotyzacja procesów wytwórczych jest tyleż szansą, co koniecznością przedsiębiorstw przemysłowych, żeby dalej mogły się rozwijać. Jednak potrzebna zmiana technologiczna nie zajdzie w sposób dynamiczny, jeśli nie zostanie wsparta działaniami państwa mającymi na celu przełamanie fundamentalnych barier absorpcji nowych technologii – w szczególności małych i średnich. Na świecie przewagę konkurencyjną zdobywają firmy, które są bardziej efektywne – co do zasady funkcjonujące już w realiach przemysłu 4.0. Zautomatyzowana produkcja, bez bezpośredniej styczności z człowiekiem, jest nie tylko tańsza, ale bezpieczniejsza. Szczególnie w czasie pandemii. Robotyzacja pozwala także na szybkie reagowanie na zmianę zapotrzebowania, produkcję w krótkich seriach i elastyczność w oferowaniu produktów.

Analogicznie do ulgi na prace badawczo-rozwojowe, bardzo dobrze przyjętej przez biznes, tzw. ulga robotyzacyjna umożliwiałaby dodatkowy odpis od podstawy opodatkowania znaczącej części kosztów związanych z projektowaniem, tworzeniem i wdrażaniem nowych, cyfrowych, zintegrowanych systemów wykorzystujących rozwiązania z dziedziny automatyzacji, sztucznej inteligencji, technologii teleinformatycznych oraz komunikacji pomiędzy maszynami oraz człowiekiem a maszynami do projektowania, zarządzania, optymalizowania i monitorowania procesów produkcyjnych i związanych z nimi procesów logistycznych w przedsiębiorstwie. To znacznie szerszy zakres niż tylko kupno samych robotów. Chcemy, aby przedsiębiorcy zyskali także instrumenty, które umożliwią im zbieranie wielkiej liczby danych pozwalających na optymalizowanie procesów produkcyjnych. Ustalenia z resortem finansów są już na finiszu. Chcielibyśmy, aby nowa ulga podatkowa zaczęła obowiązywać od początku przyszłego roku.